Uwaga

Nasza strona wykorzystuje pliki cookies
Cookies to małe pliki tekstowe, które pomagają nam polepszyć korzystanie z naszych stron. Więcej informacji o wykorzystywaniu przez nas cookies można znaleźć w Warunki polityki prywatności.

Sztuka wędrowania razem

· Papież odpowiada na niepokoje co do przyszłości, wyrażone przez uczniów szkół jezuickich ·

«Musimy wszyscy być trochę ubożsi», bo gdyby wszyscy ludzie postawili sobie ten problem, gdybyśmy wszyscy stali się trochę ubożsi, by upodobnić się do Jezusa ubogiego nauczyciela, wiele problemów mogłoby znaleźć rozwiązanie. Ubóstwo jest bowiem «skandalem», «wołaniem». Zwłaszcza w świecie, w którym jest «tyle bogactw i zasobów», toteż  nie sposób zrozumieć, dlaczego nie udaje się wszystkich nakarmić . «Również dlatego zrezygnowałem z pewnych bogactw». W ten sposób Papież Franciszek wyjaśnia swoje wybory. Czyni to odpowiadając na pytania kilku z dziewięciotysięcznej rzeszy uczniów szkół prowadzonych przez jezuitów we Włoszech i w Albanii, przyjętych na audiencji w Auli Pawła VI w piątek 7 czerwca rano. A potem wyznaje im też, że zdecydował się nie zamieszkać w Pałacu Apostolskim, nie dla «osobistej cnoty», ale dlatego że «lubię być wśród ludzi – mówi – i przebywanie w samotności nie zrobiłoby mi dobrze».

Można było tego się spodziewać: spotkanie z chłopcami i dziewczętami zamieniło się w zaimprowizowany dialog, otwarty i bez filtrów. Dialog, który nie był przewidziany przez protokół. Papież odłożył przygotowane przemówienie, zwięźle je streścił, i zachęcił młodzież, by podchodziła do mikrofonu i zadawała pytania. «Jestem do dyspozycji», powiedział. Podeszło ich dziesięcioro: młodzież, dzieci i nauczyciel.

Tematy były różne: od osobistej ciekawości po pytania egzystencjalne. Powtarzały się pytania dotyczące niepewnej przyszłości, widzianej młodymi oczami. Papież, nie ukrywając trudności, które z pewnością napotkają oni na swojej drodze, wyjaśnił znaczenie tego, by potrafić się podnieść i nie lękać się niepowodzeń i upadków. Sztuka wędrowania razem zakłada zdolność do tego, by znosić zmęczenie. Lecz jest to sztuka, podkreślił, którą byłoby smutno i nudno uprawiać samemu: lepiej wędrować we wspólnocie, z przyjaciółmi.

Ten styl życia, powiedział odpowiadając Monice i Antonelli, prowadzi do wyboru konkretnego powołania. W jego przypadku była to decyzja, by zostać jezuitą. Tym, co go pociągało, wyznał, była misyjność, pragnienie, by wyjść poza własny kontekst i głosić Jezusa Chrystusa: jego osobistym pragnieniem był wyjazd do Japonii.

A tymczasem został Papieżem. «Chciałeś tego?» - zapytał Eugenio. «Jeśli człowiek nie bardzo lubi siebie, Bóg mu nie błogosławi. A ten, kto siebie lubi, nie chce być Papieżem. Dlatego to nie ja chciałem być Papieżem».

