· Watykan ·

16 ix — Przemówienie do uczestników spotkania moderatorów stowarzyszeń wiernych, ruchów kościelnych i nowych wspólnot

Powołani do tego, żeby służyć

cq5dam.thumbnail.cropped.500.281.jpeg
12 października 2021

Z inicjatywy Dykasterii ds. Świeckich, Rodziny i Życia zostało zorganizowane w Watykanie spotkanie moderatorów stowarzyszeń wiernych, ruchów kościelnych i nowych wspólnot. W czwartek 16 września zostali oni przyjęci na audiencji w Auli Synodu przez Papieża, który wygłosił do nich następujące przemówienie.

Serdecznie witam Jego Eminencję kard. Kevina Farrella i dziękuję za słowa, które do mnie skierował. Wam wszystkim dziękuję za obecność pomimo niedogodności spowodowanych pandemią — a niekiedy przez «nie najlepszy nastrój», jaki być może ten Dekret zrodził w sercach niektórych! Ale idźmy dalej razem. Pozdrawiam również te osoby — i dziękuję im — które uczestniczą za pośrednictwem połączenia wideo; wiele z nich nie mogło odbyć podróży z powodu ograniczeń obowiązujących jeszcze w wielu krajach. Nie wiem, jak sekretarzowi udało się wrócić z Brazylii! Później musisz mi to wyjaśnić.

1. Pragnąłem być tutaj dzisiaj przede wszystkim dlatego, żeby wam podziękować! Dziękuję za waszą obecność jako świeckich, mężczyzn i kobiet, młodych i starszych, zaangażowanych w życie Ewangelią i dawanie jej świadectwa w zwyczajnych realiach życia, w waszej pracy, w wielu różnych kontekstach — edukacyjnych, zaangażowania społecznego i tak dalej, na ulicy, w terminalach kolejowych, byliście tam wszyscy — to jest rozległa dziedzina waszego apostolstwa, to jest wasza ewangelizacja.

Musimy zrozumieć, że ewangelizacja jest mandatem wynikającym z chrztu; chrzest czyni nas razem kapłanami, w kapłaństwie Chrystusa — ludem kapłańskim. I nie powinniśmy czekać, aż przyjdzie kapłan, ksiądz, żeby ewangelizować, misjonarz… Owszem, robią to bardzo dobrze, ale ten, kto jest ochrzczony, ma obowiązek ewangelizowania. Wy ożywiliście to przez wasze ruchy, i to jest bardzo dobre. Dziękuję!

W minionych miesiącach widzieliście na własne oczy i dotykaliście ręką cierpień i niepokojów licznych mężczyzn i kobiet, będących skutkiem pandemii, zwłaszcza w krajach najuboższych, gdzie wielu z was jest obecnych. Ktoś z was mówił mi o tym. Bardzo wiele ubóstwa, nędzy… Myślę o nas, którzy tu, w Watykanie, skarżymy się, kiedy posiłek nie jest dobrze ugotowany, podczas gdy są ludzie, którzy nie mają co jeść. Jestem wam wdzięczny za to, że się nie zatrzymaliście — nie przestaliście nieść waszej solidarności, waszej pomocy, ewangelicznego świadectwa nawet w najtrudniejszych miesiącach, kiedy wskaźniki zakażeń były bardzo wysokie. Pomimo obostrzeń, wymuszonych przez konieczność niezbędnych działań prewencyjnych, nie poddaliście się, co więcej, wiem, że wielu z was zwielokrotniło swoje wysiłki, dostosowując się do konkretnych sytuacji, które mieliście i macie przed sobą, z tą kreatywnością, która bierze się z miłości, bowiem ktoś, kto czuje się miłowany przez Pana, miłuje bez miary.

