· Watykan ·

Przemówienie do klarysek z klasztoru w Asyżu

Bądźcie czujne, żeby nie przeoczyć przejścia Pana

cq5dam.thumbnail.cropped.500.281.jpeg
23 grudnia 2021

W związku z przypadającym w niedzielę 14 listopada Światowym Dniem Ubogich Papież udał się w piątek 12 listopada do Asyżu, gdzie uczestniczył w spotkaniu modlitewnym z ubogimi w bazylice Matki Bożej Anielskiej. Do miasta św. Franciszka przybyła grupa ponad 500 osób, znajdujących się w trudnej sytuacji życiowej. Przed tym spotkaniem odwiedził wspólnotę klarysek w klasztorze św. Klary, do których skierował następujące spontaniczne przemówienie:

Wciąż świętują — to jest prawdziwa klaryska, ta… Ciągle. Bowiem św. Augustyn mawiał, że trzeba być zawsze czujnym. Mówił: «Boję się, że Pan przejdzie, a ja nie zauważę, że przechodzi». Ta czujność Ducha, a także was, oblubienicy, która wciąż czeka na przejście Pana. Piękne jest to bycie czujnym. Dusza uważna, nie dusza rozproszona na wszystko, nie, czujna, w oczekiwaniu na Pana. Lubię spotykać kontemplatyczki, które są uważne. A żeby być uważnymi, muszą być w pokoju trzy rzeczy.

Trzeba mieć głowę w pokoju. Bo czasami, wiesz, głowa się kręci… Zawsze są osoby, ja również, wszyscy, mające pokusę, żeby być wszędzie, patrzeć… Pamiętam, gdy byłem dzieckiem, w dzielnicy była pewna pani, którą nazywano — nie wiem, czy to jest właściwe tłumaczenie — «finestrona» [od finestra — okno] — dlatego że zza krat okna przez cały dzień obserwowała, co się dzieje. Nie, taka uważność nie jest przydatna, bo rozprasza się w tym, co się wydarza. Ale czujność umysłu, który jest czysty, jest uważny na to, co się dzieje, dlatego że dobrze myśli. Na przykład, umysł, który dobrze myśli, to umysł, który nie traci czasu na myślenie o obmawianiu innych. Dobrze myśli o ludziach. Od myślenia źle jest już diabeł, czy nie? — on sam wystarcza. Pogodny umysł.

Druga sprawa, żeby być uważnym na Pana — pogodne serce. Powracanie zawsze do początku powołania — dlaczego zostałem powołany. Czy żeby robić karierę? Żeby dojść do takiego stanowiska, innego? Nie. Żeby kochać i pozwolić się kochać. Zawsze trzeba powracać do tego początku powołania. Każdy z nas ma w sercu początek powołania. Powracanie pamięcią i w ten sposób uładzanie serca przez to, co serce czuło w tamtej chwili. Radość z pójścia za Jezusem, towarzyszenia Mu.

A także — spokój rąk. To prawda, że na modlitwie musicie trwać tak [pokazuje gest złożonych rąk]; ale ręce muszą się także ruszać, żeby pracować. To znaczy: konsekrowany mężczyzna, konsekrowana kobieta, którzy nie pracują, niech nie jedzą. Mówi to Paweł w Liście do Tesaloniczan — kto nie pracuje, niech nie je.

Umysł, serce i ręce zawsze robiące to, co powinny robić, a nie robiące co innego.

Tak więc, powiedziałbym, istnieje równowaga konsekrowanego, konsekrowanej, zakonnic. Jest to równowaga pełna pasji, nie jest to równowaga chłodna — jest pełna miłości i pasji. I łatwo jest spostrzec się, kiedy przechodzi Pan, i nie pozwolić, by przeszedł, nie wysłuchawszy, co chce powiedzieć. Taka jest wasza praca. Nosicie na barkach problemy Kościoła, bolączki Kościoła, a także — ośmieliłbym się powiedzieć — grzechy Kościoła, nasze grzechy, biskupów, jesteśmy biskupami grzesznymi, wszyscy; grzechy księży; grzechy dusz konsekrowanych… I trzeba je zanosić przed Pana: «Są grzesznikami, ale nie zważaj na to, przebacz im» — zawsze wstawianie się za Kościołem.

Niebezpieczeństwem nie jest to, że jest się grzesznym. Gdybym teraz zapytał: «Która z was nie jest grzeszna?», żadna by się nie odezwała. Powiedzmy to — wszyscy jesteśmy grzeszni. Niebezpieczeństwem jest to, że grzech może stać się nawykiem, jakby normalną postawą; bowiem kiedy grzech, grzeszna postawa stają się takie, przestaje być grzechem, staje się zepsuciem. A człowiek zepsuty nie potrafi prosić o przebaczenie, nie potrafi dostrzec tego, że pobłądził. Droga zepsucia ma bilet tylko w jedną stronę, z małym prawdopodobieństwem powrotny. Natomiast życie osób grzesznych odczuwa potrzebę proszenia o przebaczenie. Nigdy nie należy zatracić tego poczucia, że trzeba zawsze prosić o przebaczenie.

