· Watykan ·

7 listopada

Hipokryzja jest groźną chorobą duszy

cq5dam.thumbnail.cropped.500.281.jpeg
23 grudnia 2021

Drodzy Bracia i Siostry, dzień dobry!

Scena opisana w Ewangelii z dzisiejszej liturgii rozgrywa się w świątyni jerozolimskiej. Jezus patrzy, przygląda się temu, co dzieje się w tym miejscu, najświętszym ze wszystkich, i widzi, że uczeni w Piśmie lubią się przechadzać, żeby ich zauważano, pozdrawiano, okazywano szacunek i żeby zajmować zaszczytne miejsca. Jezus dodaje, że «objadają domy wdów i dla pozoru odprawiają długie modlitwy» (Mk 12, 40). Jednocześnie Jego oczom ukazuje się inna scena — uboga wdowa, właśnie jedna z tych, które są wyzyskiwane przez możnych, wrzuca do skarbony świątyni «wszystko, co miała na swe utrzymanie» (w. 44). Tak mówi Ewangelia — wrzuca do skarbony wszystko, co miała na swe utrzymanie. Ewangelia ukazuje nam ten rażący kontrast — bogatych, którzy dają to, co im zbywa, na pokaz, i ubogą kobietę, która, nie obnosząc się, ofiarowuje wszystko, to niewiele, co ma. Są to dwa symbole ludzkich postaw.

Jezus patrzy na te dwie sceny. I właśnie ten czasownik — «patrzeć» — podsumowuje Jego naukę: «winniśmy się strzec» tych, którzy żyją wiarą w sposób obłudny, jak owi uczeni w Piśmie, żebyśmy się nie stali tacy jak oni; natomiast na wdowę powinniśmy «patrzeć», żeby brać ją za wzór [w jęz. włoskim: guardare — patrzeć; i guardarsi — strzec się, wystrzegać się»]. Zatrzymajmy się przy tym — wystrzegać się obłudników i patrzeć na ubogą wdowę.

Przede wszystkim trzeba wystrzegać się obłudników, to znaczy uważać, żeby nie opierać swojego życia na kulcie pozorów, tego, co zewnętrzne, na nadmiernej trosce o własny wizerunek. A zwłaszcza pilnować się, żeby nie naginać wiary do własnych interesów. Ci uczeni w Piśmie przykrywali imieniem Boga własną próżność i, co gorsza, wykorzystywali religię do dbania o swoje interesy, nadużywając swojej władzy i wykorzystując ubogich. Widzimy tutaj tę postawę, tak niedobrą, którą również dzisiaj obserwujemy w bardzo wielu miejscach, w bardzo wielu miejscach — klerykalizm, to wynoszenie się ponad pokornych, wykorzystywanie ich, krytykowanie ich, poczucie własnej doskonałości. To jest zło klerykalizmu. Jest to przestroga na wszystkie czasy i dla wszystkich, Kościoła i społeczeństwa — nigdy nie można wykorzystywać swojej roli, żeby zgnieść innych, nigdy nie zarabiać kosztem najsłabszych! I trzeba czuwać, żeby nie popaść w próżność, żeby nie zdarzyło nam się, że skoncentrujemy się na pozorach, a zagubimy istotę i będziemy żyli powierzchownie. Zadajmy sobie pytanie, to nam pomoże — czy w tym, co mówimy i robimy, pragniemy być doceniani i wynagradzani, czy też służyć Bogu i bliźniemu, zwłaszcza najsłabszym? Wystrzegajmy się obłudy serca, hipokryzji, która jest groźną chorobą duszy! To jest dwulicowe myślenie, dwulicowe osądzanie, jak mówi to słowo: «osądzać pod spodem», pokazywać się w pewien sposób, a «hypo», pod, myśleć co innego. Dwulicowi, ludzie z dwulicową duszą, dwulicowość duszy.

