· Watykan ·

22 x — Przemówienie do salezjanek zgromadzonych na kapitule generalnej

Niewiasty nadziei w stylu salezjańskim

cq5dam.thumbnail.cropped.500.281.jpeg
02 grudnia 2021

W piątek 22 października przed południem Papież Franciszek udał się z wizytą do kurii generalnej Zgromadzenia Córek Maryi Wspomożycielki, by spotkać się z uczestniczkami 24. Kapituły Generalnej, która odbywała się w Rzymie w dniach od 11 września do 24 października. Obecnych było 200 zakonnic, wśród nich nowa przełożona generalna Chiara Cazzuola oraz ustępująca, Yvonne Reungoat. Poniżej zamieszczamy skierowane do nich przemówienie.

Życzę Matce pomyślnej pracy razem z nową Radą. I dziękujemy ustępującym przełożonej i członkiniom Rady. Mam nadzieję, że wróci matka do Afryki… A jeśli nie ma miejsca w Afryce, to do Patagonii!

W tych dniach prac zajmowałyście się tematem: «Wspólnoty rodzące życie w sercu współczesności», rozważając go w świetle słów Maryi, które wypowiedziała na weselu w Kanie: «Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie» (J 2, 5). To jest najpiękniejszy gest Matki Bożej — Matka Boża nigdy nie bierze dla siebie, nigdy, zawsze wskazuje na Jezusa. Zastanówcie się nad tym — naśladowanie Matki Bożej i robienie tego samego [gest wskazywania]. Zatem, z jednej strony, trzeba mieć na uwadze wielokulturowy kontekst społeczny, naznaczony napięciami i wyzwaniami, niekiedy nawet dramatycznymi, jak te spowodowane przez pandemię; zarazem wsłuchiwać się w Słowo Pana, Jego wolę, właśnie w tym czasie tak kruchym i niepewnym, z formami ubóstwa, jakie obecny kryzys zrodził i zwielokrotnił. Jak wiecie, jest to straszne. Sytuacje ubóstwa się zwielokrotniły, także ubóstwa ukrytego. Bardzo wiele rodzin zamożnych albo przynajmniej należących do klasy średniej nie ma tego, co niezbędne do życia. Pandemia spowodowała wiele nieszczęść.

Rozbudzenie pierwotnej świeżości powołaniowej owocności Zgromadzenia — to jest cel, jaki sobie postawiłyście. Jest to kluczowa perspektywa, żeby móc odpowiedzieć na wymogi dzisiejszego świata, który potrzebuje odkryć w życiu konsekrowanym «przesłanie o tym, co Ojciec, przez Syna, w Duchu dokonuje przez swoją miłość, swoją dobroć, swoje piękno» ( civcsva , Per vino nuovo otri nuovi — Dla nowego wina nowe bukłaki, 6). To nie oznacza negowania słabości i uciążliwości występujących we wspólnotach, ale wyraża wiarę, że ta sytuacja może im pomóc przemienić dzień dzisiejszy w kairós, czas sprzyjający temu, żeby sięgać do korzeni charyzmatu, żeby pracować nad tym, co istotne, i odkrywać na nowo, wy pierwsze, piękno życia konsekrowanego. To wyzwanie zachęca was do odnowienia waszego «tak», powiedzianego Bogu w tym czasie, jako kobiety i wspólnota, które pozwalają, by Pan i rzeczywistość stawiali im wyzwania. I w ten sposób stawać się proroctwem Ewangelii, świadectwem Chrystusa i Jego stylu życia.

