Uwaga

Nasza strona wykorzystuje pliki cookies
Cookies to małe pliki tekstowe, które pomagają nam polepszyć korzystanie z naszych stron. Więcej informacji o wykorzystywaniu przez nas cookies można znaleźć w Warunki polityki prywatności.

Edith Stein i inżynieria zła

· Ostatnie dni w Auschwitz karmelitanki kanonizowanej przez Jana Pawła II w 1998 r. ·

Ostatnia podróż deportowanej Edith Stein zawiodła ją do Auschwitz, gdzie panowała «inżynieria zła», co oznaczało zniszczenie i pewną śmierć, i gdzie została zamieniona w popiół. Naziści w swej zaciekłości byli  przekonani, że wraz z ludem Izraela udało się im  zatrzeć także ślady dokonanych zbrodni oraz  pamięć o nich, a tymczasem pozorni zwycięzcy znaleźli się w szachu, a ci, którzy przeżyli, zdołali o wszystkim opowiedzieć. Można zatem odtworzyć ostatnie dni Edith Stein, zanim odeszły one w niepamięć i zapanowała cisza. Bezlitosna machina zniszczenia zawiodła, mimo doskonałej organizacji, potwierdzonej tajnym telegramem podpisanym przez Eichmanna. 20 lipca 1942 r. został rozpowszechniony i odczytany w Holandii list biskupów holenderskich, który w żarliwy sposób wzywał ludność do udzielania pomocy prześladowanym i opowiadał się po stronie Żydów. Była to pułapka, która dostarczyła okazji: w odwecie naziści urządzili łapankę, podczas której uwięzili również osoby zakonne, 300, pochodzenia żydowskiego. S. Romano stwierdza: «Jej [Edith Stein] deportacja do Auschwitz w sierpniu 1942 r. była skutkiem ostrego starcia między władzami niemieckimi i duchowieństwem holenderskim». Wyrwana z klasztoru, została wywieziona wraz z siostrą do obozu w Amersfoot, gdzie znalazła się w baraku przepełnionym więźniami: «grupka siedmiu zakonnic trzymała się razem, tworząc małą wspólnotę: modliły się razem, odmawiały brewiarz i różaniec... Edith Stein była przez nie w naturalny sposób uważana za przełożoną, ponieważ  emanowała od niej nadnaturalna siła». Na habicie nosiła, podobnie jak inni, gwiazdę Dawida, «była spokojna, nie nerwowa, w przeciwieństwie do siostry Róży. Moim zdaniem brało się to z tego, że zdawała się na Boga. W Maastricht oczywiście ona też płakała, ale później kontrast między nią a Różą był bardzo wyraźny». Niektórzy przyjaciele z klasztoru zdołali się z nią spotkać: «... mowa była o kopniakach i strzałach karabinowych. Sługa Boża opowiadała o tym z największym spokojem, bez wewnętrznego wzburzenia»; dziennikarz Van Kempen pisze, że patrzył na «kobietę wielką i silną duchową», w czasie rozmowy zapalił papierosa i zapytał, czy «i ona chce zapalić. Odpowiedziała, że kiedyś paliła i że kiedyś jako studentka również tańczyła».

Wielokrotnie miała możliwość ucieczki i uratowania się  w ostatnim dziesięcioleciu swojego życia: zaproponowano jej katedrę uniwersytecką w Ameryce Południowej, schronienie na fałszywych papierach w odległym klasztorze holenderskim, wyjazd do Palestyny, gdzie pragnęła mieszkać; zawsze odmawiała w imię Prawdy, której tak bardzo szukała i którą kochała. Jej przeorysza potwierdza w swoim zeznaniu:  «Mogła zniknąć w klasztorze na jednej z Wysp Fryzyjskich, ale odmówiła, bo nie chciała nawet przed niesprawiedliwym prześladowaniem uciekać nieprostymi drogami».

Po raz ostatni odmówiła pójścia na kompromis w Westerbork, w pobliżu Assen, w północno-wschodniej Holandii, 30 km od granicy niemieckiej, w obozie zbudowanym przez Holendrów w 1939 r. za zgodą organizacji żydowskiej, gdzie przebywali uchodźcy żydowscy, niemieccy lub bezpaństwowcy, którzy przekroczyli granicę nielegalnie. Od 1 lipca 1942 r. został on przekształcony w

«policyjny obóz przejściowy»: dla 100 tysięcy holenderskich Żydów był to ostatni przystanek przed Auschwitz. Pewien holenderski urzędnik, który pracował w obozie i dostrzegł w jej oczach bezgraniczny i pełen spokoju ból, oświadczył podczas procesu beatyfikacyjnego: «jej milcząca postać wywierała   silny wpływ... Mówiła z tak skromną pewnością, że słuchający się wzruszali. Rozmowa z nią... była jak podróż do innego świata. Westerbork przestawał wówczas istnieć... Powiedziała: - Nigdy bym nie uwierzyła, że ludzie mogą być tacy i… że moi bracia będą musieli tak wiele wycierpieć! - Kiedy nie było już wątpliwości, że będzie musiała być przewieziona gdzie indziej, zapytałem, czy mogę jej pomóc i (spróbować ją uwolnić); … znów się uśmiechnęła błagając, bym tego nie robił. Dlaczego miałoby się robić wyjątek dla niej  i dla jej grupy? Nie byłoby rzeczą sprawiedliwą wyciągać korzyść z faktu, że jest ochrzczona! Gdyby nie mogła podzielić losu innych, jej życie zostałoby zniszczone: - Nie, nie, tylko nie to!»

Karmelitanka nie zaprzeczyła swojej wewnętrznej wielkości, powiedziała także: «Świat składa się z kontrastów... Ale koniec nie będzie złożony z tych kontrastów. Pozostanie tylko wielka miłość. Czyż mogłoby być inaczej?»

Dopiero w dramacie, jakim było życie w obozie, Edith Stein poznała z bliska rzeczywistość, której wcześniej nie doceniała: «Nigdy nie wiedziałam naprawdę, że moi bracia i moje siostry będą musieli tyle wycierpieć... W każdej chwili modlę się za nich. Czy Bóg słyszy moją modlitwę? Słyszy na pewno ich płacz».

Wydanie drukowane

 

TRANSMISJA BEZPOŚREDNIA

St. Peter’s Square

21 maja 2019

PODOBNE WIADOMOŚCI