Owo «bez miary» jest tym, co przychodzi w tych krytycznych chwilach. I to «bez miary» widzieliśmy również u wielu zakonnic, u wielu kobiet konsekrowanych, u wielu księży i u wielu biskupów. Przychodzi mi na myśl biskup, który został intubowany, przez to, że zawsze przebywał z ludźmi. Teraz powoli wraca do zdrowia. To wy i cały lud Boży sprzymierzyliście się w tym i to wy byliście tam. Nikt z was nie powiedział: «Nie, ja nie mogę pójść, bo mój założyciel ma inne zdanie». A zatem żaden założyciel — tym, co tu wzywało, była Ewangelia, i wszyscy poszli. Bardzo dziękuję! Byliście świadkami «owej (błogosławionej) wspólnej przynależności, od której nie możemy się uchylać — przynależności jako bracia» (por. homilia podczas modlitwy o ustanie pandemii, 27 marca 2020 r., w: «L’Osservatore Romano», wyd. polskie, n.4/2020, s. 4). Albo jesteśmy braćmi, albo jesteśmy nieprzyjaciółmi! «Nie, nie. Ja się odcinam — albo bracia, albo nieprzyjaciele». Nie ma drogi pośredniej.

2. Jako członkowie stowarzyszeń wiernych, międzynarodowych ruchów kościelnych i innych wspólnot macie prawdziwą misję kościelną. Z oddaniem staracie się żyć tymi charyzmatami — i sprawiać, by owocowały — które Duch Święty za pośrednictwem założycieli powierzył wszystkim członkom waszych stowarzyszeń dla dobra Kościoła i licznych mężczyzn i kobiet, którym się poświęcacie w apostolstwie. Myślę w szczególności o ludziach, którzy znajdując się na peryferiach egzystencjalnych naszych społeczeństw, doświadczają w swym ciele opuszczenia i samotności i cierpią z powodu wielu potrzeb materialnych oraz ubóstwa moralnego i duchowego. Warto, abyśmy wszyscy każdego dnia pamiętali nie tylko o nędzach innych ludzi, ale także i przede wszystkim o naszych.

Jest pewna rzecz dotycząca Matki Teresy, która często nasuwa mi się na myśl, Tak, ona była zakonnicą, ale to zdarza się wszystkim, gdy jesteśmy w drodze. Kiedy idziesz się modlić i nic nie czujesz. Ja tak to nazywam, ten «duchowy ateizm», kiedy wszystko jest mroczne, wszystko wydaje się mówić: «Poniosłeś porażkę, to nie ta droga, to jest piękna iluzja». Pokusa ateizmu, kiedy przychodzi w modlitwie. Biedna Matka Teresa wiele cierpiała, bo to jest zemsta diabła za to, że idziemy tam, na peryferie, gdzie jest Jezus, właśnie tam, gdzie się narodził Jezus. Wolimy Ewangelię wyrafinowaną, Ewangelię wydestylowaną, ale to nie jest Ewangelia, Ewangelia to jest to. Dziękuję. Wszystkim dobrze zrobi zastanowienie się nad tymi nędzami.

Wy jesteście także, pomimo iż z ograniczeniami i powszednimi grzechami — Bogu dzięki, że jesteśmy grzesznikami i że Bóg daje nam łaskę uznania naszych grzechów, a także łaskę proszenia albo udania się do spowiednika; to jest wielka łaska, nie zatraćcie jej! — nawet przy tych ograniczeniach jesteście jasnym znakiem żywotności Kościoła; stanowicie misyjną siłę i obecność proroczą, która daje nam nadzieję na przyszłość. Także wy, razem z pasterzami i wszystkimi innymi wiernymi świeckimi, jesteście odpowiedzialni za budowanie przyszłości świętego wiernego ludu Bożego. Ale pamiętajcie zawsze, że budowanie przyszłości nie oznacza wychodzenia z dziś, w którym żyjemy! Przeciwnie, przyszłość trzeba przygotowywać tu i teraz, «w kuchni», ucząc się słuchać i rozeznawać teraźniejszość uczciwie i odważnie oraz z gotowością do ustawicznego spotkania z Panem, do ustawicznego osobistego nawracania. W przeciwnym razie istnieje niebezpieczeństwo, że będzie się żyło w «świecie równoległym», wydestylowanym, dalekim od rzeczywistych wyzwań społeczeństwa, kultury i tych wszystkich osób, które żyją obok was i które oczekują waszego chrześcijańskiego świadectwa. W istocie, przynależność do stowarzyszenia, do ruchu czy do wspólnoty, zwłaszcza gdy odwołują się do jakiegoś charyzmatu, nie powinna nas zamykać w «szklanej kuli», dawać nam poczucia bezpieczeństwa, jak gdyby nie była potrzebna żadna odpowiedź na wyzwania i na zmiany. My wszyscy, chrześcijanie, jesteśmy zawsze w drodze, zawsze w procesie nawrócenia, zawsze na etapie rozeznania.

