· Watykan ·

29 I — Przemówienie na rozpoczęcie roku sądowego
Trybunału Roty Rzymskiej

Droga eklezjalna z rodzinami i dla rodziny

cq5dam.thumbnail.cropped.500.281.jpeg
24 lutego 2021

W piątek 29 stycznia Papież przyjął na audiencji w Sali Klementyńskiej, z okazji uroczystej inauguracji roku sądowego, prałatów audytorów, oficjałów, adwokatów i współpracowników Trybunału Roty Rzymskiej; wygłosił do nich następujące przemówienie:

Drodzy Bracia i Siostry!

Powinienem przemawiać na stojąco, ale jak wiecie, rwa kulszowa jest gościem dość dokuczliwym. Proszę was o wybaczenie, będę do was mówił siedząc.

Cieszę się ze spotkania z wami z okazji inauguracji roku sądowego. Serdecznie witam was wszystkich — dziekana, ks. prał. Pia Vita Pinta, któremu dziękuję za wypowiedziane słowa, prałatów audytorów, oficjałów i współpracowników Trybunału Roty Rzymskiej.

Chciałbym nawiązać do przemówienia z ubiegłego roku, zwłaszcza do kwestii, która dotyczy znacznej części decyzji Roty w ostatnich czasach — z jednej strony niedostatku wiary, która nie oświeca, tak jak powinna, związku małżeńskiego — na to wskazywał już trzykrotnie, publicznie, mój poprzednik Benedykt xvi ; z drugiej — fundamentalnych aspektów tego związku, które poza małżeństwem mężczyzny i kobiety obejmują narodziny i dar dzieci oraz ich rozwój.

Wiemy, że orzecznictwo Roty Rzymskiej, zgodnie z magisterium papieskim, przedstawiło hierarchię dóbr małżeństwa, wyjaśniając, że pojęcie bonum familiae znacznie wykracza poza odniesienie do przyczyn nieważności; pomimo iż w przeszłości otwarła się pewna możliwość hipotetycznego powodu orzeczenia nieważności związanego z bonum familiae. Ta możliwość została słusznie zamknięta, co wzmocniło teologiczny obraz rodziny, będącej rezultatem małżeństwa takiego, jak zamierzył je Stwórca. Ja sam nie omieszkałem zalecać, aby bonum familiae nie było postrzegane w sensie negatywnym, jak gdyby można było je uznać niemal za jeden z powodów do stwierdzenia nieważności. Jest ono w istocie zawsze i w każdym razie błogosławionym owocem związku małżeńskiego; nie może wygasnąć in toto przez orzeczenie nieważności, bowiem nie można uznawać bycia rodziną za dobro w zawieszeniu, jako że jest owocem Bożego planu, przynajmniej ze względu na zrodzone potomstwo. Małżonkowie z dziećmi, którymi obdarzył ich Bóg, stanowią tę nową rzeczywistość, którą nazywamy rodziną.

W przypadku małżeństwa, które zostaje prawnie uznane za nieważne, strona, która nie jest skłonna zaakceptować takiego rozporządzenia, jest w każdym razie z dziećmi unum idem. Dlatego konieczne jest uwzględnienie istotnej kwestii — co stanie się z dziećmi i ze stroną, która nie akceptuje orzeczenia nieważności? Do tej pory wszystko wydawało się oczywiste, jednak, niestety, takie nie jest. Trzeba zatem, aby zasadniczym stwierdzeniom towarzyszyły odpowiednie postanowienia faktyczne, przy czym zawsze trzeba pamiętać, że «rodzina jest podstawą społeczeństwa i nadal jest najbardziej odpowiednią strukturą dla zapewnienia osobom integralnego dobra, potrzebnego do ich stałego rozwoju» (przemówienie do Europejskiej Federacji Stowarzyszeń Rodzin Katolickich, 1 czerwca 2017 r.). W związku z tym jesteśmy wezwani do wskazywania drogi, prowadzącej do wyborów zgodnych z ustalonymi zasadami. Wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, jak trudne jest przechodzenie od zasad do faktów. Kiedy jest mowa o integralnym dobru osób, trzeba zadać sobie pytanie, jak może się ono urzeczywistniać w rozlicznych sytuacjach, w jakich znajdą się dzieci.