Następne tematy to kryzys, niepewna praca, polityka. Federica mówiła o obawach, które młodzi ludzie żywią w odniesieniu do swojej przyszłości z uwagi na agresywność kryzysu, który nie jest problemem tylko włoskim, podkreślił Papież, ale dotyczy całego świata. Lecz jest to przede wszystkim «kryzys ludzki, bardziej niż ekonomiczny i społeczny». Kryzys przeżywa  przede wszystkim wartość ludzkiej osoby, ponieważ dzisiaj liczy się najbardziej pieniądz. Tak, powtórzył, «osoba jest dziś zniewolona i również do młodych należy zadanie wyzwolenia jej z niewoli struktur ekonomicznych i społecznych». A polityka nie jest czymś, od czego trzeba trzymać się z daleka, przeciwnie, dla świeckich chrześcijan jest ona «obowiązkiem, zobowiązaniem», stwierdził Papież, odpowiadając na pytanie jednego z nauczycieli. Konieczne jest  «angażowanie się w politykę: nie możemy grać roli Piłata, umywać rąk». Polityka jest bowiem jedną z najwyższych form miłości bliźniego, ponieważ jej celem jest  wspólne dobro. I jeśli polityka jest zbyt brudna, to może dlatego, że chrześcijanie nie zaangażowali się z dostatecznym duchem ewangelicznym.

I znów kwestia ubóstwa. Giacomo pyta, jak odnosić się do ubóstwa. Odpowiedź Papieża jest stanowcza: nie można mówić o ubóstwie abstrakcyjnym,  nie poznając ubogich, «to znaczy nie dotykając ciała Chrystusa».


Przemówienie Papieża


Drodzy Chłopcy i Dziewczynki, droga Młodzieży!

Przygotowałem to przemówienie, żeby wam powiedzieć... ależ to jest pięć stron! To trochę nudne... Zróbmy jedną rzecz: zwięźle je streszczę, a następnie przkażę, na piśmie, ojcu prowincjałowi, dam je również ojcu Lombardiemu, abyście wszyscy mieli je na piśmie. A następnie jest możliwe, aby niektórzy z was zadali pytanie i będziemy mogli prowadzić mały dialog. Podoba nam się to, czy nie? Czy tak? Pójdźmy tą drogą.

W pierwszym punkcie przemówienia piszę o tym, że w kształceniu, które my, jezuici, prowadzimy, kluczową sprawą jest — w celu rozwoju naszej osobowości — wielkoduszność. Musimy być wielkoduszni, mieć wielkie serce, bez lęku. Stawiać zawsze na wielkie ideały. Ale wielkoduszni także w małych rzeczach, w codziennych sprawach. Szczodre serce, wielkie serce. Jest ważne, aby tę wielkoduszność osiągnąć z Jezusem, poprzez kontemplację Jezusa. Jezus jest tym, który otwiera nam okna na horyzont. Wielkoduszność oznacza iść z Jezusem, z sercem czujnym na to, co Jezus nam mówi. O tej drodze chciałbym coś powiedzieć wychowawcom, pracownikom szkół i rodzicom. Kształcić. W kształceniu trzeba zachować równowagę, dobrze równoważyć kroki: jeden zdecydowany krok w zakresie pewności, ale drugi prowadzący do strefy ryzyka. A kiedy to ryzyko staje się pewnością, kolejny krok poszukuje innej strefy ryzyka. Nie można kształcić jedynie w strefie pewności: nie. To znaczy zabronić osobowościom wzrastać. Nie można jednak kształcić tylko w strefie ryzyka: to jest zbyt niebezpieczne. Dobrze pamiętajcie o tym równoważeniu kroków.

Doszliśmy do ostatniej strony. Was, wychowawców, chcę zachęcić do tego, byście poszukiwali nowych, niekonwencjonalnych sposobów kształcenia, zgodnego z potrzebami miejsca, czasów i osób. W naszej duchowości ignacjańskiej jest to ważne: iść zawsze «więcej» i nie być spokojni co do rzeczy utartych. Trzeba poszukiwać nowych sposobów, dostosowanych do miejsc, czasów i osób. Zachęcam was do tego.

A teraz jestem gotów odpowiedzieć na kilka pytań, które zechcecie mi zadać: zarówno uczniowie, jak i wychowawcy. Jestem do dyspozycji. Powiedziałem ojcu prowincjałowi, aby mi w tym pomógł.