Nieraz spotykamy tak zwanych «działaczy duszpasterstwa», czy to biskupów, kapłanów, zakonnice, świeckich zaangażowanych. Nie lubię tego słowa — człowiek świecki albo jest zaangażowany, albo nie jest zaangażowany. Świeccy aktywni w czymś. Ale spotykamy takich, którzy mylą drogę z wycieczką turystyczną albo mylą drogę z kręceniem się wciąż wokół samych siebie i nie mogą iść naprzód. Droga ewangeliczna nie jest wycieczką turystyczną. To wyzwanie — każdy krok jest wyzwaniem i każdy krok jest Bożym powołaniem, każdy krok jest — jak mówimy na naszej ziemi — «rzucaniem mięsa na ruszt». Zawsze trzeba iść naprzód. Jesteśmy zawsze w drodze, zawsze w procesie nawrócenia, zawsze w procesie rozeznawania, żeby pełnić wolę Bożą.

Myślenie, że jest się «nowością» w Kościele — jest to pokusa, która bardzo często nachodzi nowe zgromadzenia albo nowe ruchy — a zatem, że nie potrzebuje się zmian, może stać się fałszywą pewnością. Także nowości szybko się starzeją! Dlatego również charyzmat, którego jesteśmy częścią, powinniśmy coraz bardziej zgłębiać, zawsze wspólnie rozważać, żeby go wcielać w nowych sytuacjach, które przeżywamy. Aby to robić, wymagane jest od nas wielkie posłuszeństwo, wielka pokora, żebyśmy uznali nasze ograniczenia i zgodzili się zmienić przestarzałe sposoby działania i myślenia albo metody apostolatu, które przestały być skuteczne, lub formy organizacji życia wewnętrznego, które okazały się niewłaściwe czy wręcz szkodliwe. Jest to na przykład jedna z usług, jaką oferują nam zawsze kapituły generalne. Kiedy nie są dobre [sposoby i metody], musisz je zrewidować na zgromadzeniu.

Ale teraz przejdźmy do istoty, do tego, na co czekaliście.

3. Dekret Le associazioni internazionali di fedeli — Międzynarodowe stowarzyszenia wiernych, promulgowany 11 czerwca tego roku, jest krokiem w tym kierunku. A czy ten Dekret nas więzi? Czy nam odbiera wolność? Nie, ten Dekret pobudza nas do zaakceptowania pewnych zmian i do przygotowywania przyszłości, wychodząc od teraźniejszości. U podstaw tego Dekretu nie leży jakaś teoria o Kościele czy o stowarzyszeniach świeckich, którą zamierza się zastosować czy narzucić. Nie, nie ma jej. To sama rzeczywistość ostatnich dziesięcioleci pokazała nam konieczność zmian, których domaga się od nas ten Dekret.

A powiem wam coś na temat tego doświadczenia ostatnich dziesięcioleci po Soborze. W Kongregacji ds. Instytutów Życia Konsekrowanego badają zgromadzenia zakonne, stowarzyszenia, które zrodziły się w tym okresie. To interesujące, to bardzo interesujące. Wiele, bardzo wiele, przy pewnej nowości, która jest wielka, popadło w bardzo poważne sytuacje — skończyło się wizytacją apostolską, doszło do obrzydliwych grzechów, dostały się pod komisję… I prowadzone są badania. Nie wiem, czy można to podać do wiadomości, ale wy wiecie lepiej ode mnie, ze względu na plotkarstwo duchownych, jakie to sytuacje. Jest ich wiele, a nie tylko te wielkie, o których wiemy i które są skandaliczne — to, co robiły, żeby poczuć się Kościołem odrębnym, wydawały się odkupicielami! — ale także drobne. W moim kraju, na przykład, trzy z nich zostały już rozwiązane, a wszystkie dlatego, że popadły w najbrudniejsze sprawy. Były zbawieniem, czy nie? Wydawały się… Zawsze z tym motywem [przewodnim] sztywności dyscyplinarnej. To jest ważne. I to skłoniło mnie… Ta rzeczywistość z ostatnich dziesięcioleci pokazała nam szereg zmian, mających pomóc, zmian, których domaga się od nas ten Dekret.