Sobór Watykański ii wskazał Kościołowi tę drogę, która jest drogą Boga — wcielenie w historię, zanurzenie w kondycji ludzkiej. To zakłada jednak mocne zakorzenienie w Chrystusie, żeby nie ulegać światowości w jej różnych formach i w jej kamuflażach. Nie zapominajcie, że najgorszym złem, jakie może się przydarzyć w Kościele, jest duchowa światowość. Mogę niemal powiedzieć, że wydaje się to gorsze niż grzech, bo duchowa światowość to ów duch tak podstępny, który zajmuje miejsce głoszenia, zajmuje miejsce wiary, zajmuje miejsce Ducha Świętego. Ojciec de Lubac w książce Medytacje o Kościele mówi o tym na końcowych stronach. Poszukajcie tego. Ostatnie cztery strony. Mówi tę rzecz bardzo dosadną — duchowa światowość jest najgorszym złem, jakie może się przydarzyć Kościołowi, gorszym od skandalu z czasów Papieży żyjących w konkubinacie. To jest mocne. Tą drogą wchodzi diabeł do domów zakonnych. Mnie to pomaga zrozumieć, jak wchodzi diabeł pomiędzy nas. A nie chodzi tu o grzech, o to, że zakonnica zabija inną — skandal! — albo która znieważa inną, nie, to jest szpetny grzech, wszyscy się oburzają, proszą o przebaczenie… Nie. Jezus nas uczy, że diabeł wchodzi tutaj i mówi: «Kiedy duch nieczysty został wypędzony z danej osoby, odchodzi, błąka się po pustkowiach, nudzi się i wtedy mówi: ‘Wrócę do swego domu, żeby zobaczyć, jak się ma’. Dom jest cały wysprzątany, cały piękny, cały przygotowany. Wtedy idzie, znajduje siedmiu gorszych od niego, i wchodzi do tego domu». A nie wchodzi na siłę, nie, wchodzi w sposób grzeczny — dzwoni do drzwi, mówi «dzień dobry». To są diabły z dobrymi manierami. Nie spostrzegamy się, że wchodzą. I tak wchodzą powoli, a my: «Ach, jak wspaniale, jak wspaniale, chodź, chodź…» I na koniec kondycja tego człowieka jest gorsza niż na początku. Tak dzieje się ze światowością duchową. Osoby, które zostawiły wszystko, zrezygnowały z małżeństwa, zrezygnowały z posiadania dzieci, rodziny… a kończą jako — wybaczcie, że użyję tego słowa — «zgorzkniałe panny», czyli kobiety światowe, troszczące się o te sprawy… I horyzont się zamyka, bo mówią: «Ta nawet na mnie nie spojrzała, tamta mnie obraziła, tamta…» Wewnętrzne konflikty, które zamykają. Proszę, uciekajcie od duchowej światowości. A także statusu: «Ja jestem zakonnikiem, jestem zakonnicą…». Trzeba to badać. To jest najgorsze, co może się zdarzyć. To jakby […], który powoli odbiera ci siłę. I zamiast być kobietami konsekrowanymi Bogu, stają się przez to «dobrze wychowanymi pannami». […] gdzie jest służba misyjna, gdzie jest służba, gdzie jest umartwienie tolerowania się, tolerowania jedna drugiej. Św. Jan Berchmans mówił: «Największą pokutą dla mnie jest życie wspólnotowe». A tego potrzeba! Potrzeba wielkiej pokuty, żeby tolerować się nawzajem. (…) Ale wystrzegajcie się duchowej światowości. Po to, żeby żyć, nie muszę zmieniać telefonu komórkowego, nie potrzebuję tego czy tamtego, spędzić urlopu na plaży… Mówię o rzeczach prawdziwych. A światowość to ów duch, który doprowadza do tego, że nie jesteś w pokoju, albo nie jest to pokój dobry, jest to pokój wyrafinowany.

W waszym przypadku, osób konsekrowanych, wymaga to kreatywnej wierności charyzmatowi, dlatego wciąż powracajcie do charyzmatu. Czy charyzmat jest relikwią? Nie, jest rzeczywistością żywą, nie zabalsamowaną relikwią. Jest życiem, które tworzy i się rozwija, nie jest eksponatem muzealnym. Zatem wielkim zadaniem jest współdziałanie z kreatywnością Ducha Świętego, żeby na nowo przyjrzeć się charyzmatowi i starać się o to, aby jego żywotność przejawiała się w teraźniejszości. Z tego wynika prawdziwa «młodzieńczość», bo Duch wszystko czyni nowym. I spotykamy zakonnice i zakonników w podeszłym wieku, którzy wydają się młodsi — jak dobre wino — którym moc Ducha pomaga znajdować nowe sposoby wyrażania tego samego daru, jakim jest charyzmat. Charyzmat, który jest ten sam dla wszystkich, ale odmienny dla wszystkich. Jest ten sam, ale z niuansami danej osoby; a to oznacza, że ta osoba jest napełniona tym charyzmatem, jest kreatywna także w charyzmacie. Nie wychodzi poza charyzmat, nie. To jest ten sam charyzmat. To jest kreatywność, którą daje wierność charyzmatowi. Taka jest droga Kościoła, którą nam wskazali święci Papieże Soboru i posoborowi — Jan xxiii , Paweł vi , Jan Paweł i — wkrótce błogosławiony — i Jan Paweł ii , którego wspomnienie dziś obchodzimy.