CHŁOPIEC: Nazywam się Francesco Bassani i uczęszczam do Instytutu Leona XIII. Jestem chłopcem, który — jak napisałem do ciebie, Papieżu — stara się wierzyć. Ja staram się... tak, staram się, być wierny. Ale mam trudności. Niekiedy ogarniają mnie wątpliwości. Myślę, że jest to całkowicie normalne w moim wieku. Zważywszy na to, że jesteś Papieżem, którego, uważam, na długo zachowam w sercu, w moim życiu, gdyż spotykam cię w okresie dorastania, rozwoju, chciałbym cię poprosić o kilka słów, które umocnią mnie w tym dorastaniu i umocnią wszystkich chłopców i dziewczęta, jak ja.

PAPIEŻ FRANCISZEK: Wędrowanie jest sztuką, ponieważ jeśli chodzimy zawsze pospiesznie, męczymy się i nie możemy dojść do końca, do końca drogi. Ale jeśli zatrzymujemy się i nie idziemy, także nie dojdziemy do końca. Wędrowanie jest właśnie sztuką patrzenia na horyzont, myślenia o tym, dokąd chcę iść, ale również znoszenia zmęczenia wędrówką. A bardzo często droga jest trudna, nie jest łatwo. «Chcę pozostać wierny tej drodze, ale nie jest to łatwe, posłuchaj: istnieją ciemności, są mroczne dni, także dni niepowodzeń, jest również jakiś dzień upadku..., ktoś upada, upada...» Ale myślcie zawsze o tym, żeby nie lękać się niepowodzeń; nie lękać się upadków. Najważniejsze w sztuce wędrowania nie jest to, by nie upaść, lecz aby «nie pozostać w sytuacji upadku». Trzeba szybko, natychmiast, się podnieść i iść dalej. I to jest piękne: to znaczy pracować każdego dnia, znaczy wędrować po ludzku. Ale jednocześnie źle jest wędrować samemu, źle i nudno. Tym, co nam pomaga, pomaga nam właśnie dotrzeć do celu, który mam osiągnąć, jest wędrowanie we wspólnocie, z przyjaciółmi, z tymi, którzy nas kochają. Nie wiem, czy odpowiedziałem na twoje pytanie. Zrozumiałeś? Nie będziesz się lękał wędrowania? Dziękuję.

DZIEWCZYNA: Nazywam się Sofia Grattarola i uczęszczam do Instytutu Massimiliana Massima. Chciałam zapytać Waszą Świątobliwość, czy wtedy, gdy był w szkole podstawowej, jak wszystkie dzieci, miał jakichś przyjaciół, nieprawdaż? A obecnie, gdy został Papieżem, czy widuje jeszcze tych przyjaciół?

PAPIEŻ FRANCISZEK: Jestem Papieżem od dwóch i pół miesiąca. Moi przyjaciele są daleko, stąd trzeba tam lecieć samolotem 14 godzin. Ale chcę ci powiedzieć jedną rzecz: trzech z nich przyjechało, aby ze mną się spotkać i mnie odwiedzić, widuję ich zatem i oni piszą do mnie, a ja ich bardzo lubię. Nie można żyć bez przyjaciół: to jest ważne, jest ważne.

DZIEWCZYNKA: Mam na imię Teresa. Franciszku, czy chciałeś zostać papieżem?

PAPIEŻ FRANCISZEK: Czy wiesz, co to znaczy, że jakaś osoba nie bardzo lubi samą siebie? Człowiek, który chce, który ma ochotę zostać papieżem nie lubi samego siebie. Bóg mu nie błogosławi. Nie, ja nie chciałem zostać papieżem. W porządku? Podejdź, podejdź, podejdź...

