· Watykan ·

Afgański «Mojżesz»

cq5dam.thumbnail.cropped.500.281.jpeg
23 września 2021

Choćbyśmy nie wiem jak próbowali opowiadać słowami fakty, istnieją obrazy, które potrafią oddać je lepiej niż tysiąc słów. To właśnie dzieje się obecnie w Afganistanie. Dramat i ból są bardziej wymowne dzięki obrazom niż tysiącom analiz społeczno-politycznych, w które obfitują dzisiejsze media i debaty publiczne. Wśród tych obrazów są dwa, które poruszyły sumienia wielu — matki, która podaje syna przez drut kolczasty, oraz ojca, który podnosi swoje dziecko, by przekazać je żołnierzowi po drugiej stronie barykady. Co może popchnąć rodzica do czynu tak dramatycznego, tak bolesnego? Przychodzi na myśl gest Jokebed, matki Mojżesza, która ogarnięta podobną desperacją, umieszcza własnego syna w koszyku i puszcza go na wody Nilu, aby go ocalić. Porzuca go, aby go ocalić. Emocjonalne zwarcie tkwi właśnie w sprzeczności tych dwóch słów — porzucenie i ocalenie. Myślę, że jedynie rodzic może w pełni zrozumieć cierpienie spowodowane podobnym gestem. Jednak w tragedii tego rozstania zawarte jest wyznanie miłości — jestem gotów cię opuścić, abyś mógł żyć. Zbyt szybko w tekście biblijnym przenosimy spojrzenie na czyny Mojżesza, a myślę, że powinniśmy znaleźć odwagę, by zatrzymać się przed wodami Nilu, które unoszą kosz ze znajdującym się w środku dzieckiem, podczas gdy siostra Miriam próbuje zobaczyć, co się stanie z jej bratem.

W życiu wcześniej czy później w każdej dobrej relacji konieczne jest osiągnięcie dojrzałości do podobnego rozstania — pozwolić odejść, aby życie stało się możliwe. Ale zarówno dla Mojżesza, jak i dla dzieci afgańskich ten gest nie jest celebrowaniem rozłąki, będącej owocem dojrzałości, ale rozłąką traumatyczną, która jest owocem przemocy i niesprawiedliwości. Jednak w naszej bezradności możemy stać się jak Miriam i nie spuszczać wzroku z tych synów i córek, aby zobaczyć, co się z nimi stanie, i próbować, tak jak ona, znaleźć sposób, aby mogło dojść do ponownego połączenia.

Podobna sytuacja została opowiedziana w powieści Droga Cormaca McCarthy’ego. W apokaliptycznej atmosferze ojciec i syn próbują ocalić swoje życie, wyruszając w podróż w nieznane. Ale ostatecznie ojciec nie daje rady, czuje, że to już koniec, i nakłania swojego syna, żeby się nie poddawał, żeby kontynuował podróż, szedł dalej bez niego: «Mężczyzna ujął jego dłoń, charcząc. Musisz iść dalej, powiedział. Ja nie mogę iść z tobą. Ale ty musisz. (…) To nadchodziło od dawna. I teraz się stało. Idź na południe. Rób wszystko tak, jak robiliśmy razem. (…) Chcę być z tobą. / Nie możesz. / Proszę. / Nie możesz. Ty musisz nieść dalej ogień. / Nie wiem jak. / Owszem, wiesz. / Czy on jest prawdziwy? Ten ogień? / Tak. Jest prawdziwy. / A gdzie jest? Ja nie wiem, gdzie on jest. / Wiesz. Jest w tobie. Zawsze tam był. Widzę go» (tłum. R. Sudoł). Po raz kolejny historia stawia nas wobec tragedii. Mamy obowiązek nie gasić nadziei, ocalić ogień, chronić życie, zwłaszcza tych najsłabszych, mając świadomość, że stoją za nimi ci, którzy są gotowi poświęcić się. Taka miłość jest przeciwieństwem terroryzmu. Sam Jezus kochał nas taką miłością.

Luigi Maria Epicoco