Uwaga

Nasza strona wykorzystuje pliki cookies
Cookies to małe pliki tekstowe, które pomagają nam polepszyć korzystanie z naszych stron. Więcej informacji o wykorzystywaniu przez nas cookies można znaleźć w Warunki polityki prywatności.

Podstawowe prawa

· Konferencja prasowa podczas lotu ze Sri Lanki na Filipiny (15 I 2015 r.) ·

Poniżej zamieszczamy zapis rozmowy Papieża Franciszka z dziennikarzami, która odbyła się podczas lotu z Kolombo do Manili. Spotkanie rozpoczął i prowadził o.Federico Lombardi, który poprosił Papieża o wyjaśnienie znaczenia kanonizacji św. Józefa Vaza.

Przede wszystkim, dzień dobry, a także wątpliwość Caroliny: to prawda, dotarł do mnie obraz Matki Bożej z Luján, bardzo dziękuję. Te kanonizacje zostały przeprowadzone według metody — przewidzianej w prawie Kościoła — która nazywa się kanonizacją równoważną. Stosuje się ją wówczas, kiedy od dawna jakiś mężczyzna lub kobieta są błogosławieni i otaczani kultem przez lud Boży, faktycznie czczeni jako święci, i nie prowadzi się wtedy procesu dotyczącego cudu. Od wieków istnieją takie osoby. 

Tak przeprowadzony był proces Anieli z Foligno, która była pierwsza. Później postanowiłem tego dokonać w przypadku osób, które były wielkimi głosicielami Ewangelii. W pierwszej kolejności Piotra Fabera, który był ewangelizatorem Europy: można powiedzieć, że umarł w drodze, kiedy odbywał podróż ewangelizacyjną, w wieku czterdziestu lat. A następnie inni, ewangelizatorzy Kanady Franciszek de Laval i Maria od Wcielenia: tych dwoje było praktycznie założycielami Kościoła w Kanadzie, on jako biskup, a ona jako zakonnica, przez całą działalność apostolską, jaką tam prowadzili. Kolejny to Józef de Anchieta, z Brazylii, założyciel São Paulo, który od dawna był błogosławionym, a teraz jest świętym. Tutaj Józef Vaz, jako ewangelizator Sri Lanki. W tym roku we wrześniu, Deo mediante, dokonam kanonizacji Junipera Serry w Stanach Zjednoczonych, ponieważ był ewangelizatorem zachodniej części Stanów Zjednoczonych. Są to postaci, które usilnie ewangelizowały i wpisują się harmonijnie w duchowość i teologię Evangelii gaudium. Dlatego wybrałem te postaci. To właśnie chciałem powiedzieć.

Gerard O’Connell: Moje pytanie dotyczy trzech aspektów. Po pierwsze, czy zmiana klimatu jest głównie spowodowana działaniem człowieka, jego brakiem troski o naturę? Po drugie: kiedy ukaże się encyklika Waszej Świątobliwości? A trzecie: Wasza Świątobliwość kładzie duży nacisk na współpracę między religiami — czy Wasza Świątobliwość zamierza zaprosić przedstawicieli innych religii, aby wspólnie podjąć ten problem?

