· Watykan ·

30 IV — Przesłanie wideo z okazji beatyfikacji Józefa Grzegorza Hernándeza Cisnerosa

Wenezuela potrzebuje pojednania

cq5dam.thumbnail.cropped.500.281.jpeg
26 czerwca 2021

W piątek 30 kwietnia w stolicy Wenezueli, Caracas, odbyła się beatyfikacja Józefa Grzegorza Hernándeza Cisnerosa, lekarza, zmarłego w 1919 r. Poniżej publikujemy tekst papieskiego przesłania, skierowanego z tej okazji do Wenezuelczyków.

Drodzy Bracia w biskupstwie, drodzy Wenezuelczycy i Wenezuelki, wszyscy Bracia w Panu!

Serdecznie was pozdrawiam z okazji beatyfikacji czcigodnego doktora Józefa Grzegorza Hernándeza Cisnerosa. Wiem, z jakim entuzjazmem czekaliście od wielu lat na moment, kiedy Kościół potwierdzi coś, w co mocno wierzyliście — że lekarz ludu jest przy Bogu i razem z Nuestra Señora del Coromoto wstawia się za swoimi rodakami i za nami wszystkimi. Przyznaję, że nigdy nie spotkałem Wenezuelczyka, tu w Watykanie, czy to na placu, czy na audiencji prywatnej, który podczas rozmowy nie powiedziałby w końcu: kiedy odbędzie się beatyfikacja Grzegorza? Nosili to w duszy. A więc teraz spełnia się to pragnienie.

Doktor Józef Grzegorz jawi się nam, chrześcijanom i wszystkim ludziom dobrej woli, jako przykład wierzącego ucznia Chrystusa, który Ewangelię uczynił kryterium swojego życia. Szukał swojego powołania, przestrzegał przykazań, codziennie uczestniczył w Eucharystii, poświęcał czas na modlitwę i wierzył w życie wieczne. Jawi się jako wzór osobistej dobroci i cnót obywatelskich oraz religijnych, otwartości, wrażliwości w obliczu cierpienia, skromności i pokory w życiu oraz w wykonywaniu zawodu, a także jako miłośnik wiedzy, badań naukowych, nauki, w służbie zdrowia i nauczania. Jest wzorem świętości zaangażowanej w obronę życia, w obliczu wyzwań historii, a zwłaszcza jako przykład służby bliźnim, jak Miłosierny Samarytanin, nikogo nie wykluczając. Jest człowiekiem powszechnej służby.

Jednym z najbardziej znaczących i fascynujących aspektów jego osobowości było to, że dawał świadectwo osobistego rozwoju i służby obywatelom. Służby pojmowanej zgodnie z przykładem, jaki Chrystus dał nam podczas Ostatniej Wieczerzy, kiedy umywał nogi swoim uczniom oraz wszystkim, ponieważ kochał wszystkich, także Judasza, chociaż wiedział, że ten Go zdradzi. Jezus na nikim się nie mścił, na nikim się nie mścił, kochał wszystkich.

I w tym momencie Jezus zostawił swoim uczniom polecenie — umywajcie sobie nawzajem nogi. Wydaje mi się ważne wyjaśnienie tego «nawzajem», ponieważ Pan wzywa nas nie tylko do bycia aktywnymi podmiotami służby, ale również do pokornego pozwolenia na umywanie naszych nóg przez innych. Zastanawiam się, czym jest dzisiaj dla nas wszystkich, a konkretnie dla was, którzy dziś świętujecie beatyfikację tego wielkiego człowieka, umywającego innym nogi, to wzajemne umywanie nóg?

Oznacza ono, na przykład, wzajemne otwieranie się, przyjmowanie jedni drugich, postrzeganie drugiego jako równego, kogoś takiego jak ja, bez pogardzania. Niepogardzanie nikim. Jest to także służenie jedni drugim, bycie gotowym, by służyć, ale także pozwolenie, aby inni nam pomagali, służyli nam. Pomagać i pozwolić sobie pomóc. Kolejny przykład to wzajemne przebaczanie, ponieważ musimy przebaczać i pozwolić, aby inni nam przebaczyli. Mieć poczucie, że nam wybaczono. W końcu, umywać sobie nogi nawzajem i wzajemnie się kochać.

Czasami myślimy, że nikt nie potrzebuje pomocy, że jesteśmy niezależni, że niczego nie potrzebujemy, nawet przebaczenia. Czy nie jest tak? Wszyscy potrzebujemy pomocy, wszyscy. Wszyscy potrzebujemy przebaczenia. Jezus powiedział coś bardzo pięknego: «Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamieniem» (por. J 8, 7). Kto nie ma w sobie niczego, czego mógłby żałować, niech oskarży innych. Czasem stajemy się rodziną — myślę na przykład o rodzinie biologicznej — wzajemnych oskarżycieli, albo w narodzie oskarżycielami jedni drugich. Nie jest to droga, jakiej uczył nas ten, który dziś jest beatyfikowany. Jego droga to raczej droga służby, słuchania siebie nawzajem i wzajemnego przebaczania oraz pozwolenia, by nam przebaczano.

