Uwaga

Nasza strona wykorzystuje pliki cookies
Cookies to małe pliki tekstowe, które pomagają nam polepszyć korzystanie z naszych stron. Więcej informacji o wykorzystywaniu przez nas cookies można znaleźć w Warunki polityki prywatności.

Oblicza ludzi, oblicza Boga

· Wykluczeni ze społeczeństwa pokazani na wystawie Homeless Lee Jeffriesa ·

Gdy ogląda się wizerunki na wystawie Homeless angielskiego fotografa Lee Jeffriesa, przychodzi na myśl Papież Franciszek. Te zbliżenia twarzy, zbyt szybko postarzałych, wyniszczonych przez alkohol i narkotyki, głęboko naznaczonych życiem w niedostatku, pozbawionym ciepła, spędzanym przeważnie na ulicy, zdają się w istocie przywoływać słowa Papieża, który niestrudzenie zwraca uwagę na peryferie egzystencjalne, który wzywa, aby pochylać się nad ciałami ubogich, nad ranami wyrzuconych na margines społeczeństwa, ponieważ są to ciała i rany Chrystusa. Są to twarze bezdomnych, mężczyzn i kobiet wykluczonych z tego społeczeństwa odrzucającego – jak je określa Papież – w którym nie ma miejsca dla ludzi nieproduktywnych, starych, chorych, którzy z tego względu stają się niepotrzebni, a nawet szkodliwi; a zatem czymś, czego należy się pozbyć, a jest to rezultat owej globalizacji obojętności, wielokrotnie napiętnowanej w homiliach i przemówieniach.

Niezwykła praca Jeffriesa, publikowana dotychczas tylko w sieci, za którą uzyskał wyróżnienia i nagrody, ma teraz swoją premierę światową w Museo di Roma na Zatybrzu, gdzie prezentowana będzie do 12 stycznia 2014 r., w ramach 12. edycji międzynarodowego festiwalu fotografii w Rzymie. Pięćdziesiąt zdjęć biało-czarnych bez podpisów, dat i odnośników geograficznych, bowiem sfotografowane twarze ukazują cierpienie ponadczasowe i nędzę, która stała się stylem życia niezależnie od miejsca. Aby o nich opowiedzieć, nie trzeba słów. Każda twarz opowiada jakąś historię, jedyną.

Owe portrety na wystawie Homeless to oblicza współczesnego ubóstwa, choć wydaje się, jakby pochodziły z przeszłości. Bowiem patrząc na nie, niemal odnosi się wrażenie, jakby już się je widziało, oglądało gdzie indziej. Owo déjà-vu wyjaśnia kurator wystawy Giovanni Cozzi, według którego w tych zdjęciach jest „to samo światło, jakie widać było na obliczach grzeszników, świętych, mężczyzn i kobiet z ludu, malowanych bądź rzeźbionych w marmurze u stóp Bóstwa, czy to Chrystusa, czy Madonny, przez Caravaggia, Leonarda, Michała Anioła, Berniniego, a także w największych dziełach europejskiej sztuki renesansowej i barokowej”. Tak iż, dodaje, „bardziej niż o fotografii, można tu mówić o sztuce sakralnej. I właśnie to pozostaje z boskiej tragedii Jeffriesa: sacrum , prawdziwy sens istnienia ludzkiego, zbyt ludzkiego, w zstąpieniu do piekieł i wstąpieniu do nieba”.

Skądinąd sam autor twierdzi, że „cierpienie i duchowość to synonimy” i że jego celem jest „odwołanie się do poczucia wiary i człowieczeństwa widzów”. Cierpienie to widać w zmarszczkach, w bliznach, którymi poorane są twarze, którym głębię nadaje wyraźna czerń, uwydatniająca światło oczu. Fotograf wie, że oczy w portrecie są wszystkim, ponieważ w nich przebijają emocje, radości i cierpienia, nadzieje i rozczarowania. A zatem głównie na nich skupia się w swojej osobistej narracji. I jeśli prawdziwe jest popularne powiedzenie, że „oczy są zwierciadłem duszy”, to Jeffries próbuje wręcz pokazać nam duszę portretowanych osób.

Wydanie drukowane

 

TRANSMISJA BEZPOŚREDNIA

St. Peter’s Square

22 września 2019

PODOBNE WIADOMOŚCI