Pierwsze pytanie. Powiedział pan słowo, które mi oczczędza wyjaśnienia: «przede wszystkim». Nie wiem, czy całkiem, ale w znacznej mierze, w pokaźnej części właśnie człowiek stale zadaje ciosy przyrodzie. Zawłaszczyliśmy sobie trochę naturę, siostrę Ziemię, matkę Ziemię. Pamiętam — już o tym słyszeliście — co powiedział mi kiedyś pewien stary rolnik: «Bóg wybacza zawsze, my, ludzie, wybaczamy czasami, natura — nigdy». Jeśli zadasz jej cios, to ona też to uczyni. Sądzę, że nazbyt wyeksploatowaliśmy przyrodę — na przykład deforestacja. Pamiętam, że w Aparecidzie [podczas konferencji CELAM w 2007 r.] — wtedy nie rozumiałem dobrze tego problemu — kiedy słyszałem, jak biskupi brazylijscy mówili o wylesianiu Amazonii, to nie potrafiłem wówczas dobrze tego zrozumieć. Amazonia to płuca świata. Później, pięć lat temu, wraz z Komisją Praw Człowieka złożyłem apelację do Sądu Najwyższego Argentyny, aby powstrzymać na północy kraju, Salta, Tartagal, aby przynajmniej tymczasowo pohamować straszliwe wylesianie. To jeden aspekt. Innym jest monokultura. Na przykład, rolnicy wiedzą, że jeśli przez trzy lata uprawiają kukurydzę, to trzeba przestać i przez dwa-trzy lata uprawiać coś innego, żeby wzbogacić ziemię w azot, aby była bardziej żyzna. U nas na przykład uprawia się tylko soję, i to tak długo, dopóki ziemia się nie wyjałowi. Nie wszyscy tak robią, ale jest to przykład, jak wiele innych. Myślę, że człowiek posunął się za daleko. Bogu dzięki, są dziś głosy, jest ich wiele, bardzo wiele, które o tym mówią. Chciałbym w tym momencie wspomnieć mojego umiłowanego brata Bartłomieja [patriarchę Konstantynopola], który od lat, wielu lat porusza tę kwestię. Przeczytałem wiele jego wypowiedzi, żeby przygotować tę encyklikę. Mogę do tego powrócić, ale nie chcę się rozwodzić. Powiem jedynie, że Guardini używa słowa, które sporo wyjaśnia. Mówi on, że drugi rodzaj braku kultury jest zły. Pierwszy stan braku kultury to ten, który otrzymujemy wraz ze stworzeniem, aby go przemieniać w kulturę, ale kiedy zbyt wiele zawłaszczasz i idziesz za daleko, to ta kultura obraca się przeciw tobie — pomyślmy o Hiroszimie. Powstaje ten drugi rodzaj braku kultury.

Encyklika — pierwszy zarys sporządził kard. Turkson wraz ze swoim zespołem. Następnie ja nad nim pracowałem z pomocą paru osób. Potem wraz z kilkoma teologami opracowałem trzeci projekt i posłałem kopię do Kongregacji Nauki Wiary, do Sekcji Drugiej Sekretariatu Stanu i do Teologa Domu Papieskiego, aby dobrze przestudiowali, żebym nie powiedział «głupstw». Przed trzema tygodniami otrzymałem odpowiedzi, niektóre bardzo obszerne, a wszystkie konstruktywne. I teraz poświęcę cały tydzień w marcu, żeby ją zakończyć. Myślę, że pod koniec marca będzie zakończona i pójdzie do tłumaczeń. Sądzę, że jeśli praca tłumaczenia przebiegnie sprawnie — słucha mnie abp Angelo Becciu: on musi w tym pomóc — jeśli dobrze pójdzie, to w czerwcu lub lipcu będzie mogła się ukazać. Ważne, aby było trochę czasu między wydaniem encykliki a spotkaniem [ONZ] w Paryżu, żeby wniosła ona wkład. Spotkanie w Peru nie przyniosło nic szczególnego. Rozczarował mnie brak odwagi: zatrzymali się w pewnym punkcie. Miejmy nadzieję, że w Paryżu przedstawiciele będą odważniejsi i posuną się w tej sprawie naprzód.

Odnośnie do trzeciego pytania, uważam, że dialog między religiami w tej kwestii jest ważny. Inne religie mają dobre zapatrywania. Także w tej kwestii istnieje zgoda, żeby mieć taką samą wizję. Jeszcze nie w encyklice. W istocie rozmawiałem z niektórymi przedstawicielami innych religii na ten temat i wiem, że rozmawiał również kard. Turkson, a także co najmniej dwóch teologów. Taką przeszliśmy drogę. Nie będzie deklaracji wspólnej. Spotkania nastąpią później.