Nowy związek sakramentalny, zawarty po orzeczeniu nieważności, będzie niewątpliwie źródłem pokoju dla małżonka, który o to się ubiegał. Jednakże, jak wyjaśnić dzieciom, że — na przykład — ich mama, opuszczona przez ich ojca i często niemająca zamiaru wiązać się innym węzłem małżeńskim, przyjmuje wraz z nimi w niedzielę komunię św., podczas gdy ojciec, żyjący w konkubinacie albo oczekujący na stwierdzenie nieważności małżeństwa, nie może przystępować do stołu eucharystycznego? Przy okazji Nadzwyczajnego Zgromadzenia Ogólnego Synodu Biskupów w 2014 r. oraz Zwyczajnego w 2015 r. ojcowie synodalni w swoich rozważaniach na temat rodziny zadawali sobie te pytania, uświadamiając sobie również, że trudne jest, a niekiedy niemożliwe, danie odpowiedzi. Jednakże troska ojców synodalnych i matczyna gorliwość Kościoła w obliczu tak wielu cierpień zyskały przydatne narzędzie duszpasterskie w postaci adhortacji apostolskiej Amoris laetitia. W tym dokumencie są dane jasne wskazania, ażeby nikt, zwłaszcza dzieci i osoby cierpiące, nie był pozostawiony sam albo traktowany jak narzędzie szantażu między podzielonymi rodzicami (por. adhort. apost. Amoris laetitia, 241). Jak wiecie, 19 marca br. rozpocznie się «Rok Rodziny Amoris laetitia». Wy również przez swoją pracę wnosicie cenny wkład w tę eklezjalną drogę z rodzinami na rzecz rodziny.

Drodzy sędziowie, w waszych orzeczeniach nie omieszkajcie dawać świadectwa tej apostolskiej trosce Kościoła, mając na uwadze, że integralne dobro osób wymaga, aby nie pozostawać biernym wobec katastrofalnych skutków, jakie może nieść ze sobą decyzja co do nieważności małżeństwa. Od waszego Trybunału Apostolskiego, jak również od innych trybunałów kościelnych wymaga się «uczynienia jeszcze bardziej dostępnymi i sprawnymi, w miarę możliwości całkowicie darmowymi, procedur w rozeznawaniu przypadków nieważności». Kościół jest matką, a wy, którzy pełnicie posługę kościelną w dziedzinie tak bardzo życiowej, jaką jest działalność sądowa, jesteście wzywani, aby otwierać się na horyzonty tego trudnego, jednak nie niemożliwego duszpasterstwa, które dotyczy troski o dzieci, będące niewinnymi ofiarami tak licznych sytuacji rozpadu, rozwodu lub nowych związków cywilnych (por. tamże, 245). Chodzi o to, abyście pełnili swoją misję sędziów jako służbę nabrzmiałą poczuciem duszpasterskim, którego nigdy nie może zabraknąć w delikatnej decyzji orzekania o nieważności bądź ważności związku małżeńskiego. Często myśli się o orzeczeniu nieważności małżeństwa jako o chłodnym akcie zwykłej «decyzji prawnej». Jednak tak nie jest i nie może być. Orzeczenia sędziego kościelnego nie mogą pomijać pamięci, składającej się z blasków i cieni, które naznaczyły życie nie tylko dwojga małżonków, ale także dzieci. Małżonkowie i dzieci stanowią wspólnotę osób, którą utożsamia się zawsze i oczywiście z dobrem rodziny, nawet wtedy, gdy ona się rozpadła.

Powinniśmy niestrudzenie poświęcać wszelką uwagę rodzinie i małżeństwu chrześcijańskiemu i otaczać je troską — w tym zakresie angażujecie znaczną część waszej troski o dobro Kościołów partykularnych. Duch Święty, którego wzywacie przed podjęciem każdej decyzji odnośnie do prawdziwości małżeństwa, niech was oświeca i pomaga wam nie zapominać o skutkach tych działań — przede wszystkim dobro dzieci, ich pokój, albo przeciwnie, utrata radości w przypadku separacji. Oby modlitwa — sędziowie muszą dużo się modlić! — i wspólne zaangażowanie uwydatniły tę rzeczywistość ludzką, często bolesną: rodzina, która się dzieli, i druga, która, w konsekwencji zostaje ustanowiona ze szkodą dla owej jedności, która była radością dzieci w poprzednim związku.

Korzystam z tej okazji, by zachęcić każdego biskupa — ustanowionego przez Chrystusa ojcem, pasterzem, sędzią we własnym Kościele — do otwierania się coraz bardziej na wyzwania związane z tą tematyką. Chodzi o kontynuowanie wytrwale i doprowadzenie do zakończenia niezbędnej drogi eklezjologicznej i duszpasterskiej, ukierunkowanej na to, aby nie pozostawiać zdanych jedynie na interwencję władz cywilnych wiernych, cierpiących z powodu orzeczeń nieakceptowanych i narzuconych. Wyobraźnia miłosierdzia będzie sprzyjała ewangelicznej wrażliwości w obliczu rodzinnych tragedii, których protagoniści nie mogą zostać zapomniani. Istnieje pilna potrzeba, aby współpracownicy biskupa, w szczególności wikariusz sądowy, pracownicy duszpasterstwa rodzin, a zwłaszcza proboszczowie starali się sprawować tę diakonię opieki, troski i towarzyszenia opuszczonemu małżonkowi i ewentualnie dzieciom, które ponoszą skutki decyzji, jakkolwiek sprawiedliwych i zgodnych z prawem, o nieważności małżeństwa.

