Uwaga

Nasza strona wykorzystuje pliki cookies
Cookies to małe pliki tekstowe, które pomagają nam polepszyć korzystanie z naszych stron. Więcej informacji o wykorzystywaniu przez nas cookies można znaleźć w Warunki polityki prywatności.

Od nieobecności do obecności

 Serce ludzkie nie czuje się, nie może czuć się zaspokojone bez miłości, bez łączności z najbliższymi. Jak w Eucharystii, tak i w rodzinie nie da się odczuwać radości z komunii, jeśli nie ma najpierw obecności, rzeczywistej i trwałej. Nie jest tajemnicą, że dzisiaj rodzina ma przed sobą wiele ważnych wyzwań. Często dostrzegamy problemy i proponujemy rozwiązania jakby z zewnątrz, z punktu widzenia gospodarki, struktur prawnych i społecznych czy zmian kulturowych, czyli biorąc pod uwagę czynniki zewnętrzne, oczywiście ważne dla dobrego samopoczucia człowieka; ale życie rodzinne umacnia się poczynając od wewnątrz, od ludzi i wrodzonego pragnienia każdego człowieka, by kochać i być kochanym. Z perspektywy osobowej widzimy, że nie stoimy jedynie przed problemem społecznym, ale że istnieje też wewnętrzna, głęboka rana, którą trzeba uzdrowić, w samym sercu i duszy rodziny i jej życia. W obecności z nami w Kościele Jezusa Chrystusa, który mówi do nas poprzez Słowo i mieszka z nami w Eucharystii, możemy odkryć na nowo tę obecność, która leczy rany nieobecności. Nauczenie się rozeznawania Jego obecności i bycie obecnymi dla Niego otwiera nas z kolei na obecność innych. 

Andriej Rublow, «Trójca Święta»