Pia: Jakie jest przesłanie Waszej Świątobliwości dla tych tysięcy Filipińczyków, którzy nie mogli się z Waszą Świątobliwością spotkać, i nie będą mogli spotkać się osobiście, chociaż chcieliby tego?

Aby na to odpowiedzieć, być może posunę się do zbytniego uproszczenia, ale powiem jedno. Centrum, istotą przesłania będą ubodzy — ubodzy, którzy chcą iść naprzód, ubodzy, którzy ucierpieli z powodu tajfunu Yolanda i którzy wciąż cierpią jego skutki; ubodzy, którzy mają wiarę, wiążą nadzieję z tymi obchodami pięćsetlecia głoszenia Ewangelii na Filipinach; lud Boży na Filipinach, biedni, również biedni wykorzystywani — wykorzystywani przez tych, którzy dopuszczają się wielu niesprawiedliwości społecznych, duchowych, egzystencjalnych. O nich myślę. Udając się na Filipiny, myślę o nich. 7 stycznia w naszym Domu św. Marty obchodziliśmy święta Bożego Narodzenia Kościołów Wschodnich. Są tam trzy osoby narodowości etiopskiej, a także kilku pracujących tam Filipińczyków. Etiopczycy urządzili święta: zaprosili wszystkich pracowników, około pięćdziesięciu, na obiad. Byłem z nimi i patrzyłem na pracowników z Filipin, którzy opuścili swoją ojczyznę w poszukiwaniu lepszych warunków życia, pozostawiając tatę, mamę, dzieci, i wyjechali... Biedacy. Nie wiem... To będzie istotą.

Juan Vicente Boo: W latach wojny domowej na Sri Lance było ponad 300 zamachów kamikadze, zamachów samobójczych, dokonywanych przez mężczyzn, kobiety, chłopców i dziewczęta. Teraz widzimy zamachy samobójcze dokonywane przez chłopców i dziewczęta, a nawet dzieci. Co Wasza Świątobliwość sądzi o tym sposobie prowadzenia wojny?

Może to, co mi się nasuwa, jest brakiem szacunku, ale taka myśl mi przychodzi. Sądzę, że za każdym zamachem samobójczym kryje się brak równowagi, zaburzenie równowagi człowieka. Nie wiem, czy psychicznej, ale ludzkiej. Coś jest nie tak z tą osobą. Nie ma tej równowagi odnośnie do sensu swego życia, własnego życia i życia innych. Walczy jednak... tak, oddaje życie, ale nie daje go w sposób dobry. Jak wielu, bardzo wielu ludzi pracuje — pomyślmy na przykład o misjonarzach — oddając życie, ale żeby budować. Tutaj daje się życie niszcząc samego siebie i żeby zniszczyć. To jest niedobre, jest w tym coś, co jest nie tak. Wspomagałem w pracy licencjackiej — nie doktoranckiej — pewnego pilota Alitalii w dziedzinie socjologii na temat japońskich kamikadze. Coś od niego usłyszałem, ale trudno to zrozumieć. Kiedy poprawiałem tekst, była to raczej część metodologiczna. Ale nie da się zrozumieć... Nie jest to jedynie właściwe dla Wschodu. Prowadzone są obecnie badania nad propozycją z okresu ii wojny światowej we Włoszech, odnośnie do faszyzmu we Włoszech. Nie ma dowodów, ale prowadzone są badania na ten temat. Jest w tym coś, co mocno wiąże się z systemami dyktatorskimi i totalitarnymi. Z sytemami totalitarnymi. Ma ścisły związek. System totalitarny zabija, jeśli nie życie, to zabija możliwości, zabija przyszłość, zabija wiele rzeczy. I także życie. Tak to wygląda. Ale nie jest to problem zakończony. To nie jest tylko kwestia Wschodu. To ważne. Nic innego nie przychodzi mi na myśl.