To są, drogie siostry i drodzy bracia, przemyślenia, które pragnąłem poddać wam pod rozwagę, mając pewność, że znajdę w was osoby gotowe podzielić je i przyjąć. Wyrażam każdemu z osobna uznanie, z ufnością, że Trybunał Roty Rzymskiej, jako wiarygodny wyraz mądrości prawnej Kościoła, nadal będzie wypełniał konsekwentnie swoje niełatwe munus w służbie Bożego planu co do małżeństwa i rodziny. Prosząc o dary Ducha Świętego dla was i dla waszej pracy, z serca udzielę błogosławieństwa apostolskiego. I również was proszę, abyście się za mnie modlili. Dziękuję!

A nie chciałbym dziś zakończyć nie uczyniwszy bardziej rodzinnego komentarza, między nami, gdyż nasz drogi dziekan za parę miesięcy osiągnie 80-letnią młodość i będzie musiał nas opuścić. Pragnę mu podziękować za wykonaną pracę, nie zawsze rozumianą. Przede wszystkim chciałbym podziękować ks. prał. Pintowi za tę wytrwałość, z jaką przeprowadzał reformę procesów w sprawach małżeńskich — jedno tylko orzeczenie, poza tym krótki proces, co było jakby nowością, ale było to naturalne, ponieważ biskup jest sędzią.

Pamiętam, że wkrótce po promulgowaniu krótkiego procesu zadzwonił do mnie pewien biskup i powiedział: «Mam taki problem — pewna dziewczyna chce wziąć ślub w Kościele; parę lat temu już wzięła ślub kościelny, ale została zmuszona do wyjścia za mąż, bo była w ciąży... Zrobiłem wszystko, poprosiłem księdza, żeby pełnił funkcję wikariusza sądowego, innego, żeby przyjął rolę obrońcy węzła… A świadkowie, rodzice mówią, że tak, że została zmuszona, że tamto małżeństwo było nieważne. Proszę mi powiedzieć, Wasza Świątobliwość, co mam zrobić» — zapytał mnie ten biskup. A ja zapytałem: «Powiedz mi, czy masz pod ręką pióro?» — «Tak». — «Podpisz. Ty jesteś sędzią, bez wielkich ceremonii».

Jednak ta reforma, zwłaszcza proces krótki, napotykała i napotyka wiele oporów. Wyznam wam — po tym promulgowaniu dostawałem listy, wiele, nie wiem, ile, ale bardzo dużo. Prawie wszyscy adwokaci, którzy tracili klientelę. A to jest kwestia pieniędzy. W Hiszpanii jest powiedzenie: «Por la plata baila el mono» — Dla pieniędzy małpa tańczy. To powiedzenie jest jasne. A również to jest bolesne — widziałem w niektórych diecezjach opór pewnych wikariuszy sądowych, którzy z powodu tej reformy tracili, bo ja wiem, pewną władzę, bo spostrzegali się, że już nie oni byli sędziami, ale biskup.

Dziękuję ks. prał. Pintowi za jego odwagę, a także za strategię w przeprowadzeniu tego sposobu myślenia, osądzania, aż po jednomyślne głosowanie, które dało mi możliwość podpisania [tego dokumentu].

Podwójne orzeczenie. Ksiądz wspomniał Papieża Lambertiniego, wielkiego człowieka liturgii, prawa kanonicznego, zdrowego rozsądku, także z poczuciem humoru, jednak, niestety, on musiał ustanowić podwójne orzeczenie z powodów ekonomicznych w paru diecezjach. Ale powróćmy do prawdy — sędzią jest biskup. Powinien być wspomagany przez wikariusza sądowego, powinien być wspomagany przez promotora sprawiedliwości, powinien otrzymywać pomoc, ale on jest sędzią, nie może umywać rąk. Trzeba powrócić do tego, co jest prawdą ewangeliczną.

A poza tym dziękuję ks. prał. Pintowi za jego entuzjazm w prowadzeniu katechezy na ten temat. Jeździ po świecie, ucząc tego — jest zapaleńcem, ale to zapaleniec w każdym calu, ponieważ także on ma niezły charakterek! To jest negatywny aspekt — by tak się wyrazić — entuzjazmu. Ale będzie miał czas, żeby się poprawić… Wszyscy go mamy! Pragnę mu podziękować! Odczytuję aplauz jako oklaski dla tego charakteru [śmiech]

Wielkie dzięki, ks. prał. Pinto! [oklaski].