Dzisiaj przeżywamy kryzys, spowodowany faktem, że choć pragniemy obecności drugiej osoby, z którą moglibyśmy dzielić życie i siebie, znajdujemy tylko nieobecność. Najbardziej oczywistą nieobecnością jest wzajemna nieobecność fizyczna osób. Praca jest ważnym składnikiem ludzkiego powołania, ale może stać się sposobem ucieczki od wysiłków, często trudniejszych, związanych z budowaniem relacji międzyludzkich. Praca powinna służyć życiu rodzinnemu, a nie szkodzić mu. Niestety, wiele rodzin na świecie rozdzielają wymykające się spod kontroli okoliczności, takie jak wojna czy terroryzm, które zmuszają rodziny do ucieczki z własnego domu, albo jak ubóstwo, które każe im przyjmować jakąkolwiek pracę gdziekolwiek, żeby móc utrzymać się przy życiu. Jesteśmy wezwani do modlitwy i pracy na rzecz bardziej sprawiedliwego społeczeństwa, społeczeństwa, które również w okresach kryzysów uzna priorytet rodziny i jej potrzebę jedności. Wśród tych rodzin, którym okoliczności życiowe dają wolność wyboru, jak spędzać czas, istnieje nieobecność może nawet bardziej bolesna, gdyż jest ona wynikiem wyboru. Złudzenie, że posiadać czy doznawać więcej może wypełnić pustkę wewnętrzną, popycha ludzi do szukania dóbr, doznań i przyjemności. Same te poszukiwania nie mogą spełnić najgłębszych pragnień ludzkiego serca. Zwłaszcza w bogatych społeczeństwach wielu ludzi stara się posiadać i robić coraz więcej, ale jedynym tego wynikiem jest ich coraz głębsze niezadowolenie. Pewnego razu przechodziłam obok pięknego domu tonącego w bujnej zieleni ogrodu i podzieliłam się moim zachwytem z towarzyszącą mi przyjaciółką, ale ona powiedziała z oczami pełnymi smutku: «Znam właścicielkę, chętnie oddałaby to wszystko, by mieć przy sobie znowu rodzinę, swojego męża i dzieci, które miała nadzieję tam wychowywać». Kiedy się oddalamy od najbliższych, od tych, których miłość jest prawdziwym bogactwem, poczucie odizolowania może sprawić, że pustka stanie się przytłaczająca. Nieobecność nie jest problemem tylko fizycznym, ma też charakter duchowy. Nawet będąc z kimś, możemy pozostawać zamknięci na dar drugiej osoby. W sztuce Karola Wojtyły Promieniowanie ojcostwa Adam, główna postać dramatu, znajduje się w tłumie robotników po całodziennej ciężkiej pracy. Jest otoczony ludźmi, a jednak czuje się całkowicie samotny. Odrzucił zarówno ojcostwo Boga, jak i swoje własne, uważając te relacje za zbyteczny balast dla swojej wolności. Przebudzenie następuje, kiedy zdaje sobie sprawę, że już wewnątrz własnej rodziny on sam się odizolował i że jest nie tyle samotny, ile zamknięty na innych. To jego obawa przed zawierzeniem się komuś innemu i przed przyjęciem odpowiedzialności za drugą osobę leżała u podstaw takiego wyboru, on chciał się odsunąć, chciał być nieobecny we wspólnocie. Uświadamia sobie wtedy, że może wybrać ryzyko miłości, pozwolić sobie być „moim” kogoś innego i przyjąć kogoś innego jako „mojego”. Ostatnio byłam z przyjaciółką na obiedzie w restauracji pełnej klientów. Przy każdym stole siedzieli razem ludzie; siedzieli ze sobą nie zamieniając ani słowa. Wszyscy byli zajęci sprawdzaniem na komórkach esemesów czy poczty elektronicznej albo przeglądaniem stron internetowych. To była ikona „rzeczywistej nieobecności”, czyli niezdolności zwrócenia uwagi na dar, jakim jest drugi człowiek. Izoluje ona człowieka i zostawia go samego w więzieniu indywidualizmu. Na ikonie Trójcy Świętej Rublowa widzimy coś dokładnie odwrotnego, przeciwieństwo tej rzeczywistej nieobecności. Trzy boskie Osoby siedzą przy stole i patrzą sobie wzajemnie w twarz. Pochylone głowy Syna i Ducha, zwrócone ku Ojcu, wyrażają uważny szacunek dla Tego, który jest taki jak Oni, ale również osobowo jedyny. Ich wzajemne otwarcie się na siebie nie zamyka ich w sobie. Otwiera ich na komunię podzielaną z tymi, którzy patrzą na ten obraz. Czwarte miejsce przy stole jest od strony widza, który jest zaproszony nie tylko do tego, by dzielić z nimi posiłek, ale i do tego, by dołączyć swoją obecność w bardziej intymny sposób do obecności tych trzech Osób i uczestniczyć w radości wspólnego życia. Można odkryć na nowo dar rzeczywistej obecności w rodzinie, ale do tego potrzebne jest zamierzone myślenie i działanie wbrew panującej kulturze. Obecność zakłada