Co do wykorzystywania dzieci. To, co powiedziałem ogólnie, odnosi się do wszystkich, ale pozostawiając na boku te kwestie, powiedzmy o dzieciach. Dzieci są wykorzystywane wszędzie do wielu rzeczy: wykorzystywane w pracy, wykorzystywane jako niewolnicy, wykorzystywane także seksualnie. Kilka lat temu z paroma członkami Senatu w Argentynie postanowiliśmy przeprowadzić kampanię w większych hotelach, żeby powiedzieć publicznie, że tam nie wykorzystuje się dzieci dla turystów. Nie udało się nam tego zrobić. Istnieją ukryte opory. Nie wiem, czy są one wykorzystywane,czyteż nie,chodziło o działanie zapobiegawcze. Następnie kilka razy, kiedy byłem w Niemczech, wpadały mi w ręce pewne gazety, i był tam dział turystyki na obszarze Azji Południowo-Wschodniej, w tym turystyki erotycznej, i były tam dzieci. Dzieci są wykorzystywane, a praca niewolnicza dzieci jest straszna. Są wykorzystywane także do tego. Ale więcej nie śmiem powiedzieć.

Ignazio Ingrao: Panuje w świecie wielki niepokój o bezpieczeństwo Waszej Świątobliwości. Według amerykańskiego i izraelskiego wywiadu, Watykan miałby być nawet celem terrorystów islamskich. Wiemy, że Wasza Świątobliwość nie chce zrezygnować z bezpośredniego kontaktu z ludźmi, ale czy w tej sytuacji sądzi, że trzeba coś zmienić w Waszej Świątobliwości zachowaniu i planach? Istnieje również obawa o bezpieczeństwo wiernych, którzy uczestniczą w nabożeństwach, w przypadku zamachów. Czy Wasza Świątobliwość niepokoi się o to? I ogólniej, jaki — zdaniem Waszej Świątobliwości — jest najlepszy sposób, aby odpowiedzieć na te groźby fundamentalistów islamskich?

Moim zdaniem, zawsze najlepszym sposobem reakcji jest łagodność. Być łagodnym, pokornym — dobrym jak chleb — bez dopuszczania się agresji. Takie jest moje zdanie, ale są ludzie, którzy tego nie rozumieją. Co do niepokojów: niepokoję się o wiernych, naprawdę to mnie niepokoi. Rozmawiałem o tym z watykańskimi organami bezpieczeństwa — tutaj na pokładzie jest dr Giani, który za to odpowiada, on jest w tej kwestii na bieżąco. To mnie niepokoi, bardzo niepokoi. Czy się boję? Wie pan, że mam pewną wadę: sporą dawkę beztroski. Jestem w tych sprawach lekkomyślny. Czasami zadawałem sobie pytanie: a gdyby to mnie się przydarzyło? I powiedziałem do Pana: Panie, proszę Cię tylko o jedną łaskę, żeby mnie nie bolało. Bo nie znoszę dzielnie bólu, bardzo się boję, ale nie Boga. Wiem jednak, że stosowane są środki bezpieczeństwa, rozważne, ale pewne. Co potem — zobaczymy.

Christoph Schmidt: Czy Wasza Świątobliwość mógłby opowiedzieć o swojej wczorajszej wizycie w świątyni buddyjskiej, która była dużym zaskoczeniem. Co było powodem tej spontanicznej wizyty? Czy ta religia jest dla Waszej Świątobliwości źródłem inspiracji? Wiemy, że misjonarze chrześcijańscy aż do xx w. byli przekonani, że buddyzm to oszustwo, religia diabelska. Po trzecie, co w buddyzmie może mieć znaczenie dla przyszłości Azji?