KOBIETA: Wasza Świątobliwość, nasze imiona to Monika i Antonella, należymy do Chóru Alunni del Cielo(«Uczniowie Nieba») Instytutu Społecznego w Turynie. Jako że nam, którzy kształciliśmy się w szkołach jezuickich, często proponowane jest rozważanie o duchowości św. Ignacego, chciałybyśmy zapytać: Co sprawiło, że z chwilą, gdy Wasza Świątobliwość zdecydował się na wybór życia konsekrowanego, został jezuitą, a nie kapłanem diecezjalnym lub w innym zgromadzeniu? Dziękuję.

PAPIEŻ FRANCISZEK: Wielokrotnie mieszkałem w Instytucie Społecznym w Turynie. Znam go dobrze. W Towarzystwie najbardziej podobała mi się misyjność, i chciałem zostać misjonarzem. W czasie studiów teologicznych napisałem do generała, a był nim o. Arrupe, żeby mnie posłał do Japonii albo w inne strony. Ale on dobrze się zastanowił i powiedział do mnie z wielką miłością: «Przecież przebyłeś chorobę płuc, a to nie jest zbyt dobre w tak intensywnej pracy», i zostałem w Buenos Aires. O. Arrupe był bardzo dobry, ponieważ nie powiedział: «Wiesz, nie jesteś wystarczająco święty, abyś mógł zostać misjonarzem»: był dobry, miłosierny. Ale tym, co sprawiło, że miałem tyle siły, by stać się jezuitą, była misyjność: wyjście na zewnątrz, udanie się na misje, aby głosić Jezusa Chrystusa. Myślę, że właśnie to jest właściwe naszej duchowości: wyjście na zewnątrz, wychodzenie, ciągłe wychodzenie, aby głosić Chrystusa, a nie pozostawanie trochę zamknięci w naszych strukturach, wielokrotnie w strukturach nietrwałych. Właśnie to mną kierowało. Dziękuję.

KOBIETA: Jestem Caterina De Marchis z Instytutu Leona XIII i zadawałam sobie pytanie: dlaczego Wasza Świątobliwość — to znaczy ty — zrezygnowałeś ze wszystkich bogactw papieża, takich jak luksusowy apartament lub olbrzymi samochód, a zamiast tego zamieszkałeś w małym mieszkaniu w pobliżu, czy też pojechałeś autobusem z biskupami? Dlaczego zrezygnował Wasza Świątobliwość z bogactwa?

PAPIEŻ FRANCISZEK: Ależ myślę, że nie jest to jedynie sprawa bogactwa. Dla mnie jest to sprawa osobowości, właśnie to. Potrzebuję żyć wśród ludzi, a gdybym żył samotnie, może trochę w odosobnieniu, nie zrobiłoby mi to dobrze. To pytanie zadał mi pewien profesor: «Dlaczego Wasza Świątobliwość nie che tam zamieszkać?» Odpowiedziałem mu: «Ależ proszę posłuchać, panie profesorze: z powodów psychiatrycznych». Taka jest moja osobowość. Także ten apartament [w Pałacu Papieskim] nie jest zbyt luksusowy, niech się pani nie martwi... Ale nie mogę żyć samotnie, rozumiesz? No więc sądzę, że tak: nasze czasy mówią nam o tak wielkim ubóstwie w świecie, i to jest skandalem. Ubóstwo w świecie jest skandalem. W świecie, w którym jest tyle, tyle bogactw, tyle zasobów, aby móc nakarmić wszystkich, nie da się zrozumieć, dlaczego jest wiele głodnych dzieci, wiele dzieci, które się nie kształcą, wielu ubogich! Ubóstwo dzisiaj to krzyk. Wszyscy musimy pomyśleć, że gdybyśmy stali się trochę ubożsi: także to, wszyscy musimy uczynić. W jaki sposób mogę stać się uboższy, by bardziej upodobnić się do Jezusa, który był ubogim Nauczycielem. W tym rzecz. Nie jest to jednak kwestia mojej osobistej cnoty, ale jedynie dlatego, że nie mogę żyć samotnie; również sprawa samochodu, o której mówisz: to, żeby nie posiadać zbyt wielu rzeczy i stać się uboższym. O to chodzi.

