Uwaga

Nasza strona wykorzystuje pliki cookies
Cookies to małe pliki tekstowe, które pomagają nam polepszyć korzystanie z naszych stron. Więcej informacji o wykorzystywaniu przez nas cookies można znaleźć w Warunki polityki prywatności.

Służba zdrowia  i obywatele

· Opieka zdrowotna w czasach kryzysu ·

Jak pogodzić ideę obywatelstwa z uznawaniem choroby za winę, poprzez postrzeganie jej w kategoriach kosztów ponoszonych przez społeczeństwo? Pytanie to staje się coraz bardziej istotne w okresie kryzysu gospodarczego, kiedy kwestia «zdrowia» przedstawiana jest jako problem ekonomiczny, a zupełnie traci się z oczu wartość publicznej opieki zdrowotnej, będącej oznaką cywilizacji i wskaźnikiem kultury, w której w sposób nieabstrakcyjny liczą się prawa człowieka i hasło, stopniowo stające się niemal czystą sugestią, że centralne znaczenie ma człowiek.

Wiele elementów wskazuje na to, że trwa wsteczny proces, w którym choroba na nowo zostaje uznana za piętno społeczne; wystarczy pomyśleć o duńskiej kampanii na rzecz badań prenatalnych, które mają na celu aborcję płodów obciążonych zespołem Downa, bądź podkreślanie społecznego obciążenia, jakim jest niepełnosprawność, starość, niesamodzielność. To, co było powodem do dumy całego kraju, a więc stworzenie systemu służby zdrowia, którego podstawą było uznanie, że potrzeba jest powodem do solidarności wolnej od społecznych i ekonomicznych uwarunkowań, staje się - również w obliczu marnotrawstwa i złego zarządzania wspólnymi dobrami – źródłem irracjonalnej kampanii, sugerującej, że trzeba niejako «zasłużyć sobie» na to, by przyjść na świat i mieć opiekę. Coraz częściej de facto niebezpiecznie utożsamia się obywatela z podatnikiem, zapominając, że żaden obywatel nie jest w każdym momencie życia podatnikiem, bo nie jest nim, zanim nie zacznie pracować, nie może nim być, kiedy z powodu choroby nie jest zdolny do pracy, nie będzie nim, kiedy straci pracę bądź jej nie znajdzie i stanie się więźniem ubóstwa i marginalizacji.

Nowi biurokraci zajmujący się służbą zdrowia zbyt poważnie potraktowali koncepcję lecznictwa jako przedsiębiorstwa, a zapominają, że to zbiorowość ponosi koszty ich polityki, że ceny zabiegów, operacji, przebywania w szpitalu nie są wypisane na Tablicach prawa ekonomii, ale zdecydowane zgodnie z perspektywami rynkowymi, w których racjonalizacja wydatków ma na celu coraz bardziej zapewnienie inwestorom zysku, który nie przekłada się na jakość opieki świadczonej obywatelom. Tak, należy uporządkować system opieki zdrowotnej, trzeba racjonalizować wydatki, zweryfikować koszty, ale musi to być robione w kontekście dyskusji o priorytetach, weryfikując i renegocjując formy inwestycji, których w dziedzinie służby zdrowia nie brakuje.

Nie wystarczy wpisać do karty pacjenta ceny zabiegu, jeśli nie powie się również, ile zarabia cały sektor, od personelu techniczno-administracyjnego po firmy farmaceutyczne. Wydatki stają się bowiem również zarobkami i być może kwestią, którą powinniśmy się zająć, są też zarobki trafiające do kieszeni części społeczeństwa. Jeśli nie chcemy powrotu nowych i mało widzialnych form barbarzyństwa, musimy zdobyć się na odwagę, by myśleć o ekonomii jako o środku, który ma decydujące znaczenie dla życia społeczeństwa, a nie na odwrót.

Wydanie drukowane

 

TRANSMISJA BEZPOŚREDNIA

St. Peter’s Square

22 września 2019

PODOBNE WIADOMOŚCI