Dzisiaj zatem, właśnie w oparciu o ten Dekret, rozważacie temat ważny nie tylko dla każdego z was, ale dla całego Kościoła: «Odpowiedzialność za zarządzanie w stowarzyszeniach świeckich. Posługa kościelna». Rządzić to służyć. Sprawowanie władzy w stowarzyszeniach i ruchach to zagadnienie, które szczególnie leży mi na sercu, zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę — o czym mówiłem wcześniej — przypadki nadużyć rozmaitej natury, do jakich doszło również w tych rzeczywistościach, a które mają swoje źródło zawsze w nadużyciu władzy. Takie jest źródło — nadużycie władzy. Nierzadko Stolica Apostolska w tych latach musiała interweniować, wszczynając niełatwe procesy uzdrawiania. A myślę nie tylko o tych sytuacjach bardzo brzydkich, o których głośno; ale także o chorobach wynikających z osłabienia charyzmatu założycielskiego, który staje się letni i traci zdolność przyciągania.

4. Funkcje kierownicze, które są wam powierzane w stowarzyszeniach świeckich, do których należycie, to nic innego jak powołanie do służby. A co dla chrześcijanina oznacza służyć? Przy paru okazjach miałem sposobność wskazać na dwie przeszkody, które chrześcijanin może napotkać na swojej drodze, a które utrudniają mu stanie się prawdziwym sługą Boga i innych (por. rozważanie podczas porannej Mszy św. w Domu św. Marty, 8 listopada 2016 r.).

5. Pierwsza to «żądza władzy» — kiedy ta żądza władzy powoduje, że zmieniasz charakter posługi rządzenia. Jakże często dawaliśmy odczuć innym naszą «żądzę władzy»? Jezus nas pouczył, że ten, kto rządzi, musi stać się jak ten, który służy (por. Łk 22, 24-26), i że «jeśli ktoś chce być pierwszym, niech będzie (…) sługą wszystkich» (Mk 9, 35). Jezus zatem zmienia wartości światowości, świata.

Nasza żądza władzy wyraża się w życiu Kościoła na wiele sposobów; na przykład, kiedy uważamy, na mocy funkcji, jaką piastujemy, że powinniśmy podejmować decyzje dotyczące wszystkich aspektów życia naszego stowarzyszenia, diecezji, parafii, zgromadzenia. Powierza się innym zadania i odpowiedzialność w określonych zakresach, ale tylko teoretycznie! W praktyce upoważnienie innych jest pozbawione znaczenia przez chęć bycia wszędzie. A ta żądza władzy eliminuje wszelkie formy pomocniczości. Ta postawa jest niedobra i ostatecznie prowadzi do pozbawienia siły ciała kościelnego. To jest zły sposób «dyscyplinowania». I my to widzieliśmy. Wielu przełożonych — mam na myśli zgromadzenia, które znam lepiej — przełożonych generalnych, którzy się ugruntowują na wieki u władzy i czynią tysiące, tysiące rzeczy, aby byli ponownie i ponownie wybierani, nawet zmieniając konstytucje. A za tym kryje się żądza władzy. To nie pomaga; to jest początek końca danego stowarzyszenia, danej kongregacji.