Beatyfikacja doktora Józefa Grzegorza ma miejsce w szczególnym, trudnym dla was czasie. Podobnie jak moi bracia biskupi znam dobrze sytuację, jaką przeżywacie, i mam świadomość tego, że wasze przedłużające się cierpienia i niepokoje pogłębiły się w wyniku strasznej pandemii covid -19, która dotyka nas wszystkich. W sposób szczególny wspominam dziś tak wielu zmarłych, wielu zakażonych koronawirusem, którzy przypłacili życiem wypełnianie w niepewnych warunkach swoich obowiązków. Ta właśnie pandemia ciąży dziś na tym wielkim święcie wiary, jakim jest beatyfikacja, a także je ogranicza — aby zapobiec zakażeniom, ze względów bezpieczeństwa, ze względów zdrowotnych zatrzymuje nas w domu, nie pozwala wychodzić na ulice i świętować, krzyczeć, nie, ponieważ pandemia jest niebezpieczna. Towarzyszę wam podczas tej uroczystości — pozwólcie, że użyję tego określenia — «pandemicznej», to znaczy uroczystości ogołoconej, z powodu bólu związanego z pandemią. Mam w pamięci również tych wszystkich, którzy opuścili kraj w poszukiwaniu lepszych warunków życia, a także tych, którzy są pozbawieni wolności i którym brakuje podstawowych środków do życia. Jesteście wszyscy rodakami Błogosławionego, wy wszyscy. I wszyscy macie takie same prawa. Towarzyszę wam z miłością, wszystkim. I tak jak znam dobrze cierpienia, znam również wiarę i wielkie nadzieje narodu wenezuelskiego.

Beatyfikacja doktora Hernándeza jest dla Wenezueli szczególnym błogosławieństwem Bożym i zachęca nas do nawrócenia się ku większej solidarności jednych z drugimi, po to, by razem dać odpowiedź wspólnego dobra, tak bardzo potrzebną do tego, by kraj odżył, odrodził się po pandemii w duchu pojednania. Jest to łaska, o którą trzeba prosić — duch pojednania. Ponieważ zawsze są problemy w rodzinach, w miastach, w społeczeństwie, są ludzie, którzy patrzą na siebie krzywo, źle na siebie patrzą, zawsze potrzeba pojednania, wyciągniętej ręki! A wyciągnięta ręka to dobra inwestycja społeczna.

Dlatego, pośród tych wszystkich trudności, proszę was wszystkich, którzy bardzo kochacie doktora Józefa Grzegorza, o podążanie za tym wspaniałym przykładem bezinteresownej służby innym. Szczerze wierzę, że ta chwila jedności narodowej wokół postaci lekarza ludu stanowi szczególny moment dla Wenezueli i wymaga od was, abyście poszli dalej, abyście podjęli konkretne działania na rzecz jedności, nie dając się pokonać zniechęceniu.

Abyście, biorąc przykład z doktora Józefa Grzegorza, potrafili wzajemnie uznawać się za równych, za braci, za dzieci tej samej ojczyzny. Abyście byli gotowi służyć i mieli wystarczająco pokory, by pozwolić, żeby wam służono, by pomagać i pozwalać pomagać sobie, by przebaczać i pozwalać przebaczyć sobie. Nie zapominajcie o tym — jedni drugim albo, jak mawiała pewna staruszka, «drudzy pierwszym». Nawzajem, zawsze. Proszę Boga o pojednanie i pokój wśród Wenezuelczyków, chciałbym was odwiedzić. Oby instytucje publiczne umiały zawsze zapewniać wszystkim bezpieczeństwo i zaufanie, a ludność tej pięknej ziemi zawsze znajdowała możliwości ludzkiego rozwoju i współistnienia.

Modlę się, drodzy bracia i siostry, aby nowy błogosławiony inspirował w szczególności wszystkich liderów, wszystkich — związkowych, akademickich, politycznych, przedsiębiorstw, zakonnych, wszystkich, naukowych i innych — do poważnego angażowania się, aby osiągnąć jedność w działaniu. Stare przysłowie mówi: «albo wszyscy się ocalimy, albo nie uratuje się nikt». Droga jest wspólna, wszystkich. Szukajmy drogi jedności narodowej, a to dla dobra Wenezueli. Jedność w działaniu, kiedy wszyscy — poważnie i szczerze, wychodząc od wzajemnego szacunku i uznania, stawiając dobro wspólne ponad wszelkie inne interesy — będą pracowali na rzecz jedności, pokoju i dobrobytu, aby obywatele i obywatelki żyli dzięki temu w normalności, produktywności, demokratycznej stabilności, bezpieczeństwie, sprawiedliwości i nadziei.

Modlę się, abyśmy wspólnie odzyskali Wenezuelę, w której wszyscy potrafią znaleźć miejsce, w której wszyscy będą mogli znaleźć przyszłość. I proszę Pana, aby żadna interwencja z zewnątrz nie przeszkodziła wam w podążaniu tą drogą jedności narodowej. Jakże pragnę was odwiedzić, by przynajmniej okazać moją bliskość w tej drodze. Modlę się do Virgen de Coromoto, Patronki tego umiłowanego i pięknego narodu, i modlę się za was wszystkich do bł. Józefa Grzegorza Hernándeza. A was proszę, abyście nie zapominali o modlitwie za mnie. Naprzód! Zawsze razem, podążając za przykładem Józefa Grzegorza. Nie zniechęcajcie się. Niech Bóg was błogosławi, a Maryja Panna niech was strzeże.