CHŁOPIEC: Nazywam się Eugenio Serafini, uczęszczam do Instytutu CEI — Ignacjańskiego Centrum Edukacyjnego. Chciałbym zadać Waszej Świątobliwości krótkie pytanie: Co Wasza Świątobliwość uczynił, gdy zdecydował, że zostanie nie papieżem, lecz proboszczem, że zostanie jezuitą? Co uczynił? Czy nie było Waszej Świątobliwości trudno opuścić rodzinę, przyjaciół?

PAPIEŻ FRANCISZEK: Posłuchaj, zawsze jest trudno: zawsze. Dla mnie było to trudne. To nie jest łatwe. Bywają piękne chwile i Jezus ci pomaga, daje ci trochę radości. Ale są chwile trudne, w których czujesz się osamotniony, nieczuły, pozbawiony wewnętrznej radości. Bywają chwile mroczne, chwile wewnętrznej ciemności. Są trudności. Ale jakże pięknie jest iść za Jezusem, iść drogą Jezusa, na której potem dokonujesz bilansu i idziesz dalej. A później nadchodzą piękniejsze chwile. Nikt jednak nie powinien myśleć, że w życiu nie będzie trudności. Ja również chciałbym teraz zadać jedno pytanie: w jaki sposób wy zamierzacie iść naprzód pomimo trudności? To nie jest łatwe. Ale powinniśmy iść naprzód z mocą i ufnością w Panu; z Panem wszystko można.

DZIEWCZYNA: Witaj, nazywam się Federica Iaccarino i przybyłam z Instytutu Pontano w Neapolu. Chciałabym prosić o słowo dla dzisiejszej młodzieży, odnośnie do przyszłości współczesnej młodzieży, zważywszy, że Włochy znajdują się w bardzo trudnej sytuacji. I chciałabym prosić o pomoc, aby można było ją polepszyć, o pomoc dla nas, abyśmy mogli zapewnić przyszłość tej młodzieży, nam młodzieży.

PAPIEŻ FRANCISZEK: Mówisz, że Włochy przeżywają trudne chwile. Tak, jest kryzys. Ale chcę ci powiedzieć, że nie tylko Włochy. Obecnie cały świat przeżywa chwile kryzysu. I kryzys, kryzys nie jest czymś złym. To prawda, że kryzys sprawia nam cierpienie, ale powinniśmy — przede wszystkim wy, młodzież — powinniśmy umieć odczytać kryzys. Co oznacza ten kryzys? Co muszę uczynić, aby pomóc wyjść z kryzysu? Kryzys, który w tym momencie przeżywamy jest kryzysem ludzkim. Mówi się, że przecież jest to kryzys ekonomiczny, że jest to kryzys pracy. Tak, to prawda. Ale dlaczego? Ponieważ ten problem pracy, ten problem w gospodarce jest konsekwencją wielkiego problemu ludzkiego. Kryzys przeżywa właśnie wartość osoby ludzkiej, dlatego musimy bronić osoby ludzkiej. W tym momencie... wprawdzie opowiadałem to już trzy razy, ale powtórzę po raz czwarty. Czytałem kiedyś opowieść żyjącego w średniowieczu rabina, w 1200 r. Ów rabin wyjaśniał Żydom w tamtych czasach historię wieży Babel. Zbudowanie wieży Babel nie było łatwe: trzeba było robić cegły; jak się robi cegłę? Trzeba szukać gliny, słomy, wymieszać je, wkładać do pieca: to była wielka praca. Po wykonaniu tej pracy cegła stawała się prawdziwym skarbem! Następnie trzeba było podnosić cegły do gówy, aby zbudować wieżę Babel. Jeśli jakaś cegła spadała, to działa się tragedia; karano robotnika, który sprawił, że spadła, to było nieszczęście! Ale jeśli spadał człowiek, nic się nie działo! Taki jest kryzys, który dzisiaj przeżywamy: to jest kryzys osoby. Dzisiaj nie liczy się osoba, liczą się pieniądze, liczy się majątek. A Jezus, Bóg, dał świat, całe stworzenie, dał to osobie, mężczyźnie i kobiecie, aby tym zarządzali, a nie dał tego pieniądzom. To jest kryzys, osoba przeżywa kryzys, gdyż osoba dzisiaj — dobrze słuchajcie, bo to jest prawda — jest zniewolona! Musimy wyzwolić się z tych struktur ekonomicznych i społecznych, które nas zniewalają. I takie jest wasze zadanie.