Co to oznacza? Że jesteśmy grzeszni, że nie jesteśmy zepsuci. Jeżeli ktoś w pewnym momencie mówi: «Nie, ja nie czuję, że powinienem prosić o przebaczenie», uważaj — wchodzisz na drogę zepsucia. Trzeba prosić, żeby Kościół nie był zepsuty, bo zepsucie Kościoła jest złe! Jest «na wysokim poziomie» — zepsuci księża, biskupi, zakonnice są na najwyższym poziomie! Pomyślmy na przykład o tamtych zakonnicach jansenistkach z Port Royal — były niezwykle czyste, jak anioły, ale mówiono, że były dumne jak diabły. To jest zepsucie najwyższej klasy, zepsucie ludzi dobrych. Jest takie powiedzenie, które mówi: «Corruptio optimi pessima», to znaczy, że zepsucie najlepszych, jest bardzo złe, jest najgorsze. Zawsze z pokorą poczucia, że jest się grzesznym, bo Pan przebacza zawsze, patrzy z innej strony. Przebacza wszystko.

Powiedział mi jeden spowiednik, który był w Buenos Aires, miał 92 lata — nadal jeszcze spowiada, w wieku 94, zawsze jest do niego kolejka, do konfesjonału, jest kapucynem, ustawia się do niego kolejka ludzi, kolejka mężczyzn, kobiet, dzieci, nastolatków, robotników, księży, biskupów, zakonnic — cała, cała owczarnia ludu Bożego idzie się spowiadać u niego, dlatego że jest dobrym spowiednikiem… — Któregoś dnia przyszedł do kurii biskupiej, nie był jeszcze taki stary, miał jakieś 84 lata, przyszedł do mnie i powiedział: «Wiesz — zwracał się do mnie na ‘ty’, wszystkim mówił na ‘ty’ — wiesz, jest pewien problem…». — Powiedz, powiedz mi». — «Chodzi o to, że czasami czuję się źle, dlatego że zbyt dużo przebaczam… I czuję coś wewnątrz…». Był człowiekiem wielkiej modlitwy, wielkiej kontemplacji. «A powiedz mi, Luigi, co robisz, kiedy to czujesz?» — «Cóż, idę do kaplicy i się modlę, i mówię: ‘Panie, wybacz mi, bo za dużo przebaczyłem’». — «Ale czy jesteś pobłażliwy?» — «Nie, nie, mówię rzeczy poważne, ale przebaczam, bo czuję, że mam przebaczać». Kiedyś mu powiedziałem, nie w tamtej chwili, wcześniej: «A czy przypominasz sobie, że kiedyś nie przebaczyłeś?» — «Nie, nie przypominam sobie». To niezły spowiednik, prawda? «I co robisz?» — «Idę do kaplicy, patrzę na tabernakulum: ‘Panie, wybacz mi, zbyt wiele przebaczyłem!’. A w pewnym momencie mówię do Niego: ‘Ale uważaj, bo to Ty dałeś mi zły przykład!’». Bóg przebacza wszystko. Domaga się tylko naszej pokory, żeby prosić o przebaczenie. Dlatego ważne jest, by nie zatracić tego zwyczaju proszenia o przebaczenie, który jest cnotą. Natomiast człowiek zepsuty go traci. Grzeszni tak, zepsuci nie!

Zastanawiałem się, czy Matka Boża czasami prosiła o przebaczenie. Niepokalana… To jest pytanie teologiczne, które należy zadać zakonnicom… Ale ja nie sądzę, żeby Matka Boża zawsze była «ponad sobą» — w drobnych sprawach, co do których uważała, że popełniła błąd, z pewnością prosiła Pana o przebaczenie, nawet jeśli nie były one obiektywne, ale taka była. Myślę, na przykład, o tamtej podróży z Jerozolimy, kiedy chłopiec się wymknął i tam został — ileż razy pewnie prosiła o przebaczenie! «Powinnam była być bliżej…». W życiu tak bywa, czyż nie? Dlaczego to mówię, to pytanie? Dlatego że nawet człowiek najdoskonalszy powinien mieć zawsze serce otwarte i prosić o przebaczenie. To coś najwspanialszego, uzyskać przebaczenie.

