· Watykan ·

12 III — Przemówienie do uczestników kursu na temat forum wewnętrznego

Sakrament pojednania uświęca penitenta
i spowiednika

cq5dam.thumbnail.cropped.500.281.jpeg
19 maja 2021

W piątek 12 marca Papież przyjął na audiencji w Auli Pawła vi uczestników 31. kursu na temat forum wewnętrznego, zorganizowanego przez Penitencjarię Apostolską. Poniżej zamieszczamy skierowane do nich przemówienie.

Drodzy Bracia, dzień dobry!

Kardynał — dziękuję za jego słowa — dopominał się o św. Józefa. Od miesięcy [mówił mi]: «Proszę napisać coś o św. Józefie, proszę napisać coś o św. Józefie». I List poświęcony św. Józefowi jest jego dziełem, w znacznej części. A zatem dziękuję…

Wybaczcie mi, że siedzę, ale pomyślałem — oni siedzą, ja też sobie pozwolę… Nie powinienem, ale po podróży nogi dają jeszcze o sobie znać. Wybaczcie mi.

Z radością was przyjmuję przy okazji kursu na temat forum wewnętrznego, zorganizowanego przez Penitencjarię Apostolską — w tym roku jest to już 31. edycja. Ten kurs jest tradycyjnym spotkaniem, które opatrznościowo przypada w okresie Wielkiego Postu, czasie pokuty i czasie pustyni, nawrócenia, pokuty i otwarcia się na miłosierdzie — również dla nas. Witam kardynała Maura Piacenzę, penitencjarza większego, i dziękuję mu za jego słowa, jak powiedziałem wcześniej, a wraz z nim witam regensa, prałatów, oficjałów i pracowników Penitencjarii, kolegia penitencjarzy zwyczajnych i nadzwyczajnych z bazylik papieskich in Urbe oraz was wszystkich, uczestników kursu, który z konieczności, podyktowanej pandemią, musiał odbywać się online, jednak przy pokaźnym udziale 870 duchownych! To spora liczba!

Chciałbym rozważyć z wami trzy wyrażenia, które dobrze wyjaśniają sens sakramentu pojednania; bowiem przystępowanie do spowiedzi to nie jest pójście do pralni chemicznej, żeby mi wywabili jakąś plamę. Nie, to jest co innego. Zastanówmy się dobrze, czym to jest. Pierwsze wyrażenie, które wyjaśnia ten sakrament, tę tajemnicę, to «zawierzenie Miłości»; drugie — «pozwolenie, żeby Miłość nas przemieniła»; i trzecie — «odpowiedzenie na Miłość». Jednak zawsze Miłość — jeżeli w sakramencie nie ma Miłości, to nie jest taki, jakiego pragnie Jezus. Jeżeli jest funkcjonalność, nie jest taki, jakiego pragnie go Jezus. Miłość. Miłość do grzesznego brata, który uzyskał przebaczenie — jak powiedział kardynał — do brata, siostry, grzesznego i grzesznej, którym przebaczono. To jest zasadnicza relacja.

Zawierzyć Miłości oznacza uczynić prawdziwy akt wiary. Wiary nigdy nie można sprowadzać do wykazu pojęć czy szeregu twierdzeń, w które trzeba wierzyć. Wiara wyraża się i jest rozumiana w obrębie relacji — relacji między Bogiem a człowiekiem i między człowiekiem a Bogiem, zgodnie z logiką powołania i odpowiedzi — Bóg powołuje, a człowiek odpowiada. Prawdą jest także sytuacja odwrotna — my wzywamy Boga, kiedy jesteśmy w potrzebie, a On zawsze odpowiada. Wiara jest spotkaniem z Miłosierdziem, z samym Bogiem, który jest Miłosierdziem — i jest oddaniem się w ramiona tej Miłości, tajemniczej i szczodrej, której tak bardzo potrzebujemy, a której niekiedy boimy się powierzyć.