A żebyśmy wyleczyli się z tej choroby, Jezus zachęca nas do patrzenia na ubogą wdowę. Pan potępia wykorzystywanie tej kobiety, która złożywszy ofiarę, musi wrócić do domu pozbawiona nawet tego niewiele, co miała na utrzymanie. Jakże ważne jest, by uwolnić sacrum od powiązań z pieniędzmi! Już Jezus to powiedział, w innym miejscu — nie można dwóm panom służyć. Albo służysz Bogu — a my myślimy, że powie «albo diabłu», nie — albo Bogu, albo pieniądzowi. Jest panem, a Jezus mówi, że nie powinniśmy mu służyć. A zarazem Jezus pochwala to, że ta kobieta wrzuca do skarbony wszystko, co posiada. Nie zostaje jej nic, jednak znajduje w Bogu swoje wszystko. Nie obawia się stracić tego niewiele, co ma, ponieważ ufa w Boże wiele, a to Boże wiele pomnaża radość tego, kto daje. To przywodzi nam na myśl także inną wdowę, tę od proroka Eliasza, która robiła podpłomyk z resztki mąki, jaką miała, i resztki oliwy; Eliasz mówi: «Daj mi coś do jedzenia», i ona daje; a mąka nigdy się nie wyczerpie, to cud (por. 1 Krl 17, 9-16). W obliczu hojności ludzi Pan zawsze idzie dalej, jest bardziej hojny. Ale to On, nie nasze skąpstwo. Tak więc Jezus ukazuje ją, tę kobietę, jako nauczycielkę wiary — ona nie chodzi do świątyni po to, żeby mieć spokojne sumienie, nie modli się na pokaz, nie obnosi się z wiarą, ale daje od serca, wielkodusznie i bezinteresownie. Jej drobne monety dźwięczą ładniej niż wielkie ofiary bogatych, bowiem wyrażają życie szczerze poświęcone Bogu, wiarę, która nie żyje pozorami, ale bezwarunkowym zaufaniem. Uczmy się od niej — wiara bez zewnętrznego blichtru, ale głęboko szczera; wiara składająca się z pokornej miłości do Boga i do braci.

A teraz zwróćmy się do Maryi Dziewicy, która z pokornym i przejrzystym sercem uczyniła całe swoje życie darem dla Boga i dla swojego ludu.

Po modlitwie «Anioł Pański» Papież powiedział m.in.:

Drodzy bracia i siostry, z niepokojem śledzę wiadomości nadchodzące z regionu Rogu Afryki, w szczególności z Etiopii, wstrząsanej przez konflikt, ciągnący się od ponad roku, którego skutkiem są liczne ofiary i poważny kryzys humanitarny. Zachęcam wszystkich do modlitwy za tę ludność, tak ciężko doświadczoną, i ponawiam swój apel o to, aby przeważyły braterska zgoda i pokojowa droga dialogu.

Zapewniam o mojej modlitwie również za ofiary pożaru, który powstał w następstwie wybuchu paliwa na peryferiach Freetown, stolicy Sierra Leone.

Wczoraj w Manresie, w Hiszpanii, zostali ogłoszeni błogosławionymi trzej męczennicy za wiarę, należący do Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów — Benedykt z Santa Coloma de Gramenet, Józef Oriol z Barcelony i Dominik de Sant Pere de Riudebitlles. Zostali zabici w okresie prześladowań na tle religijnym w ubiegłym stuleciu w Hiszpanii, okazując się łagodnymi i odważnymi świadkami Chrystusa. Niech ich przykład pomaga współczesnym chrześcijanom dochowywać wierności własnemu powołaniu, także w chwilach próby. Oklaski dla tych nowych błogosławionych!

Pozdrawiam was wszystkich, drodzy wierni z Rzymu i pielgrzymi z różnych krajów (...).

Wszystkim życzę miłej niedzieli. I proszę, nie zapominajcie modlić się z mnie. Dobrego obiadu i do zobaczenia!