Jak przebiegła ta wizyta, dlaczego poszedłem? Przełożony tej świątyni buddyjskiej zdołał uzyskać zaproszenie od rządu, żeby przybyć na lotnisko, i tam — to bliski przyjaciel kard. Ranjitha — mnie przywitał i poprosił, abym odwiedził świątynię; powiedział również kard. Ranjithowi, aby mnie przyprowadził. Potem rozmawiałem o tym z kardynałem, ale nie było czasu, bo kiedy przyjechałem, musiałem odwołać spotkanie z biskupami, gdyż nie czułem się dobrze, byłem zmęczony — te 29 km pozdrowień ludzi mnie wykończyło — a więc nie było czasu. A wczoraj, gdy wracałem z Madhu, była taka możliwość; zadzwonił i poszliśmy. W tej świątyni znajdują się relikwie dwóch uczniów Buddy. Dla nich są bardzo ważne. Były one w Anglii, i udało się im je odzyskać, to dobrze. Tak więc on przyszedł na lotnisko, by się ze mną spotkać, a ja go odwiedziłem w jego domu. To odpowiedź na pierwsze pytanie.

Teraz drugie. Wczoraj w Madhu zobaczyłem coś, o czym bym nigdy nie pomyślał, że nie wszyscy byli katolikami — że katolicy nie byli nawet większością! Byli tam buddyści, muzułmanie, hinduiści, a wszyscy udają się tam, aby się modlić; przychodzą i twierdzą, że otrzymują łaski! Istnieje w ludzie — a lud nigdy się nie myli — jest w tym intuicja ludu, coś, co ich łączy. A oni są w tak naturalny sposób zjednoczeni, że idą razem modlić się w świątyni — która jest chrześcijańska, ale nie tylko chrześcijańska, bo wszyscy jej chcą — to dlaczego ja nie miałbym pójść do świątyni buddyjskiej i ich pozdrowić? To świadectwo wczorajszego dnia w Madhu jest bardzo ważne. Pozwala nam zrozumieć sens relacji międzyreligijnych, jakimi żyje się w Sri Lance: jest tam w nich szacunek. Istnieją małe grupy fundamentalistów, lecz nie są one z ludem: są to elity ideologiczne, lecz nie są z ludem.

Następnie myślenie, że pójdą do piekła. Ale także protestanci... Kiedy byłem dzieckiem — w tym czasie, przed siedemdziesięciu laty — wszyscy protestanci szli do piekła, wszyscy. Tak nam mówiono. Pamiętam moje pierwsze doświadczenie ekumenizmu. Opowiedziałem o tym kilka dni temu kierownictwu Armii Zbawienia. Miałem wówczas cztery czy pięć lat — ale pamiętam, wciąż to widzę — szedłem ulicą z moją babcią, trzymała mnie za rękę. Po drugiej stronie ulicy szły dwie kobiety z Armii Zbawienia w tych kapeluszach, jakie nosiły wcześniej, z kokardą czy czymś w tym rodzaju — teraz już takich nie noszą. Zapytałem babcię: «Powiedz mi, babciu, czy to są zakonnice?». A ona mi powiedziała: «Nie, to protestantki, ale są dobre». Po raz pierwszy usłyszałem dobre słowa o osobie innej religii, o protestancie. W tamtym czasie na katechezie mówiono nam, że wszyscy oni idą do piekła. Ale myślę, że w Kościele znacznie dojrzała świadomość szacunku — jak to im powiedziałem podczas spotkania międzyreligijnego w Kolombo — wartości. Kiedy czytamy to, co mówi Sobór Watykański II o wartościach w innych religiach — poszanowanie — pod tym względem Kościół bardzo się rozwinął. I musimy to powiedzieć nie wstydząc się, że w dziejach Kościoła są okresy mroczne, bo także i my jesteśmy na drodze nieustannego nawrócenia: zawsze od grzechu ku łasce. A te braterskie relacje międzyreligijne, zawsze z zachowaniem wzajemnego szacunku, są łaską. Nie wiem, czy było coś jeszcze, o czym zapomniałem... To wszystko? Vielen danke.

Sébastien Maillard: Zachowując szacunek dla różnych religii, dokąd można się posunąć w wolności słowa, która także jest podstawowym prawem człowieka?