Doświadczenie uczy, że ten, kto nie zawierza miłości Boga, prędzej czy później zdaje się na coś innego i wpada «w ramiona» mentalności światowej, która ostatecznie przynosi gorycz, smutek i samotność, a nie uzdrawia. Zatem pierwszym krokiem do dobrej spowiedzi jest właśnie akt wiary, zawierzenia, z którym penitent podchodzi do Miłosierdzia. Każdy spowiednik zatem powinien potrafić zawsze zdumiewać się braćmi, którzy ze względu na wiarę proszą o Boże przebaczenie, a także jedynie ze względu na wiarę zawierzają Mu, oddając się w spowiedzi. Ból z powodu własnych grzechów jest znakiem takiego ufnego zawierzenia się Miłości.

Przeżywanie spowiedzi w taki sposób oznacza pozwolenie, by przemieniała nas Miłość. To jest drugi wymiar, drugie wyrażenie, które chciałbym rozważyć. Dobrze wiemy, że to nie prawa zbawiają, wystarczy przeczytać rozdz. 23. Mateusza — człowiek nie zmienia się z powodu jałowego szeregu przepisów, ale ze względu na urok Miłości, odczuwanej i darmo ofiarowanej. To jest Miłość, która w pełni objawiła się w Jezusie Chrystusie i w Jego śmierci na krzyżu za nas. Tak więc Miłość, którą jest sam Bóg, stała się widzialna dla ludzi w sposób, który wcześniej był nie do pomyślenia, całkowicie nowy i dlatego zdolny wszystko odnowić. Penitent, który w rozmowie sakramentalnej spotyka promień tej przyjmującej Miłości, pozwala, by go przemieniała Miłość, Łaska, i zaczyna żyć tą przemianą serca kamiennego w serce z ciała, która jest przemianą dokonującą się w każdej spowiedzi. Tak jest również w życiu uczuciowym — człowiek się zmienia przez spotkanie z wielką miłością.

Dobry spowiednik powinien zawsze dostrzegać cud przemiany, zauważać działanie łaski w sercach penitentów, sprzyjając możliwie jak najbardziej jej przemieniającemu działaniu. Integralność oskarżenia jest oznaką tej przemiany, której dokonuje Miłość — wszystko zostaje powierzone, żeby wszystko zostało przebaczone.

Trzecie i ostatnie wyrażenie to odpowiedzieć na Miłość. Konieczną konsekwencją zawierzenia się Miłości i pozwolenia, by nas przemieniała, jest odpowiedzenie na otrzymaną miłość. Chrześcijanin ma zawsze na uwadze te słowa św. Jakuba: «Pokaż mi wiarę swoją bez uczynków, to ja ci pokażę wiarę na podstawie moich uczynków» (Jk 2, 18). Prawdziwa wola nawrócenia staje się konkretna w odpowiedzi na miłość Boga, otrzymaną i przyjętą. Chodzi o odpowiedź, która wyraża się w zmianie życia i wynikających z niej uczynkach miłosierdzia. Ktoś, kto został przyjęty przez Miłość, nie może nie przyjąć brata. Ten, kto zawierzył się Miłości, nie może nie pocieszać strapionych. Ten, kto uzyskał Boże przebaczenie, nie może nie przebaczać z serca braciom.

Jeżeli jest prawdą, że nigdy nie będziemy w stanie w pełni odpowiedzieć na Miłość Bożą, z powodu nieprzezwyciężonej różnicy między Stwórcą a stworzeniami, to również jest prawdą, że Bóg nam wskazuje miłość, która jest możliwa, w której możemy przeżywać tę niemożliwą odpowiedź — miłość do brata. Właśnie miłość do brata jest miejscem rzeczywistej odpowiedzi na miłość Boga — gdy miłujemy braci, pokazujemy sobie samym, światu i Bogu, że naprawdę Go miłujemy i odpowiadamy, zawsze w sposób niedostateczny, na Jego miłosierdzie. Dobry spowiednik zawsze wskazuje, oprócz prymatu miłości Boga, nieodzowną miłość do bliźniego, jako miejsce, gdzie na co dzień można się ćwiczyć w miłości do Boga. Aktualne postanowienie, że nie będzie się więcej popełniać grzechu, jest znakiem woli, by odpowiedzieć na Miłość. I często ludzie, także my sami, wstydzimy się tego, że obiecaliśmy, że popełniamy grzech i wracamy kolejny raz, jeszcze raz… Nasuwa mi się na myśl wiersz pewnego proboszcza argentyńskiego, dobrego, dobrego proboszcza, bardzo dobrego. Był poetą, napisał wiele książek. Wiersz ku czci Matki Bożej — w tym wierszu prosi Matkę Bożą, żeby go miała w swojej opiece, bo on chciałby się zmienić, ale nie wie jak. Obiecywał Jej, Matce Bożej, że się zmieni, i tak zakończył: «Tego wieczoru, Pani, obietnica jest szczera. Ale na wszelki wypadek zostaw mi klucz na zewnątrz drzwi» [«Esta tarde, Señora, la promesa es sincera. Por las dudas, no olvide dejar la llave afuera»]. Wiedział, że zawsze będzie klucz, aby je otworzyć, bo to Bóg, czułość Boga zostawia go na zewnątrz. Tak więc częste sprawowanie sakramentu pojednania jest zarówno dla penitenta, jak i dla spowiednika drogą do uświęcenia, szkołą wiary, zawierzenia, zmiany i odpowiadania na miłosierną miłość Ojca.

