· Watykan ·

Solidarność, nadzieja i poczucie wspólnoty

Spotkanie w Santa Cruz de la Sierra w Boliwii (9 VII 2015 r.)

List do ruchów ludowych

27 maja 2020

W Niedzielę Wielkanocną Papież Franciszek napisał po hiszpańsku list do uczestników światowych spotkań ruchów ludowych, które odbyły się dwa razy w Watykanie (w 2014 r. i w 2016 r.) i raz w Santa Cruz de la Sierra, w 2015 r., podczas jego podróży apostolskiej do Boliwii. Ojciec Święty proponuje w nim wprowadzenie powszechnej płacy podstawowej.

Drodzy Przyjaciele!

Często wspominam nasze spotkania — dwa w Watykanie i jedno w Santa Cruz de la Sierra, i wyznam wam, że to «pamiętanie» dobrze mi robi, przybliża mnie do was, pozwala mi wracać myślą do licznych rozmów odbytych podczas tych spotkań i do tylu nadziei, które tam się narodziły i rozrosły, a wiele z nich stało się rzeczywistością. Teraz, podczas tej pandemii, wspominam was znowu w szczególny sposób i pragnę być z wami.

W tych dniach wielkiego lęku i trudności wielu z was mówiło o panującej obecnie pandemii, porównując ją do wojny. Jeśli walka z koronawirusem jest wojną, to wy jesteście prawdziwą niewidzialną armią, która walczy w najbardziej niebezpiecznych okopach. Armią, której jedyną bronią jest solidarność, nadzieja i poczucie wspólnoty, które odnawia się w tych dniach, kiedy nikt nie może się uratować sam. Wy jesteście dla mnie, jak mówiłem podczas naszych spotkań, prawdziwymi poetami społecznymi, tworzącymi na zapomnianych peryferiach godne rozwiązania najbardziej palących problemów osób wykluczonych.

Wiem, że wielokrotnie nie spotyka się to z należnym uznaniem, bo w tym systemie jesteście naprawdę niewidzialni. Na peryferie nie docierają rozwiązania rynkowe i brakuje tam opiekuńczej obecności państwa. A wy też nie macie środków, by pełnić swoją funkcję. Patrzy się na was z nieufnością, bo wychodzicie poza działalność czysto filantropijną za pośrednictwem organizacji wspólnotowej i domagacie się swoich praw, zamiast trwać w stanie rezygnacji, z nadzieją, że rzucą wam jakieś okruchy osoby dzierżące władzę ekonomiczną. Często musicie tłumić gniew i poczucie bezsilności, gdy patrzycie na nierówności, które wciąż się utrzymują, nawet w momentach, kiedy już nie da się usprawiedliwić przywilejów. Lecz nie poprzestawajcie na narzekaniu, zakasujcie rękawy i pracujcie dalej dla swoich rodzin, swoich dzielnic, dla wspólnego dobra. Ta wasza postawa pomaga mi, zmusza do zadawania sobie pytań i wiele mnie uczy.

Myślę o osobach, zwłaszcza o kobietach, które rozmnażają chleb w waszych jadłodajniach, przygotowując z dwóch cebul i paczki ryżu pyszną potrawę dla setek dzieci, myślę o chorych, myślę o osobach w podeszłym wieku. Oni nigdy się nie pojawiają w wielkich mediach. Podobnie jak chłopi i drobni rolnicy, którzy dalej uprawiają ziemię, by produkować zdrową żywność, nie niszcząc przyrody, nie gromadzą jej i nie spekulują na potrzebach ludu. Wiedzcie, że nasz Ojciec niebieski patrzy na was, docenia was, darzy was uznaniem i umacnia w waszych postanowieniach.