Dziękuję za pytanie, jest inteligentne. Uważam, że obydwie te wolności są podstawowym prawem człowieka: wolność religijna i wolność słowa. Nie można... pomyślmy... Jest pan Francuzem, powiedzmy o Paryżu! Powiedzmy jasno. Nie można ukryć prawdy, że każdy ma prawo do praktykowania swobodnie swej religii, nie obrażając nikogo. Tak czynimy, chcemy czynić wszyscy. Po drugie, nie wolno obrażać, prowadzić wojny, zabijać w imię swojej religii, to znaczy w imię Boga. To, co się dzieje obecnie, jest dla nas nieco... zaskakujące. Ale zawsze pomyślmy o naszych dziejach: ileż było wojen religijnych! Niech pan pomyśli o «nocy św. Bartłomieja»... jak to rozumieć? Także my grzeszyliśmy pod tym względem. Ale nie można zabijać w imię Boga. To jest aberracja. Zabijanie w imię Boga jest aberracją. Myślę, że to jest sprawa najważniejsza odnośnie do wolności religijnej: trzeba postępować z wolnością, nie obrażając, a także nie narzucając i nie zabijając.

Wolność słowa. Każdy człowiek ma nie tylko swobodę, prawo, ale ma także obowiązek mówienia tego, co myśli, aby wspierać dobro wspólne. Obowiązek. Pomyślmy o deputowanym, o senatorze: jeśli nie mówi tego, co według niego jest prawdziwą drogą, to nie współpracuje na rzecz dobra wspólnego. I nie tylko oni, także wielu innych. Mamy obowiązek mówić otwarcie, korzystać z tej wolności, ale bez obrażania. Ponieważ prawdą jest, że nie można reagować gwałtownie, ale jeśli dr Gasbarri, wielki przyjaciel, powie mi złe słowo pod adresem mojej mamy, to dostanie pięścią! To normalne! To normalne. Nie można prowokować, nie można obrażać wiary innych, nie można robić sobie żartów z wiary. Papież Benedykt XVI w jednym z przemówień — dobrze nie pamiętam, gdzie — mówił o tej mentalności postpozytywistycznej, metafizyce postpozytywistycznej, która w ostateczności prowadziła do przekonania, że religie lub religijne formy wyrazu są rodzajem subkultury, że są tolerowane, ale niewiele znaczą, nie należą do kultury oświeconej. To właśnie jest dziedzictwem Oświecenia. Wielu ludzi, którzy źle mówią o religiach, wyśmiewają się z nich, powiedzmy «robią sobie zabawkę» z religii innych, prowokują, i może dojść do tego, co się stanie, gdyby dr Gasbarri powiedział coś przeciwko mojej mamie. Istnieje granica. Każda religia ma godność, każda religia szanująca życie ludzkie, osobę ludzką. I nie mogę się z niej naśmiewać. To jest granica. Podałem ten przykład granicy, aby powiedzieć, że w wolności słowa istnieją granice, jak ta dotycząca mojej mamy. Nie wiem, czy udało mi się odpowiedzieć na to pytanie. Dziękuję.

Joshua McElwee: Wasza Świątobliwość wiele razy wypowiadał się przeciwko ekstremizmowi religijnemu. Czy Wasza Świątobliwość ma jakiś konkretny pomysł, jak włączyć innych przywódców religijnych w rozwiązanie tego problemu? Może spotkanie w Asyżu, jak to zrobili papież Jan Paweł II i papież Benedykt XVI?

Dziękuję. Złożono także i tę propozycję. Wiem, że niektórzy nad tym pracują. Rozmawiałem z kard. Tauranem, który jest w Radzie ds. Dialogu Międzyreligijnego, i o tym słyszał. Wiem, że to pragnienie zostało wyrażone nie tylko przez nas, ale jeszcez mocniej przez innych, wyszło od strony innych religii i coś jest na rzeczy. Nie wiem, czy jest coś organizowane, ale istnieje takie pragnienie. Dziękuję.

Lynda Jumilla Abalos: Chciałabym zapytać, czy Wasza Świątobliwość będzie wspierał Komisję na rzecz Prawdy w Sri Lance i innych krajach rozdartych wewnętrznymi konfliktami...