DZIECKO: Cześć, nazywam się Francesco Vin, i uczęszczam do Kolegium św. Ignacego w Mesynie. Chciałem cię zapytać, czy byłeś kiedykolwiek na Sycylii?

PAPIEŻ FRANCISZEK: Nie byłem. Mogę powiedzieć dwie rzeczy: nie byłem albo jeszcze nie byłem.

DZIECKO: Jeśli przyjedziesz, to będziemy na ciebie czekać!

PAPIEŻ FRANCISZEK: Powiem ci jedną rzecz: znam przepiękny film o Sycylii, który oglądnąłem dziesięć lat temu, zatytułowany Kaos, słowo napisane przez «k»: kaos. Jest to film nakręcony na podstawie czterech opowiadań Pirandella, a jest to bardzo piękny film. Mogłem zobaczyć całe piękno Sycylii. To jedyna rzecz, którą wiem o Sycylii. Ale jest piękna!

NAUCZYCIEL: Uczę języka hiszpańskiego, ponieważ jestem Hiszpanem: pochdzę z San Sebastian. Jestem także nauczycielem religii i mogę z pewnością powiedzić, że wasza Świątobliwość jest bardzo kochany przez nauczycieli, profesorów. Nie przemawiam w niczyim imieniu, ale widząc licznych byłych uczniów, również liczne osobistości, i także nas, dorosłych, nauczycieli, wykształconych przez jezuitów, zadaję sobie pytanie dotyczące naszego zaangażowania politycznego, socjalnego, społecznego, jako dorosłych w jezuickich szkołach. Proszę nam coś powiedzieć, w jaki sposób nasze zaangażowanie dzisiaj, nasza praca dzisiaj, we Włoszech, w świecie, mogłaby być jezuicka, mogłaby być ewangeliczna.

PAPIEŻ FRANCISZEK: Wspaniale. Angażowanie się w politykę jest obowiązkiem chrześcijanina. My, chrześcijanie, nie możemy «grać roli Piłata», umywać rąk: nie możemy. Powinniśmy zaangażować się w politykę, ponieważ polityka jest jedną z najwyższych form miłości bliźniego, ponieważ jej celem jest wspólne dobro. A świeccy chrześcijanie muszą zajmować się polityką. Pan zapewne mi powie: «Ale to nie jest łatwe!». Ale zostać księdzem też nie jest łatwe. Nie ma łatwych rzeczy w życiu. To nie jest łatwe, polityka stała się zbyt brudna; ale zadaję sobie pytanie: dlaczego stała się brudna? Dlaczego chrześcijanie nie zaangażowali się w politykę z duchem ewangelicznym? Zostawiam cię z tym pytaniem. Łatwo powiedzieć, że «to wina innego». A ja, co czynię? To jest powinność! Praca na rzecz wspólnego dobra jest obowiązkiem chrześcijanina! Wielokrotnie polityka jest drogą do tej pracy. Istnieją inne drogi: zostać profesorem na przykład, to inna droga. Ale działalność polityczna na rzecz wspólnego dobra jest jedną z dróg. To jest oczywiste.

