Uwaga

Nasza strona wykorzystuje pliki cookies
Cookies to małe pliki tekstowe, które pomagają nam polepszyć korzystanie z naszych stron. Więcej informacji o wykorzystywaniu przez nas cookies można znaleźć w Warunki polityki prywatności.

Wielkie emocje tej nocy

· Rzym od strony Watykanu ·

Kiedy Alberto Angela i Watykan zaprosili mnie, bym zwiedził w nocy słynne Schody Bramantego, przyległe do Dziedzińca Oktagonalnego w jednym ze skrzydeł Muzeum, zgodziłem się bez chwili zastanowienia. Miałem powiedzieć parę słów komentarza jako rzymianin, który kocha to miasto i wyraża o nim garść opinii, podziwiając je ze szczytu tego spiralnego cudu, który genialny renesansowy architekt i malarz zaprojektował w sposób niezwykle elegancki i nowoczesny.

Nie miałem nigdy okazji wejść do najważniejszych miejsc Watykanu. Owszem, byłem na paru ślubach i w paru prywatnych kaplicach, ale oprócz zwiedzenia Muzeum Watykańskiego szlakiem turystycznym nigdy nie spotkał mnie ten wielki nocny przywilej.

Osoby czytające ten krótki tekst wiedzą dobrze, w jakim stanie zaniedbania jest Rzym, że miasto przykrywa matowa plandeka, zasłaniająca jego cuda, które obdarowały nas wielkimi ideałami piękna i duchowości w ubiegłych stuleciach. Jesteśmy otoczeni nieskończoną liczbą wspaniałości, które przypominają wielkie miasto, które teraz jest tylko miastem rozległym.

Utraciliśmy zachwyt nad całością i nad detalami, i kiedy poruszamy się po mieście, nie jesteśmy świadomi, jaką pokonujemy drogę. Wystarczy nam mówienie, że Rzym to Rzym i zawsze jest najpiękniejszy. Ale to są zwykłe stereotypy, bo niewiele wrażliwych dusz potrafi jeszcze cieszyć się – wśród źle zaparkowanych samochodów, murów pokrytych bazgrołami i połaci dziurawego asfaltu – klejnotami, które nas otaczają. Wydaje się, że proszą one tylko o to, żeby się nimi przez chwilę zachwycić. Oczywiście, ja też cierpię z powodu tego stanu zaniedbania i braku wrażliwości. I być może dlatego wiedziałem, że noc na ulicach i w miejscach Watykanu będzie miała dobry wpływ na mój humor.

Tak, były to naprawdę silne emocje. Wszystko zdaje się należeć do innej epoki i do innej przestrzeni. Żadnych hałasów, słyszysz tylko własne kroki i szum wody w fontannach, które stanowią dyskretny podkład magicznie podkreślający ciszę. I jest to cisza wyrażająca głęboki szacunek dla owych „kapłanów piękna”, którzy w okresie renesansu uczynili ze swojej sztuki autentyczną duchowość. Od Bramy św. Anny do wejścia do Muzeum Pio Clementino, które gromadzi greckie i rzymskie arcydzieła, miałem nocne wrażenie, że jestem cudzoziemcem, który za chwilę wejdzie, z szacunkiem, do najważniejszego muzeum na świecie. I że ono będzie całe dla mnie.

Wielki sarkofag z alabastru, grobowiec Heleny, matki Konstantyna, budzi pierwszy zachwyt. Sarkofag św. Konstancji budzi następny. Lecz gdziekolwiek wzrok się zatrzymuje, napotyka najwznioślejsze wyrazy sztuki. Sztuki tak wysublimowanej, że przybliża do tego, co boskie. Apollo Belwederski Leocharesa jest tego wyraźnym przykładem. I słynna grupa Laokoona z I w. ery chrześcijańskiej – kolejnym. Wchodząc po schodach Bramantego – które robią wrażenie równi pochyłej, tak niskie są stopnie – docieram na miejsce spotkania z Albertem Angelą, na ostatnim podeście. Opieram się na parapecie okna i czekam na wywiad. Lecz nie jest możliwe nie podziwiać Rzymu z góry w nocy, toteż zaczynam wyodrębniać wśród kopuł i brył starych pałaców różne dzielnice, które dobrze znam. Nie wychodzi mi to jednak. Coś mi się nie zgadza.

My, rzymianie, kiedy znajdujemy się w przestrzeni wysokiej i rozległej, musimy szukać swojego punktu odniesienia. Ten punkt jest bowiem symbolem naszego miasta, obrazem, który daje nam poczucie bezpieczeństwa i nas chroni. Kopuła Bazyliki św. Piotra! Z tego okna, z którego można było podziwiać prawie cały Rzym, nie było jej widać. Gdzie ja jestem? Pytałem samego siebie. „Jest dokładnie za twoimi plecami, Carlo. Sto metrów stąd” - odpowiedział z uśmiechem Alberto. „Pamiętaj, że jesteś w Watykanie. Teraz wszystkie perspektywy są nowe”.

Ta, tego wieczora Rzym wydawał mi się odwrócony, inny, ale jak zawsze fascynujący. I będę wspominał ten pełen emocji wieczór, który spędziłem poruszając się w tej niezwykłej scenerii, z taką prostą refleksją: wzniosłe piękno, nasza historia, niezwykły talent pewnych artystów muszą być przechowywane w naszej pamięci. Z troską, z wdziękiem, z oddaniem. Odwiedzenie tych miejsc pomogło mi jeszcze lepiej to zrozumieć. Nieśmiertelność może istnieć, w pewnym sensie. To zależy tylko od nas i od naszej dobrej woli.

Carlo Verdone

Wydanie drukowane

 

TRANSMISJA BEZPOŚREDNIA

St. Peter’s Square

22 września 2018

PODOBNE WIADOMOŚCI