Innym aspektem, który dostrzegam w temacie kapituły, jest potrzeba rozwijania wspólnot opartych na relacjach międzypokoleniowych, międzykulturowych, relacjach braterskich, relacjach serdecznych. Możecie w tym względzie czerpać z waszego ducha rodzinnego, jaki cechował pierwszą wspólnotę, w Mornese, i który pomaga wam dostrzegać w różnorodności sposobność do ćwiczenia się w gościnności i słuchaniu i doceniać różnice jako bogactwo. Również w tej perspektywie zachęcam was do dalszego angażowania się w pracę w relacji z innymi zgromadzeniami, i starania się, aby żyć w relacjach wzajemności i współodpowiedzialności. A to można realizować dobrze, jeżeli w łonie twojego zgromadzenia są takie dobre relacje, nie uciekaj do innych zgromadzeń, dlatego że nie potrafisz ścierpieć swojego. To jest w waszym przypadku konkretny sposób przeżywania synodalności; i również tutaj przesłanką jest posłuszeństwo Duchowi Świętemu, otwartość na Jego nowości i niespodzianki.

Temu chciałbym poświęcić uwagę — międzypokoleniowości. Przypomina mi się pewne zgromadzenie zakonne — nie wy — w Argentynie, w którym były problemy, wiele lat temu, mniej więcej czterdzieści lat temu. Matką generalną była zakonnica, dobra organizatorka, i powiedziała: «Nie, nie, tu jest potrzebna młodzież», bowiem w tamtym czasie było wiele powołań. Starsze siostry przebywały wszystkie w domu dla starszych, a młode osobno. A to jest grzech, grzech przeciwko rodzinie! Ludzie w podeszłym wieku powinni żyć, na ile to możliwe, w żywej wspólnocie. I obowiązkiem młodych jest opiekowanie się starszymi, uczenie się od nich, rozmawianie z ludźmi starszymi. Jeżeli w danym zgromadzeniu nie ma tej wymiany, to jest droga prowadząca do śmierci. [Pokazuje obrazek, który był rozdawany, przedstawiający młodego mnicha, który niesie na plecach starego mnicha]. Ten, który przyniosłem… Ten młody mnich, który niesie starego. To jest «zawód» młodego. Potrafić mieć babcie, dziadków w domu. Pamiętam, że w tamtym zgromadzeniu, o którym mówiłem wcześniej, stare zakonnice umierały ze zgryzoty. «Umarła… Źle się czuje…». Zgryzota wynikała ze smutku, spowodowanego tym, że nie można było się cieszyć nowymi pokoleniami. Zróbcie rachunek sumienia — jak ja przyjmuję osoby starsze? To prawda, że ludzie starzy czasami stają się trochę kapryśni — tacy jesteśmy — a wady w starości są bardziej widoczne; ale jest też prawdą, że ludzie starzy mają tę mądrość, tę wielką mądrość życiową — mądrość wierności zestarzenia się w powołaniu. I dziękuję za wszystko, co będziecie robić. Nigdy nie należy izolować ludzi starszych! Owszem, będą domy dla starców, którzy nie mogą prowadzić normalnego życia, są przykuci do łóżka… Ale trzeba tam chodzić nieustannie, odwiedzać ludzi starych, odwiedzać ich… Są skarbem historii! Bardzo pomaga mi owo doświadczenie św. Tereski od Dzieciątka Jezus, kiedy towarzyszyła pewnej starej zakonnicy, która ledwo mogła chodzić. A była to zakonnica trochę neurotyczna, to się zdarza czasami. A Tereska robiła wszystko… Tereska nigdy nie traciła uśmiechu. Prowadziła ją, potem sadzała, a następnie kroiła chleb. Biedna staruszka, która była trochę neurotyczna, narzekała na wszystko, ale patrzyła na nią z miłością. Pewnego razu zdarzyło się, podczas przejścia z chóru do refektarza słychać było z zewnątrz hałas, słychać było muzykę taneczną, w pobliżu odbywało się jakieś święto. A Tereska powiedziała: «Nigdy nie zamienię tego na tamto». Zrozumiała wielkość powołania. Szacunek dla starszych. Proszę, towarzyszcie osobom starszym!

