Uwaga

Nasza strona wykorzystuje pliki cookies
Cookies to małe pliki tekstowe, które pomagają nam polepszyć korzystanie z naszych stron. Więcej informacji o wykorzystywaniu przez nas cookies można znaleźć w Warunki polityki prywatności.

Nigdy nie byłam grzeczną dziewczynką

· Słuchając prawosławnej kompozytor rosyjskiej Sofii Gubajduliny ·

W Związku Radzieckim - na szczęście - kompozytorowi mogła grozić śmierć za styl użyty w partyturze muzycznej. W 1939 r. została wystawiona opera Dymitra Szostakowicza „Lady Macbeth mceńskiego powiatu”. Miesiąc później „Prawda” ostro skrytykowała to dzieło, nazywając je „chaosem zamiast muzyki” w anonimowym artykule, którzy był przypisywany samemu Stalinowi, obecnemu na przedstawieniu. Trudno myśleć z nostalgią o tego typu wydarzeniach, ale fakt, że szef rządu poszedł na koncert, dziś byłby opisany na pierwszych stronach gazet. Wówczas tak nie było, bo muzyka była uważana za rzecz poważną. Kompozytor miał swoją rolę społeczną, jak każdy inny artysta lub intelektualista. Władza zatem go kontrolowała.

Taki był kontekst, w którym urodziła się w 1931 r. w Czystopolu, w radzieckiej republice Tatarstanu, Sofia Gubajdulina. Wielka kompozytorka, która nigdy nie była grzeczną dziewczynką. Przeciwnie, z determinacją realizowała swój zamysł, by iść «złą drogą». Zresztą taką radę dał jej sam Szostakowicz, inny geniusz, który co prawda skomponował swoją V Symfonię, mocno upraszczając język, by Stalin pomyślał, że wraca on do wzorów realizmu socjalistycznego, lecz spotykając na swojej drodze tak wielki talent jak Gubajdulina, nie przyszło mu nawet do głowy radzić jej, by ograniczała swoją twórczą wyobraźnię, a wręcz popychał ją w przeciwną stronę.

Paradoksalnie zatem właśnie w środowisku o ciasnych horyzontach kulturalnych, które przykleiło jej etykietkę osoby «nieodpowiedzialnej» z powodu jej alternatywnych poszukiwań, rozwinęła się oryginalna i burzliwa twórczość jednej z najbardziej wybitnych i nowatorskich kompozytorów XX w.

«Jestem osobą religijną, prawosławną Rosjanką, i uważam religię w dosłownym znaczeniu tego słowa za coś co wiąże, co stanowi więź w życiu. Muzyka nie ma ważniejszego zadania niż to». Gubajdulina tak definiuje siebie i tak definiuje również swoją drogę artystyczną i egzystencjalną. Aby jednak wyrazić to w muzyce, trzeba wybrać określone kryteria, jasne dla słuchających.

Odwołuje się Pani głównie do aspektu symbolicznego. «Co to znaczy symbol? Według mnie jest to maksymalna koncentracja znaczeń, obraz licznych idei, które istnieją również poza naszą świadomością. Różnorodne korzenie, które można znaleźć również poza ludzką świadomością, wyrażają się także poprzez jeden tylko gest».

Gubajdulina posuwa się dalej i odczytuje sam dźwięk w kluczu symbolicznym. Na przykład pierwsza część sonaty na skrzypce i wiolonczelę «Raduj się» oparta jest w dużej mierze na przejściu od dźwięku realnego do dźwięku harmonicznego (od konkretu do lekkości). Efekt ten uzyskuje się zmniejszając siłę, z jaką palec przyciska strunę. Im bardziej palec się podnosi - «wstępuje», staje się lekki – tym bardziej dźwięk subtelnieje, jego barwa się przemienia. Jaśniej już nie można.

Jednak to jeszcze nie wystarcza, więc kompozytor robi następny krok: opiera ten swój symboliczny świat na niezwykłych kombinacjach instrumentalnych, posługując się kwartetem saksofonów i perkusji (w «Erwartung»), lub wykorzystując koto (charakterystyczny instrument japoński) z towarzyszeniem orkiestry.

Niekiedy nawiązuje pośrednio do ludowej muzyki rosyjskiej, jak w przypadkach, kiedy wykorzystuje bajan, chromatyczny akordeon guzikowy, który wcześniej bardzo rzadko był używany w muzyce poważnej. Gubajdulina wyczuwa jego ogromną siłę ekspresji i używa go często, zwłaszcza w utworze uważanym przez wielu za arcydzieło: w «Siedmiu Słowach» na wiolonczelę, akordeon i instrumenty smyczkowe. Już sam wybór ostatnich siedmiu słów Chrystusa na krzyżu, przypomnianych bez posługiwania się tekstem, daje obraz stopnia abstrakcji dzieła, w którym wiolonczela przedstawia ofiarę, Boga-Syna, akordeon jest Bogiem-Ojcem, a instrumenty smyczkowe – Duchem Świętym. Lecz symbolika jest przede wszystkim w gestach, w dźwiękach. Czasem jasna, kiedy indziej ukryta, lecz zawsze obecna do końca, kiedy wiolonczela stopniowo przesuwa smyczek coraz niżej, aby w momencie śmierci sięgnąć mostka. Dźwięk staje się wówczas gwałtowny, nieprzyjemny, szorstki. Lecz to jeszcze nie koniec, smyczek przechodzi poniżej mostka, do części, gdzie struny wydają dźwięk ostry, daleki, niezharmonizowany. To przemienienie, przejście od jednego stanu do drugiego. Gubajdulina jest kobietą, która nie bała się przejść przez mostek. Jaśniej już nie można.

Marcello Filotei

Wydanie drukowane

 

TRANSMISJA BEZPOŚREDNIA

St. Peter’s Square

10 grudnia 2019

PODOBNE WIADOMOŚCI