Nie znam dobrze tych komisji. Znałem tę, która działała w Argentynie w swoim czasie, po dyktaturze wojskowej, i ją poparłem, ponieważ była na dobrej drodze. O tych nie mogę nic konkretnie powiedzieć, bo ich w rzeczywistości nie znam. Tak, popieram wszelkie wysiłki w celu ustalenia prawdy, a także zrównoważone wysiłki, nie takie jak zemsta, zrównoważone, mające pomóc w dojściu do zgody. Usłyszałem coś od prezydenta Sri Lanki — nie chciałbym, aby to interpretowano jako komentarz polityczny — powtarzam to, co usłyszałem, i z czym się zgadzam. Powiedział mi, że pragnie on dalej pracować dla pokoju — pierwsze słowo — pojednania, przede wszystkim. Potem poszedł dalej, powiedział inne słowo: bo trzeba stworzyć harmonię w ludzie. Harmonia to więcej niż pokój i pojednanie. To więcej. Jest jeszcze piękniejsza. Istnieje również harmonia muzyczna. A następnie przeszedł do kolejnych słów — gdyż ta harmonia da nam szczęście i radość. Pokój, pojednanie, harmonia, szczęście i radość. Byłem zdumiony i powiedziałem: «Z przyjemnością tego słucham, ale nie jest to łatwe». Piąte słowo: tak, powinniśmy dotrzeć do serca ludzi. A to ostatnie słowo, tak głębokie, daje mi do myślenia, żeby odpowiedzieć na pani pytanie: jedynie docierając do serca ludu, który wie, co to jest cierpienie, który wie, czym są niesprawiedliwości, który tak wiele wycierpiał w czasie wojen, a także w okresie rządów dyktatorskich, tak wiele!... tylko docierając tam — także lud potrafi przebaczać — możemy znaleźć właściwe drogi, bez kompromisów, słuszne, by postępować w tym, o czym pani mówi. Komisje śledcze zajmujące się badaniami prawdy są jednym z elementów, które mogą pomóc, przynajmniej myślę o tych w Argentynie: to jest element, który pomógł. Jest to jeden z elementów, ale są inne, które musimy zrealizować, abyśmy mogli osiągnąć pokój, pojednanie, harmonię, szczęście, a także dotrzeć do serca ludu. To mi przychodzi na myśl, a cytuję słowa prezydenta, które wydawały mi się słuszne.

Następnie o. Lombardi poprosił Papieża, aby powiedział kilka słów życzeń dla włoskiej agencji ANSA, która kończy 70 lat.

Po raz pierwszy zetknąłem się z ANSĄ, kiedy poznałem Francescę Ambrogetti w Buenos Aires. Francesca była przewodniczącą grupy, zespołu dziennikarzy zagranicznych w Buenos Aires. Dzięki niej poznałem ansę, a ta kobieta dobrze reprezentowała ansę w Buenos Aires. Życzę wam wszystkiego najlepszego. 70 lat to nie żart! Wytrwać w służbie przez 70 lat to wielka zasługa. Życzę wam wszystkiego najlepszego, zawsze tego, co najlepsze. Mam zwyczaj, kiedy nie wiem, jak sprawy się mają, prosić św. Teresę od Dzieciątka Jezus, aby jeśli bierze w swoje ręce jakiś problem, jakąś sprawę, posłała mi różę, i ona to niekiedy robi, ale w dziwny sposób. Prosiłem ją także w intencji tej podróży, aby ją wzięła w swoje ręce i posłała mi różę, ale zamiast róży sama przyszła mnie pozdrowić. Dziękuję Carolinie, dziękuję św. Teresce, i dziękuję też wam. Dziękuję. Miłego dnia.

Wydanie drukowane

 

TRANSMISJA BEZPOŚREDNIA

St. Peter’s Square

18 marca 2019

PODOBNE WIADOMOŚCI