Samo otwarcie na Ducha pozwala wam wytrwać w zobowiązaniu do bycia wspólnotami generatywnymi w służbie ludzi młodych i najuboższych. Wspólnotami misyjnymi, wychodzącymi, nastawionymi na głoszenie Ewangelii na peryferiach, z pasją pierwszych Córek Maryi Wspomożycielki. A ta pasja jest imponująca, pasja pierwszych salezjanów! Ale było to prawdziwe, zdumiewało chłopców i dziewczęta. W książce, którą wam przyniosłem — zostawię jeden egzemplarz matce generalnej — książce, mówiącej o kapłanie salezjańskim z Lodi, który był misjonarzem w Argentynie, ks. Enrico Pozzoli, we wstępie do tej książki — to interesujące — pokazuje, jak wielu salezjanów ks. Bosko wysłał do Argentyny. Bardzo wielu! A kiedy przybyli do Buenos Aires — to jest piękne u pierwszych salezjanów — nie udali się do dzielnic klasy średniej, nie, poszli szukać granic… Co przyciąga powołanie? Świętość, gorliwość. Poszukajcie, zobaczcie tę misyjność… Odnośnie do młodych, chcę dodać wam otuchy, bo nie jest łatwo towarzyszyć dorastającym chłopcom i dziewczętom. Dobrze o tym wiedzą rodzice i wiecie to również wy. Także dlatego pragnąłem synodu poświęconego młodym i z młodymi, z którego wynikła adhortacja Christus vivit. Wiem, że z niej korzystacie; zachęcam was, abyście dalej to robiły — jestem pewien, że możecie tam znaleźć różne inspiracje, zgodne z waszym charyzmatem i z waszą posługą wychowawczą.

Drogie siostry, wiem, że przygotowujecie się do obchodów 150. rocznicy założenia zgromadzenia. Również to jest sposobnością do odnowy i do ożywienia powołaniowego i misyjnego. Nie zapominajcie o łasce początków, pokorze i małości z początków, które uczyniły przejrzystym działanie Boga w życiu i w przesłaniu tych, które, pełne zdumienia, rozpoczęły tę drogę. Maryja Wspomożycielka będzie was wspomagać — jesteście Jej córkami! Jej słowa na weselu w Kanie były i są światłem dla waszego rozeznania: «Róbcie to, co On wam powie». Maryja jest kobietą uważną, całkowicie wcieloną w teraźniejszość i gorliwą, kobietą troskliwą. Podobnie wy, obyście wsłuchiwały się uważnie w rzeczywistość, dostrzegały sytuacje potrzeby, kiedy brakuje «wina», to znaczy radości miłości, i niosły Chrystusa, nie słowami, ale w służbie, w bliskości, ze współczuciem i czułością. Zatrzymam się przy tym. Dla mnie czymś bardzo brzydkim jest zakonnica pełna złości, zakonnica, która, sprawia wrażenie, że na śniadanie zamiast mleka pije ocet. Bądźcie matkami. Czułość. Stylem Boga jest zawsze bliskość. Powiedział to na początku, w Księdze Powtórzonego Prawa: «Pomyślcie, któryż naród ma swoich bogów tak blisko, jak wy macie Mnie?». Bliskość. A bliskość Boga jest zawsze współczująca i czuła. Bliskość jest współczuciem i czułością. Każdego dnia w rachunku sumienia trzeba zadać sobie o to pytanie: «Czy dzisiaj byłem blisko? Czy byłam współczująca? Czy byłam czuła?». Dalej tak postępujcie. Używajcie często słowa czułość. To ważne, gdy chodzi o sposób bycia. Nieście nadzieję, która nie zawodzi. Tę prawdziwą. Bądźcie jak Maryja niewiastami nadziei. Wy jesteście nimi w oparciu o tożsamość salezjańską, w stylu salezjańskim — w szczególności słuchanie, aktywna obecność, umiłowanie ludzi młodych. Kreatywność chwili, jak mawiał ks. Bosko.

Słowa: «była tam Matka Jezusa» (J 2, 1), z Ewangelii o weselu w Kanie w waszych Konstytucjach stają się: «Maryja jest czynnie obecna w naszym życiu i w historii zgromadzenia» (por. Konst. fma , 44). W Jej towarzystwie idźcie dalej z entuzjazmem drogą, którą podpowiada wam Duch. Z sercem otwartym na przyjmowanie impulsów łaski Bożej, ze spojrzeniem uwrażliwionym, by rozpoznawać potrzeby i palące sytuacje ciągle zmieniającego się świata. Patrzeć na zmianę, ale z sercem wciąż zakochanym w Panu. Sercem matki, sercem bliskim, ze współczuciem i czułością.

Dziękuję za to spotkanie! Dziękuję za to, czym jesteście, i za to, co robicie. Jestem z wami przez modlitwę i błogosławię was oraz wszystkie wasze siostry w świecie. I proszę was, abyście się za mnie modliły — nie jest łatwo być Papieżem!