Jakże trudno jest zostawać w domu osobom, które żyją w prowizorycznych ciasnych kwaterach albo wręcz nie mają dachu nad głową. Jak trudno jest migrantom, osobom pozbawionym wolności i tym, którzy przechodzą terapię uwalniającą od uzależnienia. Jesteście tam, towarzyszycie im fizycznie, by ta rzeczywistość była mniej trudna, mniej bolesna. Gratuluję wam i dziękuję z całego serca. Mam nadzieję, że rządy zrozumieją, iż technokratyczne paradygmaty (zarówno te, które stawiają w centrum państwo, jak i te, których centrum stanowi rynek) nie wystarczają, by stawić czoło temu kryzysowi ani też innym wielkim problemom ludzkości. Dziś bardziej niż kiedykolwiek w centrum muszą być osoby, wspólnoty, ludy, zjednoczone, by leczyć, pomagać, dzielić się.

Wiem, że zostaliście wyłączeni z korzyści płynących z globalizacji. Nie macie dostępu do powierzchownych przyjemności, które znieczulają tak liczne sumienia. Mimo to zawsze ponosicie związane z tym szkody. Bolączki, trapiące wszystkich, w waszym przypadku podwajają się. Wielu z was żyje z dnia na dzień, bez żadnej zabezpieczającej ochrony prawnej. Wędrowni sprzedawcy, pracownicy recyklingu, lunaparków, drobni rolnicy, robotnicy, krawcy, opiekunowie i opiekunki. Wy, pracownicy nieformalni, niezależni lub związani z tzw. gospodarką oddolną, nie macie stałego dochodu, by przetrwać ten moment... A kwarantanny są dla was rzeczą niemożliwą. Być może przyszedł czas, by zastanowić się nad powszechną płacą podstawową, która uznawałaby i nadawała godność szlachetnej i niezastąpionej pracy przez was wykonywanej; która potrafiłaby zagwarantować i przeobrazić w rzeczywistość to bardzo ludzkie i bardzo chrześcijańskie hasło: żeby żaden pracownik nie był pozbawiony swoich praw.

Chciałbym również zachęcić was do myślenia o «potem», bo ta burza przejdzie, a jej ciężkie następstwa już dają się odczuć. Nie jesteście bezradni, macie wiedzę, metodologię, a przede wszystkim mądrość, która rośnie dzięki zaczynowi, którym jest odczuwanie bólu drugiego człowieka jako własnego. Myślmy o projekcie rozwoju ludzkiego, jakiego pragniemy, opartego na istotnej roli ludów z całą ich różnorodnością i na powszechnym dostępie do owych trzech t, których bronicie — tierra, techo y trabajo, ziemia, dach i praca. Mam nadzieję, że ten niebezpieczny moment każe nam wyłączyć automatycznego pilota, obudzi uśpione sumienia i umożliwi nawrócenie humanistyczne i ekologiczne, które położy kres bałwochwalstwu pieniądza i postawi w centrum godność i życie. Nasza cywilizacja, tak bardzo konkurencyjna i indywidualistyczna, ze swoim zawrotnym tempem produkcji i konsumpcji, swoim nadmiernym luksusem i ogromnymi zarobkami dla niewielu, musi zwolnić, zastanowić się nad sobą, odrodzić się. Jesteście niezbędnymi twórcami tej zmiany, której nie można odkładać na później; ponadto macie autorytatywny głos, by dawać świadectwo, że jest to możliwe. Znacie kryzysy i niedostatek... które ze skromnością, godnością, wysiłkiem i solidarnością potraficie przeobrażać w obietnicę życia dla waszych rodzin i wspólnot.

Walczcie dalej i troszczcie się o siebie wzajemnie jak bracia. Modlę się za was, modlę się z wami i proszę Boga Ojca, by wam błogosławił, by napełnił was swoją miłością i by was bronił podczas wędrówki, dając wam siłę, dzięki której stoimy na nogach i która nie zawodzi — nadzieję. Proszę was, módlcie się za mnie, bo i ja tego potrzebuję.

Z braterskim pozdrowieniem

Franciscus

Watykan, 12 kwietnia 2020 r., w Niedzielę
Zmartwychwstania Pańskiego