wybór bycia z drugim człowiekiem. Wybór ten jest sam w sobie uczuciową afirmacją innego od siebie. Wybór bycia z kimś jest równoznaczny ze stwierdzeniem: «Zasługujesz na to, bym poświęcił ci mój czas. Przebywanie z tobą jest piękne, gdyż ty jesteś piękny». Jednakże, patrząc głębiej, wybór skupienia uwagi na drugiej osobie, gdy jesteśmy razem, wyraża miłość preferencyjną. Mówi: «Jesteś w tej chwili najważniejszą dla mnie osobą. Jesteś ważniejszy niż biznes, telefon, e-mail». Następowanie po sobie wielu takich chwil z czasem staje się dla tej osoby gwarancją miłości, podstawą głębokiej więzi komunii. Po dokonaniu tego wyboru, wyrażającego preferencję dla osoby, we wzajemnej obecności pośredniczy wzrok, spojrzenie. Kiedy Bóg stworzył świat, jego spojrzenie odzwierciedlało i komunikowało dobroć tego wszystkiego, co stworzył. Po stworzeniu istoty ludzkiej, mężczyzny i kobiety na obraz Boży, wzrok Boga sugerował stwierdzenie, że wszystko, co uczynił, było dobre. Pierwsze spojrzenie, które zwrócili ku sobie Adam i Ewa, było pełne zdumienia i zachwytu, było to spojrzenie, które radowało się, że widzi kogoś innego od siebie, z kim może dzielić życie w całkowicie osobistym spotkaniu. Hans Urs von Balthasar pisze często o spojrzeniu matki, które komunikuje dziecku jego dobroć, uprzytomniając mu, że jest rzeczywiście kochane. W rodzinie każda osoba jest zachęcana, by patrzyć na innych, by im przekazywać pełnym uczucia i podziwu spojrzeniem postrzegane w nich piękno. To jest konieczna podstawa, by być obecni jedni dla drugich. Obecność zdaje się nie tylko na wzrok, ale i na słuch, a raczej na zdolność słuchania. Tradycyjna ikonografia dobrze oddaje wagę wzroku i słuchu. Postacie portretowane na ikonach mają duże oczy i uszy, ale na ogół bardzo małe usta. Ten sposób ich przedstawiania jest instrukcją sposobu uważnej modlitwy. Zaprasza modlącego się, by patrzył i słuchał, ale mówić powinien bardzo niewiele. Taka postawa jest z pewnością fundamentalna dla modlitwy, ale jest też fundamentalna dla obecności, która zwraca uwagę na innych. Osoby, które mieszkają w gęsto zaludnionych miastach są często najbardziej samotne. Otacza je wielu ludzi, ale obecność tych ludzi nie zważa na innych. To może się łatwo przydarzyć również w rodzinie. Nawał zajęć podyktowanych przez życie współczesne może pochłaniać tak wiele naszego czasu i uwagi, że bardzo mało ich zostaje dla naszej rodziny. Wszechobecna wrzawa i zalew słów mogą sprawić, że głuchniemy na głosy innych. Zachodzi niebezpieczeństwo, że staniemy się sobie wzajemnie obcy żyjąc pod tym samym dachem. Patrzenie i słuchanie to pierwsze elementy gościnności, przyjęcia i daru rzeczywistej obecności. Prawda tej dynamiki objawia się ewidentnie w odwiedzinach Jezusa w domu Marty i Marii w Betanii, tak jak opowiada o niej Ewangelia św. Łukasza. Marta krząta się i uwija, by godnie i gościnnie przyjąć Jezusa. Przygotowuje obiad, który mógłby ofiarować sposobność doświadczenia komunii umysłów i serc, ale jej duch gubi się w tej pracy. Problemem nie jest to, co robi, ale jej nastawienie. Koncentrując się zbytnio na wykonywanej pracy, straciła z oczu relację, która jest tej pracy powodem. Maria natomiast rozumie pierwszeństwo relacji z gościem. Jest świadoma tego, że patrzenie i słuchanie jest konieczne, jeżeli chce być obecna dla Jezusa, z Jezusem. To jest najpierwsza gościnność, darzenie względami innego od siebie. Ta serdeczna uwaga może być powodem działania. Życie rodzinne jest pełne uczynków służących innym, ale żeby te uczynki komunikowały miłość, która je podyktowała, trzeba, ażebyśmy najpierw byli obecni jedni dla drugich. Obecność wyjawia miłość, a obecność trwała wyjawia miłość niezmienną. To jest to, czego nauczył nas Jezus za pomocą darów Eucharystii i Ducha Świętego. Przed powrotem do Ojca zapewnił swoich uczniów: «A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata» (Mt 28, 20). Pragnienie Boga, by być z nami, wyrażone najpełniej w Jego Wcieleniu, w Jego przyjściu do nas i przebywaniu z nami jako jeden z nas, pozostaje i trwa. W Nim i w Jego wierności tkwi pierwsze i najgłębsze lekarstwo na rzeczywistą nieobecność. On jest rzeczywiście obecny, nieskończenie uważny, nieustannie wybiera przebywanie z nami i w