Wczoraj po południu byłem z grupą młodych ludzi, którzy udzielają się w głoszeniu Ewangelii współczesnej młodzieży. Także młodzi artyści, ci z zespołów, którzy robią te nowe rzeczy, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, Hollywood, tamtej okolicy. Pokazali mi — kilka fragmentów — z tymi młodymi, o których niektórzy mówią, że nie wierzą nawet w swój własny nos… Wystawili przypowieść o synu marnotrawnym — cała historia o współczesnym młodzieńcu, aktualna, który trwoni pieniądze taty, popada we wszystkie nałogi, a potem, na koniec, rozmawiając z przyjacielem, mówi: «Nie jestem szczęśliwy, jest mi smutno, bo tęsknię za tatą, tęsknię za tatą. Popełniłem te wszystkie świństwa i obrałem złą drogę, co mi nie pomaga… Ale nie mam śmiałości wrócić do domu, bo boję się, że mój tato mnie odrzuci albo wychłosta, albo mnie zwyzywa… nie czuję się na siłach». A ten mu mówi: «Ale czy nie masz jakiegoś przyjaciela, który by poszedł wybadać trochę tatę: ‘Co by było, gdyby twój syn wrócił?’». — «Nie, nie mam już nikogo». — «To jeśli chcesz, ja mogę pójść, i powiem mu, żeby dał ci znak». — «Ale jaki znak?». I rozmawiają o tym. A w końcu mówi. «Pójdę, porozmawiam z twoim tatą, powiem mu, że pragniesz prosić o przebaczenie i wrócić, ale nie wiesz, czy zostaniesz dobrze przyjęty, i że jeśli on dobrze cię przyjmie, niech umieści białą chusteczkę na tarasie, żeby było dobrze widać». I syn wyruszył w drogę, a kiedy był blisko domu, zobaczył go — dom był pełen białych chusteczek! To znaczy, że nasze ręce nie są w stanie przyjąć tego wszystkiego, co On nam daje, nawet kiedy jesteśmy grzeszni i prosimy Go o przebaczenie. Taka jest hojność naszego Ojca — On czeka na nas z domem ozdobionym licznymi białymi chusteczkami. Jest bardziej wielkoduszny!

Pamiętam, wracając do przebaczenia — lubię mówić o przebaczeniu, bo jest to rzecz pozytywna, bardziej niż o grzechu, przebaczenie — jak Piotr pyta Pana: «A ile razy powinienem przebaczyć? Siedem razy będzie dobrze?» — «Siedemdziesiąt siedem razy», to znaczy zawsze. Co więcej, kiedy nas uczy Ojcze nasz, przebaczanie innym jest warunkiem, żeby otrzymać przebaczenie. Wy na kapitule, na przykład — może się zdarzyć, nie sądzę, że tutaj, ale pomyślmy o innym klasztorze — któraś z was jest zła, twarz ma trochę skwaszoną, że tak powiem, «bo zdenerwowałam się na tamtą, ale niech ona mnie przeprosi, bo to ona…» Drobne sprawy wspólnoty, wszyscy je znamy, ja też byłem we wspólnocie i wiem, jaka jest wspólnota. Także w Kurii to się zdarza… Ale zrób pierwszy krok! Uśmiechnij się, tylko się uśmiechnij! Jest ładny dzień…

Nie wiem, czy o tym mówiłem przy innej okazji — Tereska. Kiedy musiała wyjść z chóru, przed kolacją, dziesięć minut wcześniej, żeby zaprowadzić matkę San Pietro do refektarza, bo biedaczka utykała wszędzie; była trochę niecierpliwa, a gdy Tereska jej dotykała, mówiła: «Nie dotykaj mnie! Jeśli mnie dotkniesz, zgrzeszysz! Niekiedy zdarza się taka zgorzkniałość. A co robiła Tereska? Zawsze się uśmiechała. Prowadziła ją, sadzała, kroiła chleb, wszystko, tak że kiedy przychodziły inne zakonnice, wszystko było gotowe do rozpoczęcia kolacji. Pewnego razu narzekanie matki San Pietro było bardzo głośne, a Tereska usłyszała muzykę taneczną [w domu obok klasztoru] i powiedziała: «Tam ludzie tańczą, ludzie radośni, ludzie, którzy się bawią… Ale ja nie zamienię tego na tamto, dla mnie to jest piękniejsze». Piękno miłości braterskiej.

A to życie miłością oznacza mieć otwarte serce, otwarte ręce, otwarty umysł na spotkanie z Panem, żeby nie przeszedł, a ja tego nie zauważę.

Bueno. Niektóre z was pewnie myślą: «Kiedy ten ksiądz skończy… czy to jest kazanie wielkopostne?». Ja wam dziękuję. Myślcie o Kościele. Myślcie o osobach w podeszłym wieku, o dziadkach, którzy niejednokrotnie są «materiałem do odrzutu» — nie chcą ich mieć w rodzinie, bo są uciążliwi, więc umieszczają ich gdzieś… Myślcie o rodzinach, jak muszą pracować tato i mama, bardzo często, żeby wystarczyło do końca miesiąca, żeby mieć co jeść. Módlcie się w intencji rodzin, żeby umiały dobrze wychowywać dzieci. Myślcie o dzieciach, o młodzieży i o licznych zagrożeniach ze strony światowości, która wyrządza tak wiele zła. I módlcie się w intencji Kościoła. Myślcie o zakonnicach, o kobietach konsekrowanych, tak jak wy, o tych, które muszą pracować w szkołach, w szpitalach. Myślcie o księżach. Tereska wstąpiła do Karmelu, żeby modlić się w intencji księży — potrzebujemy, potrzebujemy tego. Módlcie się, żebyśmy umieli być pasterzami, a nie kierownikami biura — żeby w księżach, czy to biskupach, czy kapłanach, była ta pasterskość, żeby byli pasterzami.

Nic innego nie mam do powiedzenia. Sądzę, że kazanie wielkopostne było długie! Bardzo wam dziękuję.