Drodzy bracia, pamiętajmy zawsze, że każdy z nas jest grzesznikiem, któremu przebaczono — jeżeli ktoś z nas nie czuje się takim, lepiej, żeby nie szedł spowiadać, lepiej, żeby nie był spowiednikiem — grzesznikiem, który uzyskał przebaczenie, postawionym na służbę innych, żeby także oni, poprzez spotkanie sakramentalne, mogli spotkać tę Miłość, która zafascynowała i odmieniła nasze życie. Zachęcam was, abyście z tą świadomością wiernie trwali w cennej posłudze, którą pełnicie albo która wkrótce zostanie wam powierzona — to jest ważna służba dla uświęcania świętego ludu Bożego.

Zawierzajcie tę waszą posługę jednania możnej opiece św. Józefa, człowieka sprawiedliwego i wiernego.

W tym miejscu chciałbym się zatrzymać, żeby zwrócić uwagę na postawę religijną, jaka rodzi się z tej świadomości, że jest się grzesznikiem, któremu przebaczono, która powinna być u spowiednika. Należy przyjmować w pokoju, przyjmować po ojcowsku. Każdy z pewnością wie, co jest wyrazem ojcostwa — uśmiech, spokojne oczy… Przyjmować, ofiarując spokój, a potem pozwolić mówić. Czasami spowiednik spostrzega się, że istnieje pewna trudność w dalszym wyznawaniu grzechu, a jeżeli to rozumie, niech nie zadaje niedyskretnych pytań. Ja nauczyłem się jednego od kard. Piacenzy — powiedział mi, że kiedy widzi, iż te osoby mają trudności, a można zrozumieć, o co chodzi, od razu je powstrzymuje i mówi: «Zrozumiałem. Idźmy dalej». Nie należy zadawać więcej cierpienia, więcej «tortur» w tym względzie. A poza tym, proszę, nie należy zadawać pytań. Nieraz się zastanawiam — ci spowiednicy, którzy zaczynają: «A jak to, to i to…». No powiedz mi, co ty robisz? Tworzysz sobie film w swoich myślach? Proszę. Poza tym w bazylikach jest bardzo wiele sposobności, żeby się wyspowiadać, lecz, niestety, seminarzyści, którzy przebywają w kolegiach międzynarodowych, przekazują sobie wiadomość, także młodzi księża: «W tej bazylice możesz pójść do wszystkich, tylko nie do takiego a takiego; nie idź do tego konfesjonału, bo ten to może być szeryf, który będzie cię torturował». Rozpowiada się pogłoskę…

Być miłosiernym to nie znaczy być pobłażliwym, nie. To znaczy być bratem, ojcem, pocieszycielem. Ojcze, nie daję rady, nie wiem, co zrobię…». — «Módl się i wracaj za każdym razem, ilekroć potrzebujesz, bo tutaj znajdziesz ojca, brata, to znajdziesz». Taka jest właściwa postawa. Proszę, nie bądź jak akademicka komisja egzaminacyjna: «A jak, kiedy…». Nie wtykaj nosa w duszę innych. Ojcowie, bracia miłosierni.

Powierzając wam te przemyślenia do refleksji, życzę wam i waszym penitentom owocnego Wielkiego Postu nawrócenia. Z serca wam błogosławię i proszę was, proszę, módlcie się za mnie. Dziękuję!