Uwaga

Nasza strona wykorzystuje pliki cookies
Cookies to małe pliki tekstowe, które pomagają nam polepszyć korzystanie z naszych stron. Więcej informacji o wykorzystywaniu przez nas cookies można znaleźć w Warunki polityki prywatności.

Niebezpieczeństwo logofobii

· W debacie na temat praw par homoseksualnych ·

W debacie, często przybierającej tony konfliktu, między tymi, którzy negują, i tymi, którzy twierdzą, że pary homoseksualne winny mieć takie same prawa, jakie przyznaje się rodzinie, prawdziwym niebezpieczeństwem jest logofobia, czyli lęk przed spokojnym dyskutowaniem nad bardzo ważnym zagadnieniem teoretycznym i praktycznym zarówno na płaszczyźnie kulturowej, jak i społecznej. Interpretacja niedawnego orzeczenia włoskiego trybunału kasacyjnego, potwierdzająca powierzenie pod opiekę matki nieletniego dziecka, nawet jeżeli współżyje ona z inną kobietą, jest tego przykładem. Niewielu spośród tych, którzy się z tego cieszą, mówiąc o uznaniu równości par homoseksualnych i rodziny, i tych, których to oburza, zauważa, że została po prostu potwierdzona tendencja, że w przypadkach separacji dąży się do powierzania matce zadania wychowywania i dbania o rozwój dziecka.

Nawet kwestia, czy dziecko może się rozwijać, zachowując właściwą równowagę psychiczną, także w łonie pary homoseksualnej, jest postawiona niewłaściwie i nie jest istotą problemu etycznego i prawnego. Faktycznie dziecko może dojrzewać w trudnych i problematycznych sytuacjach, to znaczy takich, których z natury rzeczy się nie pragnie ani nie planuje: są dzieci wychowywane tylko przez matkę albo samego ojca z powodu śmierci jednego z rodziców, albo takie, które doświadczyły sierocińca bądź wzrastały w środowiskach poligamicznych. Ale nikt nie uważa, że powinno się tworzyć takie sytuacje, tylko dlatego, że w niektórych przypadkach nie powodują szkody.

Wynik procesu wychowania jest owocem wielu czynników. Głównym problemem teoretycznym i praktycznym w przypadku homoseksualizmu jest fakt, że dąży on do zanegowania w imię orientacji seksualnej wartości i znaczenia zróżnicowania na płeć męską i żeńską oraz jego, by tak powiedzieć, pierwotnego wymiaru antropologicznego. Tożsamość człowieka nie jest zresztą określana przez orientację jako taką, bowiem natura ludzka jest zawsze spolaryzowana, męska i żeńska. Jest to zróżnicowanie, mające konkretną fizjonomię, nie tylko psychiczną, „mentalną” czy dotyczącą ról społecznych. Istota ludzka jest mężczyzną i kobietą. Rodzina, mająca dzieci czy bezdzietna, doświadcza w jedności i w relacjach między różnicami złożoności naszego bycia osobami ludzkimi. Dlatego, a nie tylko z racji biologicznych, rodzina monogamiczna jest idealnym miejscem, w którym powinno się uczyć znaczenia relacji ludzkich, i stanowi środowisko, nie tylko społeczne, ale przede wszystkim antropologiczne, które umożliwia najlepszą formę rozwoju; a jej kryzys nie jest być może pozbawiony związku z faktem, że osoby ze skłonnościami homoseksualnymi chcą budować związki par coraz bardziej przypominające więzi rodzinne, domagając się prawa do dzieci i do adopcji, które w rzeczywistości nie istnieje dla nikogo, także w przypadku par heteroseksualnych. Dzieci nie są przedmiotami ani narzędziami realizacji, są osobami.

Same pary homoseksualne nie mogą zaprzeczyć istnieniu różnicy rodzaju, są bowiem albo męskie, albo żeńskie, czyli nie eliminują biegunowości jako takiej, ale wykluczają ją z relacji poprzez wybór, który jest faktycznie subiektywny. O ile orientacja homoseksualna jako taka nie jest wyborem – podobnie zresztą jak nie jest nim skłonność heteroseksualna – a zatem nie ma sensu oceniać osób na podstawie ich skłonności, i niesprawiedliwa oraz niemoralna jest wszelkiego rodzaju dyskryminacja, o tyle wybór relacji jest, przeciwnie, zawsze aktem wolności, a jako taki nabiera znaczenia społecznego, które należy uwzględnić. Odnośnie do tej kwestii oceny moralne, psychologiczne, religijne, socjologiczne, jeżeli nie stają się obraźliwe, są słusznie zróżnicowane i muszą mieć prawo do obywatelstwa i pełnego wyrazu. Debata, jaka jest prowadzona aktualnie we Francji, gdzie parom homoseksualnym zagwarantowano prawa i obowiązki o charakterze majątkowym i opiekuńczym, uwydatnia jednak znaczenie odróżniania tych związków od instytucji rodzinnej. Trzeba potwierdzić cechę rodzicielstwa jako wyraz małżeństwa heteroseksualnego. Nie wystarcza pragnienie czy wola posiadania dzieci, by stało się to prawem, co więcej, trzeba zachować, jako pakt z przyszłymi pokoleniami, ochronę społeczną i kulturową tej jedności w zróżnicowaniu na płeć męską i żeńską, które jest konstytutywnym wymiarem kondycji ludzkiej. Urodzeni z mężczyzny i kobiety.

Jeśli wyjść od logiki polemiki i zrezygnować z postrzegania innego jako wroga, którego trzeba zwalczyć, ta oczywistość antropologiczna będzie mogła być ustrzeżona w społeczeństwie, w którym prawo obywatelskie nie dyskryminuje, nie mieszając jednak i nie eliminując różnic.

Wydanie drukowane

 

TRANSMISJA BEZPOŚREDNIA

St. Peter’s Square

18 października 2019

PODOBNE WIADOMOŚCI