MŁODZIENIEC: Ojcze, mam na imię Jakub. Prawdę mówiąc dzisiaj nie jestem tutaj sam, ale przybyłem z bardzo liczną młodzieżą należącą do Lega Missionaria Studenti (Ligi Misyjnej Uczniów). Jest to ruch rozpowszechniony, toteż jesteśmy tu po trosze ze wszystkich kolegiów. Otóż, Ojcze, przede wszystkim składam moje podziękowania, a także wszystkich młodych ludzi, z którymi rozmawiałem w tych dniach, ponieważ dzięki Ojcu wreszcie znaleźliśmy to przesłanie nadziei, którego wcześniej byliśmy zmuszeni poszukiwać krążąc po świecie. Teraz, gdy możemy go wysłuchać we własnym domu, jest to czymś niesamowicie wielkim dla nas. Nade wszystko, Ojcze — proszę pozwolić mi powiedzieć — to światło zapaliło się w tym miejscu, w którym my, młodzież, zaczynaliśmy rzeczywiście tracić nadzieję. Dziękuję zatem, ponieważ dotarło ono naprawdę do głębi. Moje pytanie jest następujące. Ojcze: my — jak Ojciec sam dobrze wie z doświadczenia — nauczyliśmy się poznawać różne rodzaje ubóstwa i żyć, patrząc na nie; zarówno ubóstwa materialnego — myślę o nędzy w bliźniaczej z nami Kenii — jak ubóstwa duchowego — myślę o Rumunii, myślę o plagach zmiennych kolei politycznych, myślę o alkoholizmie. Toteż chciałbym Ojca zapytać: jak my, młodzież, możemy żyć, patrząc na to ubóstwo? Jak powinniśmy postępować?

PAPIEŻ FRANCISZEK: Najpierw chciałbym powiedzieć wam, wszystkim młodym ludziom, jedną rzecz: nie pozwólcie, by skradziono wam nadzieję! Bardzo was proszę, nie pozwólcie, aby ją wam skradziono! Ale kto kradnie ci nadzieję? Duch świata, bogactwa, duch próżności, pychy, dumy. Te wszystkie rzeczy kradną ci nadzieję. Gdzie znajduję nadzieję? W Jezusie ubogim, w Jezusie, który dla nas stał się ubogi. Mówiłeś o ubóstwie. Ubóstwo wzywa nas, abyśmy wzbudzali nadzieję, abym także ja miał więcej nadziei. To wydaje się trochę trudne do zrozumienia, ale przypominam sobie, że pewnego razu o. Arrupe napisał dobry list do ośrodków badań społecznych, do ośrodków społecznych Towarzystwa. Pisał o tym, jak powinno się badać problemy społeczne. Ale na zakończenie mówił nam, mówił do nas wszystkich: «Zwróćcie uwagę, nie można mówić o ubóstwie, nie poznając ubogich». Mówiłeś o bliźniaczej relacji z Kenią: to jest poznanie ubogich. Nie można mówić o ubóstwie, o ubóstwie abstrakcyjnym, bo takie nie istnieje! Ubóstwo jest ciałem Chrystusa ubogiego, w tym dziecku, które jest głodne, w tym, które jest chore, w tych strukturach społecznych, które są niesprawiedliwe. Iść i widzieć na ziemi ciało Chrystusa. Ale nie pozwólcie, aby ukradł wam nadzieję dobrobyt, poczucie dobrobytu, który prowadzi cię ostatecznie do tego, że staniesz się niczym w życiu! Młody człowiek musi stawiać na wielkie ideały: taka jest rada. Gdzie zatem znajdę nadzieję? W ciele Jezusa cierpiącego i w prawdziwym ubóstwie. One są ze sobą powiązane. Dziękuję.

A teraz dam wam wszystkim, wam wszystkim, waszym rodzinom, wszystkim, błogosławieństwo Pana.

Wydanie drukowane

 

TRANSMISJA BEZPOŚREDNIA

St. Peter’s Square

21 sierpnia 2019

PODOBNE WIADOMOŚCI