Ktoś może uważać, że ta «żądza» go nie dotyczy, że to się nie zdarza w jego stowarzyszeniu. Pamiętajmy, że Dekret Międzynarodowe stowarzyszenia wiernych nie jest adresowany tylko do niektórych z obecnych tutaj grup, ale jest dla wszystkich, nie wykluczając nikogo. Dla wszystkich. Nie ma lepszych i mniej dobrych, doskonałych lub nie — wszystkie rzeczywistości kościelne są wezwane do nawrócenia, do zrozumienia i wdrażania ducha, który ożywia rozporządzenia, jakie są nam dane w Dekrecie. W związku z tym nasuwają mi się dwa obrazy. Dwa obrazy historyczne. Owa zakonnica, która była przy wejściu na kapitułę i mówiła: «Jeżeli zagłosujecie na mnie, będę robiła to…». Kupują władzę. A także, przypadek, który wydaje mi się dziwny, jak: «duch założyciela zstąpił na mnie». Wydaje się, jakby to było proroctwo Izajasza!». «Obdarzył tym mnie! Muszę iść dalej sama czy sam, ponieważ założyciel dał mi swoją szatę, jak Eliasz Elizeuszowi. A wy, owszem, przeprowadzajcie wybory, ale to ja rządzę». I tak bywa! Nie fantazjuję. To dzieje się dzisiaj w Kościele.

Doświadczenie bycia blisko waszych stowarzyszeń nauczyło, że jest korzystne i konieczne zaplanowanie zmian na stanowiskach kierowniczych i reprezentowanie wszystkich członków przy waszych wyborach. Również w kontekście życia konsekrowanego są instytuty zakonne, które utrzymując wciąż te same osoby na stanowiskach kierowniczych, nie przygotowały przyszłości; dopuściły do tego, że zakradły się nadużycia, i teraz doświadczają wielkich trudności. Myślę, wy go z pewnością nie znacie, ale jest pewien instytut, którego przełożona nazywała się Amabilia. Ten instytut ostatecznie zaczęto nazywać «odiobilia» [gra słów: amabile — miły, uprzejmy; odio — nienawiść], ponieważ członkowie spostrzegli się, że ta kobieta była «Hitlerem» w habicie .

6. Jest też inna przeszkoda dla prawdziwej służby chrześcijańskiej, a ta jest bardzo subtelna — nielojalność. Mamy z nią do czynienia, kiedy ktoś chce służyć Panu, ale służy także innym sprawom, które nie są Panem (a za innymi sprawami zawsze stoją pieniądze). To trochę tak, jakby prowadzić podwójną grę! Słownie mówimy, że chcemy służyć Bogu i innym, lecz faktycznie służymy naszemu ego i ulegamy naszej chęci pokazywania się, zdobycia uznania, bycia docenianymi… Nie zapominajmy, że prawdziwa służba jest bezinteresowna i bezwarunkowa, nie zna ani rachub, ani roszczeń. Ponadto prawdziwa służba zazwyczaj nie pamięta o tym, co zrobiła, żeby służyć innym. Zdarza się, wy wszyscy znacie to doświadczenie, kiedy wam dziękują [i mówicie]: «Za co?» — «Za to, co zrobiłeś…» — «Ale co ja zrobiłem?»… A potem to się przypomina. To jest służba, i tyle.

Wpadamy w pułapkę nielojalności, kiedy przedstawiamy się innym jako jedyni wyraziciele charyzmatu, jedyni spadkobiercy naszego stowarzyszenia czy ruchu — ten przypadek, o którym wspomniałem wcześniej — albo kiedy, uważając się za niezbędnych, robimy wszystko, żeby pełnić funkcję dożywotnio; albo gdy rościmy sobie prawo do decydowania a priori, kto ma być naszym następcą. Czy tak się dzieje? Owszem, zdarza się. I to częściej niż sądzimy. Nikt nie jest panem darów, jakie otrzymał dla dobra Kościoła — jesteśmy zarządcami — nikt nie powinien ich tłumić, ale trzeba pozwolić, by wzrastały, ze mną albo z tym, kto przychodzi po mnie. Każdy tam, gdzie został postawiony przez Pana, jest wezwany do tego, by umożliwiać im wzrastanie, sprawiać, żeby owocowały, ufny w fakt, że to Bóg sprawia wszystko we wszystkich (por. 1 Kor 12, 6) i że nasze prawdziwe dobro owocuje w komunii kościelnej.