nas. Nigdy nie jest zbyt zajęty, by nas wysłuchać, by poznać pragnienia naszego serca, które jedynie On może zrealizować. Jezus spotyka nas w zwykłych wydarzeniach naszego dnia powszedniego tak samo jak kobietę z Samarii: siedząc przy studni, dostrzegając nasze pragnienie miłości i ofiarując nam jego ugaszenie. Ofiaruje nam, jak i jej ofiarował, dar żywej wody, tryskającej wewnątrz. Uczy nas oddawania czci w Duchu i prawdzie, rozpoznawania, że każda chwila może być miejscem spotkania z Tym, który pragnie naszej miłości tak, jak i my pragniemy Jego miłości. Wysyła nas, byśmy dzielili się z osobami, które kochamy, zaproszeniem, by i one Go spotkały. Czyni nas świadkami zbawczej mocy Jego obecności. Jezus spotyka nas tak, jak spotkał swoich markotnych uczniów na drodze do Emaus. Zaczyna z nami rozmawiać, interesuje się naszymi nadziejami i marzeniami, naszymi rozczarowaniami i wątpliwościami. Uczestniczy w naszych przykrościach i swoim słowem rzuca światło na dręczące nas pytania. Chodzi z nami drogami, które pokonujemy, i siada z nami przy stole, gdzie daje się nam rozpoznać po łamaniu chleba. W Jego obecności dowiadujemy się, że jesteśmy kochani. Ta miłość, bezwarunkowa i nieprzerwana, daje nam pokój pozwalający przyjąć innych, daje nam wewnętrzną wolność wyboru obecności dla innych, daje nowe spojrzenie, by patrzeć na nich serdecznie, daje cierpliwość wysłuchania ich uważnym sercem. Dzisiaj wysiłek bycia obecnymi dla innych jest wyzwaniem większym niż kiedykolwiek. Pełno jest sposobności uczestniczenia w wydarzeniach i działaniach, otrzymywania informacji z całego świata i rozrywek na żądanie. O ile te możliwości mogą dodawać wigoru, to tak szeroki ich wachlarz może wywołać iluzoryczne wrażenie nieograniczoności czasu i nieskończoności zajęć. Możemy zapomnieć o naszych ludzkich ograniczeniach. Owszem, możemy mieć setki „przyjaciół” w sieciach społecznościowych, ale głębiej udaje nam się poznać bardzo niewiele osób. W poszukiwaniu tej wielorakości płytkich związków narażamy się na niebezpieczeństwo, że nie nawiążemy żadnych głębszych relacji. Czasem nachodzi nas potrzeba świadomego oporu wobec tej lekkomyślności, która pozwala nam unosić się na powierzchni życia. Możemy też paść ofiarą reklamowych haseł konsumeryzmu, które obiecują nam natychmiastowe zaspokojenie naszych zmysłów i emocji. Jeśli zastanowimy się chwilę nad doświadczeniami naszego życia, odkryjemy, że aby poznać naprawdę i głębiej siebie lub innych, potrzebna jest cierpliwość, która służy pogłębianiu znajomości i uczuć w czasie. Ponowne odkrycie w miłości bogactwa, które rodzina wspólnie posiada, zakłada nowe zaangażowanie się w rzeczywistą obecność. Zaprasza do wyboru spędzania czasu z innym od siebie. Nawołuje każdego, by był uważny, by słuchał i cieszył się innym od siebie, którego inność jest ubogaceniem, a nie zagrożeniem. W obecności Najświętszego Sakramentu siadamy u stóp Nauczyciela, który może dopomóc nam nauczyć się, jak przystanąć w obecności drugiego człowieka, a zatem jak zauważyć jego piękno. W Chrystusie, obecnym dla nas w Eucharystii i w nas poprzez Ducha Świętego, który nas zamieszkuje, odkrywamy tę prawdę, że miłość jest obecnością ciągłą, stałą. W swojej nauce społecznej Kościół wielokrotnie powtarza, że społeczeństwo jest silne w takiej mierze, w jakiej silna jest rodzina. Rodzina zaś jest tak silna, jak silna jest miłość, która łączy każdego jej członka z innymi. Miłość w rodzinie jest tak silna, jak silne jest zaangażowanie w to, by być rzeczywiście obecni i w ten sposób kochać się wzajemnie tak, jak zostaliśmy umiłowani jako pierwsi.

Mary Madeline Todd

Autorka

Mary Madeline Todd, dominikanka ze Zgromadzenia św. Cecylii w Nashville, Tennessee, w Stanach Zjednoczonych. Po dyplomie magisterskim w dziedzinie literatury uzyskała doktorat z teologii na Papieskim Uniwersytecie świętego Tomasza z Akwinu w Rzymie. Wśród jej publikacji należy wymienić «Two Women and the Lord; the Prophetic Vocation of Women in the Church and the World», w «Promise and Challenge» (pod red. Mary Rice Hasson, Huntington, Our Sunday Visitor, 2015). Jest adiunktem na wydziale teologii w Aquinas 

Wydanie drukowane

 

TRANSMISJA BEZPOŚREDNIA

St. Peter’s Square

15 grudnia 2019

PODOBNE WIADOMOŚCI