7. Drodzy przyjaciele, zatem gdy piastujemy funkcje kierownicze, które zostały nam powierzone, uczmy się być autentycznymi sługami Pana i braćmi, uczmy się mówić «słudzy nieużyteczni jesteśmy» (Łk 17, 10). Pamiętajmy o tym wyrazie pokory, posłuszeństwa woli Bożej, który czyni tak wiele dobra Kościołowi i przypomina o właściwej postawie, z jaką należy w nim działać — to pokorna służba, której przykład dał nam Jezus, umywając nogi uczniom (por. J 13, 3-17; rozważanie przed modlitwą Anioł Pański, 6 października 2019 r.).

8. W dokumencie Dykasterii jest wzmianka o założycielach. Wydaje mi się to bardzo mądre. Założyciela nie należy zmieniać, kontynuuj, idź dalej. Upraszczając trochę, powiedziałbym, że trzeba rozróżniać w ruchach kościelnych (a także w zgromadzeniach zakonnych) między tymi, które są na etapie kształtowania się, a tymi, które już zyskały pewną stabilność organiczną i prawną. Są to dwie różne rzeczywistości. Te pierwsze, instytuty, mają także żyjących założyciela czy założycielkę.

Wprawdzie wszystkie instytuty — czy to zakonne, czy ruchy świeckie — mają obowiązek kontrolować, na zgromadzeniach bądź na kapitułach, stan charyzmatu założycielskiego i dokonywać niezbędnych zmian w swoich ustawodawstwach (które następnie zostaną zatwierdzone przez odpowiednią dykasterię); natomiast w instytutach na etapie kształtowania się — a mówię: kształtowania się, w sensie najszerszym: instytuty, które mają żyjącego założyciela, i dlatego Dekrecie jest mowa o założycielu dożywotnim — które są na etapie zakładania, to weryfikowanie charyzmatu jest niejako ciągłe. Dlatego w dokumencie mowa jest o pewnej stabilności przełożonych na tym etapie. Ważne jest dokonanie tego rozróżnienia, żeby móc się poruszać z większą swobodą przy rozeznawaniu.

Jesteśmy żywymi członkami Kościoła i dlatego musimy zaufać Duchowi Świętemu, który działa w życiu każdego stowarzyszenia, każdego członka, działa w każdym z nas. Stąd ufność w rozeznawanie charyzmatów powierzone władzy Kościoła. Bądźcie świadomi apostolskiej siły i profetycznego daru, które zostają wam dziś powierzone w odnowiony sposób.

Dziękuję wam za wysłuchanie. I jedna sprawa — kiedy przeczytałem zarys Dekretu, który później podpisałem — pierwszy zarys — pomyślałem: «Przecież to jest zbyt surowe! Brakuje życia, brakuje…». Jednak, moi drodzy, taki jest język prawa kanonicznego! A tutaj jest kwestia prawna, jest kwestia języka. Ale powinniśmy, tak jak ja starałem się to zrobić, zobaczyć, co znaczy ten język, prawo. Dlatego chciałem dobrze to wyjaśnić. A także wyjaśnić pokusy, które za tym się kryją, które widzieliśmy, a które tak bardzo szkodzą ruchom, a także instytutom zakonnym i świeckim.

Dziękuję, wam za wysłuchanie i dziękuję Dykasterii ds. Świeckich, Rodziny i Życia za zorganizowanie tego spotkania. Życzę wam wszystkim dobrej pracy i dobrej drogi, i pomyślnego zebrania. Mówcie wszystko, co wam dyktuje serce. Pytajcie o to, o co chcecie zapytać, wyjaśniajcie sytuacje. To jest spotkanie, które służy temu, aby tworzyć Kościół, dla nas. A nie zapominajcie o modlitwie za mnie, bo tego potrzebuję. Nie jest łatwo być Papieżem, ale Bóg pomaga. Bóg zawsze pomaga.